Mieszkaniowe

Dom to odległe marzenie

Fotorzepa, Robert Gardziński
Kryzys mieszkaniowy jest problemem powszechnym w Europie – mówi ekspert, Tony Mulhall.

Rz: W 2017 roku rząd Wielkiej Brytanii opublikował dokument pod tytułem: „Fixing our broken housing market" (Naprawa naszego popsutego rynku mieszkaniowego). Czy w Wielkiej Brytanii trwa kryzys mieszkaniowy?

Tony Mulhall: Problem wysokich cen mieszkań oraz nieefektywna polityka budowlana są w Wielkiej Brytanii szeroko komentowane przez opinię publiczną. Nieruchomości to obecnie istotny punkt w programie każdej partii politycznej. Sytuacja jest niezdrowa: tylko dzieci zamożnych rodziców mogą sobie pozwolić na kupno mieszkania. Niektórzy rodzice wciąż pracują, zamiast pójść na zasłużoną emeryturę, wszystko po to, aby pomagać dzieciom spłacać kredyt mieszkaniowy. Zaskakujące, że ten stan rzeczy nie wywołał jeszcze społecznych protestów.

Na czym polega istota problemu? Co to oznacza dla obywateli marzących o własnym mieszkaniu?

Problemem jest zarówno niewystarczająca liczba planowanych domów, jak i zbyt powolny proces samej budowy. Rocznie w Wielkiej Brytanii potrzeba od 250 tys. do 300 tys. mieszkań. Jednak budujemy dwa razy mniej: 120 tys. – 150 tys. Posiadanie domu – podstawowa potrzeba człowieka – to dla wielu Brytyjczyków odległe marzenie. Powiem więcej, to marzenie, które coraz bardziej się oddala. Od 1998 r. stosunek średnich cen domów do średnich zarobków zwiększył się ponaddwukrotnie. Zapotrzebowanie na kredyty mieszkaniowe wzrosło, jednocześnie zdolność do wymaganego wkładu własnego drastycznie spadła.

Podobny problem obserwujemy w Polsce. Mieszkań wciąż jest za mało, a ceny są wysokie i nadal rosną. W jakim kierunku powinny iść zmiany, aby mieszkania były łatwiej dostępne?

Kryzys mieszkaniowy to w Europie problem powszechny, choć w poszczególnych krajach przyjmuje różne formy. W rozwiniętych gospodarkach Unii Europejskiej obok niemożności zapewnienia podstawowego schronienia milionom obywateli, z powodu braku mieszkań rosną nierówności społeczne. Tworzy się przepaść między właścicielami nieruchomości a tymi, którzy ich nie posiadają. Wzrost cen wynajmu jest jednym ze skutków tego rozdźwięku. Niektórzy za tę trudną sytuację krytykują anglo-amerykański model kapitalizmu, neoliberalną ekonomię rynkową i pewnego rodzaju „dolaryzację mieszkań". Z drugiej jednak strony nawet bardziej socjaldemokratyczne i opiekuńcze gospodarki północnej Europy doświadczają problemu galopujących cen.

Czy zatem powinno interweniować państwo?

Rząd Wielkiej Brytanii jest w trudnym położeniu. Zapewnia wsparcie i stymuluje popyt na rynku nieruchomości mieszkaniowych, ale po cenach, które wciąż dla większości obywateli są nieosiągalne bez kredytów i dotacji. Istnieje wiele programów społecznych mylnie określanych jako tanie mieszkania. W rzeczywistości są to mieszkania, które sprzedaje się po cenach nieco niższych od średnich wartości rynkowych. Biorąc pod uwagę, że rząd w Wielkiej Brytanii pozwolił na radykalny wzrost wartości nieruchomości bez skutecznej interwencji, trudno jest przewidzieć, w jaki sposób państwo będzie mogło obecnie odwrócić istniejącą sytuację – bez niebezpiecznej destabilizacji wolnego rynku.

Jeżeli nie państwo, to może kapitał prywatny pomoże sprostać wyzwaniu, jakim jest budowanie nowych domów?

Prace, które RICS przeprowadził w ramach najświeższego raportu: „Placemaking and value" (Tworzenie przestrzeni i wartość), miały na celu rozpoznanie, w jaki sposób sektor prywatny może pomóc w tworzeniu wartościowych przestrzeni do życia. Na podstawie analizy pięciu konkretnych przykładów nowych osiedli mieszkaniowych w Wielkiej Brytanii doszliśmy do optymistycznych wniosków. Okazało się, że kupujący nie tylko wymagają dobrze zaplanowanych, odpowiednio przemyślanych, ładnych przestrzeni, ale – to informacja ważna dla deweloperów i sektora prywatnego – gotowi są za ten wyższy standard płacić odpowiednio więcej. W raporcie staraliśmy się określić korzyści finansowe w sposób rygorystyczny.

Jakie jeszcze konkluzje płyną z raportu RICS? Czy są one równie optymistyczne dla deweloperów?

Rozwój jakości nie powinien być postrzegany jedynie jako kwestia zwiększonych kosztów budowy, ponieważ wzrost jakości przyczynia się bezpośrednio do wzrostu cen nieruchomości. Wyniki naszego raportu z zadowoleniem przyjęli nie tylko deweloperzy, ale także specjaliści od planowania i projektowania. Okazało się bowiem, że architektura i urbanistyka ma duże znaczenie przy wyborze mieszkań. Najważniejszym czynnikiem decydującym dzisiaj o zakupie nieruchomości – oprócz ceny – pozostaje lokalizacja oraz bezpieczeństwo, rośnie jednak rola innych czynników, takich jak dostęp do kultury i edukacji. Natomiast rola publicznego transportu, nadmiernie eksponowana w ostatnich latach, spadła obecnie na dalsze miejsce.

CV

Tony Mulhall jest dyrektorem w Royal Institution of Chartered Surveyors (RICS), organizacji założonej w 1868 roku w Wielkiej Brytanii. RICS promuje i wspiera działania związane z opracowywaniem najwyższych standardów w sektorze nieruchomości, budownictwa i infrastruktury. Tony Mulhall z wykształcenia jest geodetą i urbanistą, ekspertem na konferencjach ONZ oraz Banku Światowego.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL