Nieruchomości wakacyjne. Dom na lato nie dla Polaka?

aktualizacja: 29.06.2017, 13:33
Foto: TREENEO

Nie więcej niż jedna nieruchomość na czterdzieści może być w Polsce nieruchomością wakacyjną - szacuje Open Finance.

REDAKCJA POLECA

- To najniższy wynik w Europie i aż 14 razy niższy niż w Grecji - podkreśla Bartosz Turek, analityk Open Finance, powołując się da dane Eurostatu. - Posiadanie własnego domu wakacyjnego to spory koszt. Już sam zakup kawałka ziemi i budowa skromnego budynku rekreacyjnego może pochłonąć 100 - 200 tys. zł, a rozwiązania z wyższej półki oznaczają wydatki na poziomie co najmniej 500 tys. zł.

Koszty utrzymania, koszty kredytu

Analityk Open Finance podkreśla, że nieruchomość trzeba potem utrzymywać, płacić podatki i inne rachunki na konta dostawców mediów lub usług (np. ochrona). - Aby nieruchomość nie niszczała, wypadałoby ją też ogrzewać poza sezonem, choć nie jest to powszechna praktyka - mówi Bartosz Turek. - W sumie może się okazać, że na samo utrzymanie domu za miastem trzeba wydać przynajmniej kilka-kilkanaście tysięcy złotych rocznie, szczególnie jeśli budowa była finansowana kredytem hipotecznym. Biorąc więc pod uwagę prosty rachunek ekonomiczny, trudno się dziwić, że w Polsce domów wakacyjnych jest niewiele.

Bartosz Turek szacuje, że nad Wisłą może być ich zaledwie 321 tysięcy. - Tyle jest bowiem nieruchomości niezamieszkanych na stałe. Gdyby tego było mało - część z tej liczby to ruiny nienadające się do wykorzystania lub po prostu porzucone domy - zwraca uwagę analityk Open Finance. - Nawet jednak pomijając ten fakt, nieruchomości wakacyjne nad Wisłą stanowią nie więcej niż 2,5 proc. wszystkich domów i mieszkań. Taki wynik plasuje Polskę na szarym końcu europejskich statystyk - podkreśla.

Dla porównania - średnia europejska to 15,3 proc. - W 28 krajach na Starym Kontynencie jest 36,2 mln nieruchomości wakacyjnych. To prawie trzy razy więcej niż wszystkich mieszkań i domów w Polsce - wskazuje Bartosz Turek.

Jak jest za oknem

- Duże znaczenie ma oczywiście fakt, że w Polsce aura nie sprzyja wypoczynkowi przez większą część roku. Najwięcej domów wakacyjnych można znaleźć na południu Europy - opowiada Bartosz Turek. - W Grecji ponad 35 proc. domów nie jest zamieszkanych na stałe, z czego lwia część jest wykorzystywana przez urlopowiczów. Bardzo dobre wyniki notują także Portugalia, Bułgaria i Cypr. W krajach tych domy wakacyjne mogą stanowić ponad 30 proc. całego zasobu mieszkaniowego. Tu oczywistym powodem jest sprzyjająca pogoda. Szczególnie w Portugalii, gdzie nawet zimą pogoda jest nie gorsza niż w Polsce jesienią - opowiada.

Ciekawostką jest też duża liczba nieruchomości wakacyjnych w Szwecji (17 proc.) i na Łotwie (20,5 proc.). - W pierwszym przypadku powodem może być doskonale rozwinięta infrastruktura narciarska, a w drugim - długa linia brzegowa. Autami obu krajów są też lasy i parki narodowe - opowiada Bartosz Turek. - To, że Polacy rzadko decydują się na własny dom wakacyjny, to woda na młyn hotelarzy, właścicieli pensjonatów, agroturystyki. W czasie długich weekendów i wakacji obiekty te pękają w szwach. I tak na przykład w ostatni długi weekend czerwca obłożenie przekroczyło 75 proc. - wynika z danych Open Finance z 18 najpopularniejszych miejscowości turystycznych. To jednak wciąż niewiele w porównaniu z wynikiem z ostatniej majówki, kiedy w tych samych miejscowościach obłożenie przekroczyło 85 proc. W sierpniu ubiegłego roku aż 97 proc. pokoi hotelowych było wynajętych.





POLECAMY

KOMENTARZE