Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Muzyka

Podwójna radość banału. Wielkanocny Festiwal Beethovenowski

Yeol Eum Son
materiały
Poczštek tegorocznego Wielkanocnego Festiwalu Beethovenowskiego okazał się atrakcyjny, ale krył w sobie parę pułapek.

Wybór wydawał się niemal oczywisty. Czym otworzyć jubileuszowš, dwudziestš edycję tego festiwalu, jak nie IX Symfoniš jego patrona? To jedno z największych dzieł w historii, doskonale znane, ale wcišż intrygujšce i pocišgajšce, gdy z muzycznej odprysków i fragmentów jego pierwszej częœci wyłania się doskonałoœć formy. IX Symfonia Beethovena to przecież niemal budowanie muzycznego wszechœwiata, który podczas koncertu trzeba wykreować.

A jednoczeœnie gdy w finale z mrocznych konfliktów poszczególnych tematów wyłania się „Oda do radoœci” z tekstem Friedricha Schillera, wpadamy dzisiaj niemal w œwiat popkultury. Ta melodia została strywializowana i zbanalizowana, stajšc się sygnałem wielu telefonów komórkowych. Z drugiej zaœ strony jako hymn wspólnej Europy zyskała treœci polityczne, jakich Beethoven nie był w stanie przewidzieć.

Żyjemy obecnie zaœ w takiej Polsce, w której polityka wdarła się do codziennego życia, także, niespodziewanie, do muzyki, czego dowody dostarczyła i oficjalna inauguracja dwudziestego  festiwalu. Jeœli więc w finale sobotniego wieczoru zatriumfował geniusz Beethovena, niemała w tym zasługa Jacka Kaspszyka, który poprowadził orkiestrę i chór Filharmonii Narodowej. Pod jego batutš ta oda nie miała może w sobie tyle radoœci, była w niej natomiast ponadczasowa, wznoszšca się ponad bieżšce spory, potęga i siła.

Œwietnie więc dialogowały w finale IX Symfonii poszczególne grupy instrumentów, znakomicie œpiewał chór Filharmonii Narodowej, porywajšco zabrzmiało poczštkowe zawołanie „O Freunde” barytona Markusa Eiche. Pewnym zgrzytem był jedynie zbyt ostry i dominujšcy nad pozostałymi solistami sopran Heli Veskus.

Ten finał wynagrodził pewne niedostatki sobotniej interpretacji IX Symfonii, zwłaszcza jej częœci pierwszej. Jacek Kaspszyk przeszedł przez niš zbyt gładko, jakby nie chciał zagłębić się w jej muzycznš gęstwinę. Im dalej, tym było lepiej. Scherzo miało porywajšcy, momentami szalony rytm. Adagio było naprawdę œpiewne. Całoœć jednak mimo wszystko stanowiła przygotowanie do finału.

Koncert inauguracyjny rozpoczšł się zaœ od Fantazji na fortepian, chór i orkiestrę. To rzadko wykonywany utwór Beethovena, ale też i przedziwny. Najpierw mamy tu długš, solowš partię fortepianu, będšcš niemal rodzajem improwizacji, w której młoda Koreanka Yeol Eum Son ujawniła swój talent. Potem do gry wchodzi orkiestra, ale właœciwie z rzadka dialoguje z solistkš. Sš natomiast w tej muzyce odpryski kawiarnianych melodyjek czy dŸwięki orkiestr wojskowych.

Cały zaœ utwór kończy się monumentalnym finałem z chórem, aż z szeœcioma solistami i podniosłym tekstem, którego jednym z tematów jest również radoœć. Ta Fantazja, o szesnaœcie lat wczeœniejsza od IX Symfonii, jest ewidentnym przykładem, że już wtedy Beethoven myœlał o ozdobieniu muzykš ody Schillera, ale nie znalazł jeszcze sposobu, jak sobie z tym poradzić.

Fantazję będšcš więc rodzajem kompozytorskiego ćwiczenia Jacek Kaspszyk odczytał z finezjš i lekkoœciš. Pokazał słuchaczom, że i w niej można odnaleŸć coœ ciekawego. Tym niemniej jest ona przede wszystkim dowodem na to, że rzeczy prawdziwie wielkie i trwałe rodzš się w długich zmaganiach. Tego nas uczy Ludwig van Beethoven, warto o tym pamiętać także dziœ.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL