Motoryzacja

Auta elektryczne na wyboistej drodze

Nissan Leaf, jeden z najpopularniejszych modeli elektryków w Europie.
materiały
Polska jest jednym z pięciu krajów Unii Europejskiej, w których nie ma systemu zachęt do kupowania aut ekologicznych.

Stawianie na elektromobilność nie jest polską fanaberią i marzeniem o przeskoczeniu pewnego etapu rozwoju motoryzacji. Na rozwój infrastruktury m.in. do ładowania aut elektrycznych naciska Unia Europejska, a Polska znów znalazła się w grupie siedmiu krajów, które nie są w stanie nadążyć z jej budową. Jeśli rząd nie przygotuje i nie przedstawi unijnym urzędnikom stosownego dokumentu, Polsce grozi sprawa w unijnym trybunale.

Rozwoju elektromobilności nie wspierają także Litwa, Estonia, Malta oraz Chorwacja. Jednocześnie jesteśmy jednym z niewielu krajów Unii, w których tak dużo mówi się o roli, jaką mają w przyszłości pełnić auta elektryczne.

Cel raczej nierealny

– Milion aut elektrycznych w Polsce za dziesięć lat? Przy całym swoim optymizmie nie wierzę. Chociaż bardzo chciałbym. Wspaniale, że tyle mówi się u nas o elektromobilności, natomiast skoro zachęt nie ma, to ta wielkość jest po prostu nierealna – mówi Jacek Opala, dyr. ds. rozwoju sprzedaży Exact Systems, czołowego dostawcy rozwiązań kontroli jakości komponentów motoryzacyjnych. – Jako kraj możemy się niestety pochwalić jedynie niechlubną statystyką, jeśli chodzi o chęć kupowania używanych samochodów z zagranicy.

Z badań przeprowadzonych przez instytut Millward Brown wynika jednak, że 40 proc. polskich kierowców uważa napęd alternatywny za najbardziej pożądaną cechę samochodu przyszłości. Jednocześnie 79 proc. z nich jest zdania, że w ciągu najbliższych pięciu lat auta elektryczne na pewno nie wyprą pojazdów z tradycyjnym napędem.

– Polski rynek dzisiaj, delikatnie mówiąc, nie należy do czołowych, jeśli chodzi o popyt na aut ekologiczne. W pierwszej połowie 2017 sprzedaż aut elektrycznych wprawdzie wzrosła o ponad 190 proc. rok do roku, ale w liczbach bezwzględnych oznacza to, że w ciągu sześciu miesięcy br. Polacy kupili jedynie 155 takich pojazdów – wskazuje z kolei Dariusz Balcerzyk, ekspert rynku motoryzacyjnego z firmy Samar. Kupują je przede wszystkim firmy i instytucje, głównie dlatego, że jest koniunktura w gospodarce i rośnie popyt na auta nowe. A auto elektryczne we flocie dodaje prestiżu.

Tanie, używane

– Przeciętny Polak raczej wybiera auto używane, najczęściej sprowadzając je z zagranicy. I nie ukrywam, że obawiam się napływu takich właśnie aut, ponieważ mamy zapowiedzi kolejnych rządów, że nie będą już rejestrowane samochody z silnikami spalinowymi – przypomina Jacek Opala. Np Francuzi po roku 2040 chcą zakazać rejestracji aut z takimi silnikami. Francuscy producenci zaś deklarują, że od roku 2020–2025 będą produkować auta już wyłącznie z napędem „zielonym", czyli elektryczne bądź hybrydowe. Od 2020 r. aut z silnikami spalinowymi zamierza również nie produkować szwedzkie Volvo. Może się więc okazać, że jeśli nasz rząd nie zareaguje w odpowiedni sposób, to auta, których np. Francuzi czy Szwedzi będą się pozbywać, trafią właśnie do Polski.

– Wdrożenie elektromobilności na skalę masową to przedsięwzięcie, przed którym stoi wiele problemów do rozwiązania – uważa Dariusz Balcerzyk. Chodzi tutaj np. o produkcję akumulatorów, która nie jest tak ekologiczna, jakby się zdawało. Do tego dochodzi kwestia zwiększonego zapotrzebowania na energię, co w przypadku jej produkcji z węgla spowoduje wzrost emisji gazów cieplarnianych. Istotna jest budowa infrastruktury, przede wszystkim punktów ładowania, które muszą być szybsze niż dziś. Nawet pół godziny przy słupku to wciąż długo w porównaniu z czasem wizyty na tradycyjnej stacji paliw. Trzeba też przekonać użytkowników samochodów do kupowania pojazdów elektrycznych, gdy rządy będą się wycofywać z dotacji na ich zakup.

Nasze fabryki niezagrożone

Polska jest krajem, gdzie światowe koncerny ulokowały swoje fabryki komponentów motoryzacyjnych, w tym także produkcję silników spalinowych. Nie dalej jak miesiąc temu pierwszą łopatę pod budowę swojego zakładu wbił Mercedes Benz. Czy te fabryki nie są zagrożone? – Wiele fabryk silników będzie musiało się przekwalifikować, dla niektórych z nich będzie to prawdziwa rewolucja, inne będą musiały zmienić profil i produkować inne podzespoły. Ale nic nie wydarzy się natychmiast. Przed nami kilka dobrych lat, kiedy silniki spalinowe nadal będą dominować i jeszcze długo będą potrzebne – uważa Jacek Opala. – Nie widzę tutaj czarnego scenariusza.

Popyt na auta z napędem alternatywnym na pewno będzie rósł, a takie pojazdy będą taniały, ponieważ coraz więcej będzie producentów baterii. Według prognoz za siedem–osiem lat ceny aut z silnikami tradycyjnymi bardzo zbliżą się do cen „elektryków". Ale bez wsparcia państwa rewolucja będzie trwała znacznie dłużej.

Opinie

Mateusz Morawiecki, wicepremier, minister rozwoju i finansów

Dzisiaj jest około 1 miliarda 200 mln aut w ogóle na świecie, za 20 lat będzie ich około 2 miliardów i wśród nich co najmniej 25 proc. to będą auta elektryczne. Dlatego właśnie plan rozwoju elektromobilności ma być kołem zamachowym polskiej gospodarki i polskiej reindustrializacji. Chcemy mieć własne prototypy i później umieć wdrażać na rynek rozwiązania, które są zupełnie nowe. Czy możemy dogonić kraje zachodnie, które od stu lat produkują silniki? Nie bardzo. Ale czy jesteśmy w stanie wskoczyć i surfować na tej czwartej fali rewolucji gospodarczej, która jest przed nami? Właśnie to jest ten nasz moment, to jest nasza chwila.

Martin Lundstedt, prezes Volvo Group

Popyt na auta ekologiczne cały czas rośnie, bo coraz ważniejsza jest nie tylko ekologia, ale i kontrola hałasu. Coraz lepiej sprzedają się też ciężarówki o napędzie hybrydowym. Generalnie ten trend wzrostowy w przypadku bardziej ekologicznych paliw będzie się umacniał. Dla pojazdów operujących w miastach widzę przyszłość w napędzie elektrycznym. Oczekujemy, że już w 2020 r. większość ciężarówek jeżdżących po europejskich miastach będzie miała napęd alternatywny. Dla transportu ładunków na duże odległości okres elektryfikacji potrwa dłużej. W każdym razie ze swojej strony jesteśmy gotowi do takiej transformacji.

Jorn Madsen, wiceprezes Circle K na Europę Wschodnią

Już w tej chwili mamy szybkie ładowarki na niektórych naszych stacjach w Norwegii, Szwecji i Danii. I w miarę wzrostu liczby aut z napędem elektrycznym i popytu na tę usługę będziemy zwiększać ich liczbę. Bo w tym segmencie rynku motoryzacyjnego dużo się dzieje. Volkswagen, Mercedes, Porsche, Audi, Nissan, Renault, Opel – wszyscy mają już auta z napędem elektrycznym i będzie ich coraz więcej. Na razie jednak, jak widać na przykładzie Norwegii, żeby elektryczne auta zwiększały swój udział w rynku, potrzebne jest kompleksowe wsparcie dla e-motoryzacji. Albo chociaż obniżone podatki dla nabywców takich samochodów.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA