Muzyka

Rekomendacje Marka Duszy

Łukasz Pawlik
fotorzepa/Marek
Marek Dusza przedstawia płyty, których warto posłuchać

Jazz Fussion

Łukasz Pawlik „Lonely Journey”, Pawlik Relations, CD, 2016

Ze swoimi kolegami założył zespół Kattorna zainspirowany muzyką Krzysztofa Komedy. Wydali jedną EP-kę, nagrodę w berlińskim konkursie i dwie płyty CD: „Kattorna” (Jazz Forum, 2008) i „Straying To The Moon” (2010). Tytuł autorskiego albumu „Lonely Journey” nawiązuje do licznych podróży Łukasza Pawlika, a temat tytułowy powstał podczas jednej z nich.

- Jechałem do Włoch na koncert pociągiem z Niemiec przez Szwajcarię – zwierza się artysta. Jechałem sam, patrzyłem przez okno podziwiając krajobrazy: góry, jeziora, lasy i miasteczka w Szwajcarii. To były piękne widoki i niesamowite przeżycie. Opisałem te wrażenia w kompozycji „Lonely Journey”, która stała się punktem wyjścia do utworów na mój autorski album. To także osobista wędrówka w głąb siebie, poszukiwanie w sobie emocji, dźwięków, zastanowienie się nad sensem życia i tym, co nas otacza.

To przełomowy album w karierze pianisty i kompozytora. Nawiązuje wprost do jego młodzieńczych fascynacji muzyką fusion, rodzinnego słuchania płyt Milesa Davisa i The Brecker Brothers. Swój zespół utworzył z sekcji rytmicznej tria Włodka Pawlika: na kontrabasie gra Paweł Pańta, na perkusji Cezary Konrad. Na saksofonie zaś utalentowany i ciągle niedoceniany Dawid Główczewski. W jednym utworze zagrał gościnnie słynny gitarzysta Mike Stern (niegdyś członek zespołu Milesa Davisa), a w trzech utworach wystąpił amerykański trębacz Michael „Patches” Stewart współpracujący z Marcusem Millerem.

Album otwiera energetyczny temat „Moonlight Dream Chase” z popisowymi solówkami Główczewskiego w stylu Erica Marienthala (Chick Corea Elektric Band), atomowymi uderzeniami Czarka Konrada i funkowymi liniami basu Pawła Pańty. Łukasz Pawlik korzysta z elektronicznej klawiatury wprowadzając brzmienie fortepianu elektrycznego, co przywołuje z pamięci jazzfanów najlepsze lata stylu fusion.

- To moja „Podróż za marzeniem w świetle księżyca”, bo często jeżdżę autostradami pomiędzy Warszawą, a Düsseldorfem, nawet nocą i bardzo to lubię – mówi Łukasz Pawlik. Te wrażenia przełożyłem na prostą melodię, w jakimś sensie transową.

Łagodniejszy nastrój panuje w utworze tytułowym, ale w „Vibrance of the Coast” tempo przyspiesza głównie za sprawą gitarzysty Mike’a Sterna. Paweł Pańta gra tu techniką slap w stylu Marcusa Millera.

Inspiracją dla utworu „Triangular Bells” był album „Tubular Bells” Mike’a Oldfielda. Imponuje szeroka paleta brzmień wychodząca z elektronicznej klawiatury Pawlika i solówka trąbki „Patchesa” Stewarta. „Night Safari” to kolejny „podróżniczy” temat, który nawiązuje do muzyki grupy Steps Ahead. Natomiast współbrzmienie trąbki i saksofonu w utworze „Add Diction” wywoła uczucie nostalgii u tych słuchaczy, którzy spędzili godziny słuchając z wypiekami na twarzy płyty The Brecker Broothers.

Romantyczną naturę Łukasz Pawlik ukazuje w „Looking Back, Going Forward” grając nastrojowe akordy na fortepianie. Delikatne frazy saksofonu sopranowego Główczewskiego podkreślają liryczną wymowę tematu. Łukasz Pawlik zamyka swe autorskie dzieło ujmującym tematem „Swinging Through Galaxies” potwierdzającym wielki talent kompozytora, aranżera i wirtuoza instrumentów klawiszowych.

Album „Lonely Journey” brzmi jak amerykańska płyta jazzowych sław fusion, ale ma nad nimi jedną przewagę. Porywa młodzieńczą pasją lidera, który radością tworzenia ulubionych dźwięków dzieli się ze słuchaczami i skutecznie ich zaraża.

Blues

Joe Bonamassa „Blues of Desperation”, Mascot/Mystic, CD, 2016

Ma niespełna 39 lat i już jest najpopularniejszym na świecie bluesmanem. Jego wirtuozeria w grze na gitarze, talent kompozytorski i sceniczne popisy czynią z niego wielką atrakcję festiwali na całym świecie. Największą popularnością cieszy się w Europie, gdzie zapełnia publicznością wielkie hale. Z gitarą zżył się od dziecka. Już w wieku czterech lat dostał od ojca prawdziwą gitarę z pomniejszonym gryfem. Miał 12 lat, kiedy wystąpił w zespole supportującym legendarnego B.B. Kinga. Kolekcjonuje gitary i na jednym albumie potrafi wykorzystać brzmienie dwudziestu różnych instrumentów.

Każda jego płyta wskakuje na pierwsze miejsce bluesowej listy bestsellerów „Billboardu” już tydzień po premierze.

Można się tego spodziewać po najnowszym dziele bluesmana „Blues of Desperation” nagranym w Nashville z pomocą producenta Kevina Shirleya. W słynnym RCA Studio A, które dziś figuruje pod nazwą Grand Victor Sound Studios Joe Bonamassa przypomniał sobie swoje początki. Chciał nagrać album w trio, ale producent poradził mu wzmocnienie sekcji rytmicznej o drugiego perkusistę.

Efekt jest piorunujący. Bonamassa otrzymał silnik z doładowaniem turbo, z którym porwie słuchaczy i odstawi zdyszanych pod koniec albumu. Gra solówki tak ekspresyjne, jakby chciał pokazać, ze to młodość i doświadczenie czynią z niego wirtuoza. Znajdziemy tu kilka kandydatur na przeboje, jak choćby ballady „Drive” i „The Valley Runs Low”, wibrujący rytmem „This Train”, czy soczysty blues w rockandrollowym stylu „You Left Me Nothin’”. Znakomity blues w perfekcyjnym wykonaniu z odrobiną szaleństwa.

Jazz

Nik Bärtsch’s Mobile „Continuum”, ECM/Universal, CD, 2016

Występem na Warsaw Summer Jazz Days 2006 w Fabryce Trzciny szwajcarski pianista Nik Bärtsch i jego zespół Ronin zelektryzowali miłośników jazzu otwartych na nowe formy improwizacji. Bärtsch przyjechał do Warszawy zaraz po ukazaniu się albumu „Stoa” nakładem wytwórni ECM Records. Wracał do Polski kilkakrotnie, zagra niebawem na festiwalu Jazz nad Odrą (Wrocław, Impart, 27.04). Ciekawa jest jego droga do oryginalnej muzyki, którą tworzy od lat.

Jej koncepcję opracował studiując pianistykę, kompozycję, filozofię, lingwistykę i muzykologię. Po półrocznym pobycie w Japonii założył elektryczny zespół Ronin, a jego muzykę określił jako zen-funk. Akustyczną, kameralną stronę jego twórczości firmuje grupa Mobile. Z nią nagrał nowy album „Continuum”.

Do zespołu Mobile dołączył niedawno perkusista Nicolas Stocker, a pozostali w niej: klarnecista Sha i perkusista Kaspar Rast. Brzmienie znakomicie wzbogaca kwintet smyczkowy: dwoje skrzypiec, dwie wiolonczele i altówka. Na drugich skrzypcach gra mieszkająca w Szwajcarii Ola Sendecka, czyżby córka pianisty Adzika Sendeckiego? Bärtsch jest pianistą bardzo oszczędnym w środkach wyrazu.

Uderzając w klawiaturę jednym palcem potrafi nadać muzyce dramatyzm, zafascynować i zaintrygować. Powtarzane sekwencje akordów fortepianu nakładają się na linie melodyczne klarnetu kontrabasowego, największego w rodzinie tych instrumentów. Kwintet smyczkowy potęguje dramatyzm wizji roztaczanych przez kompozytora. Jest w tej muzyce free jazz, minimalizm i ambient podane w tak intrygującym stylu, że Nik Bärtsch’s Mobile wciąga słuchaczy jak czarna dziura materię gwiezdną. Polecam ten album odkrywcom.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL