Medycyna i zdrowie

Głośne złego początki

Lekarze wymusili na wokaliście odwołanie koncertów
AFP, Kevin Winter
Może wokalista AC/DC wyleczy słuch w szpitalu w Kajetanach – ale co z rzeszą jego głuchych fanów?

Prof. Henryk Skarżyński ze Światowego Centrum Słuchu w Kajetanach jest zaniepokojony wieściami płynącymi ze świata muzyki rockowej. Oto Brytyjczyk Brian Johnson, wokalista australijskiego zespołu AC/DC, traci słuch. Jak twierdzi polski profesor, Johnson powinien jak najszybciej przyjechać do podwarszawskich Kajetan na konsultacje. Lekarz nie ma wątpliwości: przyczyną kłopotów muzyka jest hałas, w którym przez całe życie pracował, podobnie zresztą jak inni rockmani.

Czy Brian Johnson mógł uniknąć kłopotów? Utraty słuchu i konieczności wyprawy do Kajetan? Pewnie tak. Mógł przecież nosić zatyczki w uszach, jak czyni to wielu muzyków grających głośno i zapamiętale. A jeśli nie chciał nosić zatyczek, mógł wykorzystać swoją charakterystyczną czapkę oprychówkę. Naciągnąć ją bardziej na uszy, wypychając trochę watą. Wyglądałby trochę ekscentrycznie, ale przynajmniej zachowałby słuch. Zresztą odpowiednio wypchana oprychówka uratowała już niejedno zdrowie, wiadomo przecież, że chuligani dawnych dni wzmacniali sobie czapki gazetami, by dać czaszce większe szanse podczas rendez-vous z gazrurką.

Ktoś zapyta: czemu o tym piszemy? Wprawdzie ikona hard rocka słuch traci, ale przecież ikona otolaryngologii wkrótce ją uratuje i wszystko dobrze się skończy. To prawda. Martwimy się jednak o młodzież. Wielkie rzesze nastolatków codziennie niszczą sobie słuch hałasem.

Bo nie trzeba wcale być rockmanem, artylerzystą ani operatorem młota pneumatycznego, aby być narażonym na ogłuszający rejwach, harmider i huk. Wystarczy włożyć sobie do uszu słuchawki, nacisnąć „play" i odpowiednio długo zwlekać z naciśnięciem „stop". Odpowiednio długo, czyli kwadrans. Tyle wystarczy, by muzyka o głośności 120 decybeli dokonała w uszach słuchacza godnego Attyli spustoszenia. 120 decybeli to bardzo głośno (głośniej niż wystrzał z pistoletu), ale większość dzisiejszych odtwarzaczy MP3 osiąga ten poziom natężenia dźwięku z łatwością.

W Polsce wady słuchu dotykają ok. 20 proc. osób. Badania amerykańskie pokazują wzrost liczby przypadków niedosłyszenia od lat 80. i 90. o około 30 proc. To zasługa postępu technicznego: coraz lepszych, głośniejszych odtwarzaczy. Inne badania dowodzą, że rośnie liczba krótkowidzów – też za sprawą postępu: upowszechnienia komputerów.

Jeśli tak dalej pójdzie, młodzież przyszłości będzie przygłucha i prawie ślepa. Czy nastolatki będą prosić starszą panią, żeby odczytała numer nadjeżdżającego autobusu, a kiedy seniorka odpowie, i tak nie usłyszą? Nie, tak źle nie będzie, przecież mamy postęp techniczny, dzieciaki wszystko będą miały w smartfonie.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL