Reklama

Prince nie żyje. Zmarł Książę ważniejszy od królów pop

Prince, jedna z najbardziej niekonwencjonalnych gwiazd muzyki pop, artysta, który sprzedał ponad 100 mln albumów, został znaleziony martwy w swoim studio.

Aktualizacja: 21.04.2016 21:01 Publikacja: 21.04.2016 20:55

Prince nie żyje. Zmarł Książę ważniejszy od królów pop

Foto: AFP

Ameryka i muzyczny świat są w szoku. Na obecnym tournée śpiewał „Heroes” Davida Bowie w hołdzie wielkiego artysty. Może teraz są blisko siebie.

Z przykrością trzeba stwierdzić, że na Księciu kończy się wielka dynastia muzyków, którzy łączyli soul i funky, a jednocześnie nie odrzucali jak raperzy instrumentu Hendrixa, czyli gitary. Lenny Kravitz to znacznie młodsze pokolenie.

Jako ewentualną przyczynę śmierci podano domniemane komplikacje po grypie. To możliwe – obciążają bowiem one serce. Ale Prince był też solennym wyznawcą Jehowy i być może nie chciał ingerować w naturalny tok życia zbytnią interwencją medyczną. Dowiemy się o tym wkrótce.

Zobacz galerię zdjęć

Fakty są takie, że 15 kwietnia prywatnym samolotem poleciał do szpitala w Illinois. Następnego dnia grał już kolejny koncert. „Poczekajcie kilka dni a wasze modły stracą sens” – mówił do fanów, co dziś brzmi nie tylko ironicznie, ale profetycznie. Wiadomo, że z powodów zdrowotnych odwołał dwa koncerty.

Reklama
Reklama

Był niezwykle wszechstronnym artystą. Karierę zaczął od albumu „1999”. Gdyby miał słowiańskie korzenie, mógłbym przyjąć pseudonim Światowida – od bóstwa o kilku twarzach. Znamy go z popowych przebojów typu „Purple Rain”, ale potrafił równie znakomicie grać ostro na gitarze, funkować czy korzystać z elektroniki. Polscy fani na szczęście mieli okazję obejrzeć go na jedynym koncercie na Open'erze w 2011 roku.

Jeszcze kilka tygodni temu powiadomił, że opublikuje w 2017 roku zaskakujące pamiętniki. Miał o czym pisać, czego przedsmak dał jego pół-fikcyjny, pół-biograficzny film „Purple Rain". Ale flirtował m.in. z Madonną, Kim Bassinger i Sheilą E.

Jako niezwykle popularny artysta, dał też pokaz artystycznej niezależności. Miał inne predyspozycje niż Michael Jackson i Madonna. Poza sukcesami cenił sobie eksperymenty i niezależność. Stąd trwający pięć lat konflikt z Warner Bros, kiedy zbuntował się przeciwko wydawcy i publikował nagrania pod nazwą "Artysty Dawniej Znanego Jako Prince”.

Nie wiadomo, czy kontrakt na autobiografię opiewał na przyszłe dzieło czy już gotowe zapiski. Miał ujawnić przed nami swoje życie rodzinne, "ludzi, miejsca i pomysły, które inspirowali jego wyobraźnię", a także źródła powstania klasycznych już przebojów.
Pamiętnik piosenkarza miał również ostatecznie potwierdzić historię brata Eddiego Murphy'ego o grze bardzo niskiego wokalisty (157 centymetrów) w koszykówkę.

Inspiracji do powstania pamiętników mogło dostarczyć obecne tournee Prince'a „Piano & A Microphone", podczas którego w kameralnej atmosferze komentował swoje nagrania osobistymi wspomnieniami, dotyczącymi m. in. innymi przelotnej miłości i współpracy z Vanity.

Kultura
Sześcioro Polaków zaśpiewa w szukającej oszczędności Metropolitan
Kultura
Największy mecenas kultury i sportu
Kultura
Słowacki Trenczyn Europejską Stolicą Kultury 2026
Kultura
Bożena Dykiel. Od nimfy na Hondzie do lokatorki z domu na Wspólnej
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama