Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Muzyka

Energia jak magnes

Fotorzepa, Marek Dusza
Występy saksofonisty Kamasiego Washingtona, gitarzysty Billa Frisella i szwedzkiej grupy Tonbruket to wydarzenia pierwszych trzech dni festiwalu Warsaw Summer Jazz Days.

Za sprawš trzypłytowego albumu „The Epic” (2015) nazwisko Kamasiego Washingtona należy do najczęœciej wymienianych w jazzowym œwiecie. Ale nie tylko w jazzowym, bo współpracuje z Kendrickiem Lamarem, znalazł się wœród gwiazd festiwalu Coachella Valley Music & Arts, wystšpił na BBC Proms 2016, dziœ gra na North Sea Jazz Festival, a w sierpniu przedstawi nowy program w Hollywood Bowl. Nie mogło zabraknšć Kamasiego w Warszawie, gdzie był oczekiwany nie tylko przez miłoœników jazzu, ale i r’n’b. Wszyscy zadawali sobie pytanie, jak dalece muzyka z doskonale wyprodukowanego albumu różni się od tego, co oktet saksofonisty wykonuje na scenie. OdpowiedŸ dał już pierwszy utwór – jest bardzo bliska temu, co muzycy zagrali w studiu, choć nie było słynnego basisty Thundercata, ani znaczšcych goœci.

Energetyczna fala płynšca z dwóch perkusji i basu, jaka uderzyła słuchaczy wypełniajšcych Soho Factory, nie pozostawiła wštpliwoœci, że to rytm będšcy zadziwiajšcš syntezš jazzowego i funkowego pulsu napędza zespół. Ale bez saksofonu Kamasiego Washingtona, jego melodyjnych fraz wydmuchiwanych z siłš huraganu jego muzyka nie miałaby tej hipnotyzujšcej siły, jakš ogarnęła wszystkich. Jazz szuka nowych gwiazd ale i nowych œrodków, właœciwych dla naszych czasów. Niegdyœ rękę na pulsie jazzu trzymał Miles Davis, dziœ jest to Kamasi Washington i to on jest magnesem przycišgajšcym publicznoœć festiwali. Kto jeszcze potrafi grać jazz z takim przekonaniem, radoœciš i energiš i trafia do szerokiej publicznoœci?

Bill Frisell wykonuje tę samš, własnš muzykę od trzydziestu lat, ale jest tak zróżnicowana, że gitarzysta może dać kilka różnych występów krótkich odstępach czasu. Ten w Soho Factory należał do najlepszych, jakie w jego wykonaniu słyszałem. Frisell czarował barwami gitarowych akordów, zadziwiał bogactwem harmonii, tylko wirtuozeriš ustępował młodemu gitarzyœcie Julianowi Lage, który ze swoim triem wystšpił tuż przed nim. A jednak w muzyce Lage’a zabrakło różnorodnoœci aranżacji i myœli przewodniej, która poprowadziłaby by go na szczyt, jak niegdyœ młodego Pata Metheny’ego. Gitara to instrument, którym trudno skupić uwagę słuchaczy na dłużej niż dwa kwadranse. Sama wirtuozeria nie wystarczy. Poczekajmy, jak rozwinie się kariera młodego geniusza.

Intrygujšcš koncepcję muzyki z pogranicza free, funku i r’n’b przedstawiło trio Harriet Tubman z gitarzystš Brandonem Rossem, basistš Melvinem Gibbsem i perkusistš JT Lewisem. Jednak nadmiar dŸwiękowych efektów odcišgnšł uwagę od misternej aranżacji. Koncert był nagrywany i jeœli muzycy uznajš go za godny wydawnictwa „live”, będzie można się wsłuchać weń ponownie i odnaleŸć wzniosłš, wolnoœciowš ideę muzyków.

Czarnym koniem festiwalu okazał się szwedzki kwartet Tonbruket basisty Dana Berglunda, który już pierwszym utworem zaskoczył brzmieniem i koncepcjš. Po tragicznej œmierci pianisty Esbjörna Svenssona, lidera tria e.s.t. perkusista Magnus Öström i basista Dan Berglund założyli swoje zespoły. W sobotę obaj wystšpili na Warsaw Summer Jazz Days. Po koncertach było wiadomo, kto był Numerem Dwa w e.s.t. – właœnie Berglund. Zaskakujšce aranżacje, wcišgajšca dramaturgia i chwytliwa melodyka kompozycji Beglunda sprawiła radoœć chyba wszystkim oprócz jazzowych ortodoksów, bo szwedzkie zespoły nie grały jazzu. Ale jakie to ma znaczenie, skoro mimo póŸnej pory publicznoœć słuchała w skupieniu. Zarówno w przypadku Öströma, jak i Berglunda zadziałał element zaskoczenia. Ich muzyka znacznie odbiegła od tego, co grali w e.s.t. Pozostał w nich duch odkrywców nowych form muzyki inspirowanej jazzem.

A jednak to kwartet saksofonisty Branforda Marsalisa z goœcinnym udziałem wokalisty Kurta Ellinga wyzwolił emocje, jakich dawno na festiwalu Warsaw Summer Jazz Days nie widziano. To nie tylko najlepszy koncert tegorocznego festiwalu, ale jeden z najważniejszych w jego historii. Pokazał, że słuchacze ceniš wirtuozerię, wyrafinowane aranżacje, ale najważniejsze, że jazz niesie sobš radoœć i zabawę. W niedzielny wieczór oklaskiwaliœmy w Soho Factory najlepszy dziœ zespół jazzowy w skali œwiatowej nie wyłšczajšc z tej klasyfikacji kwartetu Wayne’a Shortera ani tria Keitha Jarretta.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL