Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Muzyka

Garry Moore: Miłośnik gitarowego stradivariusa

Gary Moore Blues and beyond BMG/Warner Music Polska 2 CD 2017
Album „Blues and Beyond” przypomina genialnego gitarzystę Gary Moore'a, zmarłego w 2011 roku.

Już samo „Stormy Monday” w wirtuozerskiej interpretacji Moore’a wystarczyłoby, żeby album, z którego pochodzi uznać za najlepszš gitarowš płytę roku. A przecież o każdym utworze można napisać z równie wielkim entuzjazmem, bez cienia przesady.

Z Moore'em, gdyby żył, mógłby stanšć dziœ w szranki może tylko Angus Young z AC/DC, choć w jego rockandrollowym graniu nie ma tej muzycznej głębi, co w 13-minutowym „Ball and Chain” Gary'ego, będšcym hołdem dla „Voodoo Child” Hendrixa.

O Moorze jest zbyt cicho, pewnie dlatego, że w przeciwieństwie do wielu rockowych herosów i œwiętych przeklętych odszedł œmierciš nie tragicznš, lecz wręcz groteskowo banalnš. Pojechał z młodš partnerkš Petrš Nioduschewskš do Estepony koło Malagi, zjadł kameralnš kolację i zmarł w czasie snu. Petra wspominała, że próbowała go ratować masażem serca.

Media donosiły o poważnym nadużyciu alkoholu, które wywołało zawał serca. Przyjaciele zaprzeczali, tłumaczšc, że Gary dawno odstawił używki, zadowalał się jednym drinkiem i nie palił, bo chorował na astmę. Zostawił majštek wart 23 mln funtów, w tym willę w Brighton.

W tradycji bluesowej, w jakiej wychował się i wykształcił Moore, lepiej było być bohaterem takiej opowieœci, jakš stworzono o Robercie Johnsonie, który rzekomo spotkał na rozstaju dróg diabła.

Podpisany krwiš cyrograf miał zaprowadzić bluesmana na szczyty instrumentalnej sprawnoœci, a potem na dno piekieł. Luksusowy hotel Kempińskiego, gdzie zmarł Moore, nie miał nic z tego anturażu.

Legendarny nauczyciel i jego instrument

Ale Irlandczyk jest za to bohaterem innej, mało znanej opowieœci. Pokochał szczególnie model gitary Gibson Les Paul z 1959 roku – słynšcy z soczystoœci dŸwięku blues-rockowy odpowiednik słynnych skrzypiec Stradivariusa.

W rękach utalentowanego muzyka stał się medium wielkich emocji, miał siłę tršb jerychońskich i przenosił góry. Na tej gitarze grał pierwszy mistrz Gary’ego, wielki Peter Green, któremu bluesowš sławę zawdzięczał Fleetwood Mac, a wczeœniej kontynuację sukcesów Bluesbreakers Johna Mayalla. Wyjštkowe brzmienie instrument miał zawdzięczać majsterkowaniu Greena, który grzebišc w gitarze, przez przypadek przekręcił zamontowany w niej magnes.

Nie wiadomo, czy Green spotkał na swojej drodze diabła, ale w poszukiwaniu piękniejszych œwiatów brał LSD, co opłacił chorobš psychicznš i wycofaniem się z branży. Wtedy właœnie czarodziejski instrument odkupił od niego Moore i zachwycał fanów grš na nim przez ponad 30 lat.

Gitarzysta Metalliki

– Jako chłopak byłem fanem Greena, słuchałem nieustannie kompozycji „A Hard Road” z płyty The Bluesbreakers, gdzie Peter grał, zastępujšc Claptona – wspominał Moore. – A kiedy zobaczyłem go w klubie w Belfaœcie – odjechałem! Czułem się jak we wspaniałym pudle rezonansowym. Potem mój zespół Skid Row otwierał koncert Fleetwood Mac w Dublinie. Widzšc jak gram, Peter powiedział „Jestem pod twoim wielkim wrażeniem” i zaprosił mnie na bluesowy jam do hotelu.

Rezygnujšc z kariery we Fleetwood Mac i występów, Green sprzedał Gary’emu instrument za 110 funtów. W 1995 r. Moore oddał hołd mistrzowi, wydajšc album „Blues For Greeny” z kompozycjami Greena, nagranymi na tym samym instrumencie, na jakim przed laty wspaniałe bluesy wykonał Peter.

Moore tłumaczył, że gdyby jego mistrz poprosił o zwrot gitary – oddałby jš. Tak się jednak nie stało. W końcu Moore sprzedał jš na aukcji za 2 mln dolarów. Minęło kilka lat, a fani zobaczyli jš w rękach Kirka Hammetta, gitarzysty Metalliki.

– Wiedziałem, że ikoniczny instrument o ciepłym, mocnym dŸwięku jest na rynku, ale właœciciel chciał zbyt wiele. Transakcja doszła do skutku dopiero wtedy, gdy zaczšł mieć kłopoty finansowe – powiedział Hammett. Miał zapłacić 2 mln dolarów.

Moore zawdzięczał Greenowi mistrzowskš lekcję i instrument, ale także rekomendację, która pomogła zespołowi gitarzysty Skid Row w podpisaniu kontraktu z CBS. Potem posypały się wyjštkowe zaproszenia do Colosseum II, ale ważniejsze było to z Thin Lizzy, najsłynniejszej irlandzkiej formacji sprzed debiutu U2.

Hard rock, wyrosły z korzeni bluesa, otworzył Moore’owi drzwi do œwiatowej kariery. Pierwszš wizytówkš stał się przebój „Parisienne Walkways” z goœcinnym udziałem wokalisty Thin Lizzy Philem Lynnotem, wydany na pierwszym solowym albumie „Back on the Streets” (1978). Atutem gitarzysty było to, że komponował i œpiewał.

W latach 80. był gwiazdš koncertów, podczas których dzielił scenę z AC/DC, Van Halen i Ozzym Osbourne'em. Wylansował hity „Empty Rooms”, „Over the Hills and Far Away” czy „After the War”. O wojnie wiedział wiele, ponieważ jak każde irlandzkie dziecko był jej œwiadkiem od najwczeœniejszych lat.

Proroczy finał

Wrócił do czarnej muzyki na najsłynniejszej solowej płycie „Still Got the Blues” (1990), którš uœwietnili amerykańscy królowie bluesa – Albert Collins, Albert King, a także George Harrison. To była zaszczytna rewizyta. Wczeœniej eks-Beatles zaprosił gitarzystę do zagrania solówki w piosence otwierajšcej trzeciš płytę Travelling Wilburys w składzie: Dylan, Petty, Lynne, Harrison. Na „After Hours” (1992) Moore’a goœcinnie wystšpił B.B. King.

Wykonał w karierze właœciwie jeden fałszywy krok. Był nim dla ortodoksyjnych fanów kršżek „A Different Beat” z tanecznymi rytmami. Szybko wrócił do formy, nagrywajšc album o znamiennym tytule „Back to the Blues”. Bluesowi był wierny do końca.

Najnowszy wybór 43 utworów, łšczšcy nagrania studyjne z koncertowymi, zakończony niemal pogrzebowš codš „Prophet”, nie pozostawia co do tego wštpliwoœci.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL