MŚ w Rosji

Korespondencja z Soczi: Polska w cieniu Brazylii

Reprezentacja Polski na treningu w Soczi
AFP
Reprezentacja Polski pracuje w spokoju, podczas treningu Brazylijczyków pod naporem kibiców runął płot.

Relacja z Soczi

Luksusowy hotel Hyatt Regency wyrasta ponad inne, podobne, również zbudowane ze szkła i stali, wysokościowce Soczi. Piłkarze z balkonów wydzielonego tylko dla nich piętra mają widok na wybrzeże Morza Czarnego. To tak zwana Kaukaska Riwiera ciągnąca się od Noworosyjska aż po Sarpi – gruzińskiego miasteczka położonego przy granicy z Turcją.

Soczi to główne miasto i największy kurort tej riwiery. To tutaj swoją daczę miał Stalin, a teraz niedaleko znajduje się tak zwany Pałac Putina, którego budowa pochłonęła ponoć miliard dolarów.

Aglomeracja Soczi, obejmująca dziesiątki, jeśli nie setki, miasteczek, ciągnie się przez... 145 kilometrów. I chociaż wszystkie oficjalne źródła podają, że w 2014 roku w tym mieście odbyły się zimowe igrzyska olimpijskie, nie należy przykładać do tego specjalnej wagi. Stadion Olimpijski, który teraz z okazji mistrzostw świata przeszedł renowację i został przystosowany do rozgrywania na nim meczów piłkarskich, znajduje się w sąsiadującym z właściwym Soczi mieście Adler.

By się tam dostać z centrum, czyli okolic, gdzie zatrzymała się drużyna Adama Nawałki, należy jechać ponad 30 kilometrów biegnącą wzdłuż wybrzeża drogą. Tuż przy wodzie co kilkaset metrów wcinają się w morze betonowe pływy, na których równo jeden przy drugim rozstawione są leżaki.

Na kamienistych plażach między kolejnymi płytami zdecydowanie mniej ludzi niż na betonie. I tylko tablice z nazwami kolejnych miejscowości zdradzają, że to nie jest jedno ciągnące się kilometrami miasto.

Szklana stacja

Domy i mniej lub bardziej luksusowe kompleksy hotelowe stoją niemal wszędzie równie gęsto – po obu stronach drogi. Poprzetykane gęstą, bujną, o tej porze roku ciemnozieloną roślinnością i kwitnącymi na różowo krzewami. Tuż przed linią brzegu biegną tory kolejowe – to także pozostałość po igrzyskach z 2014 roku. Podobnie jak supernowoczesna, szklano-stalowa stacja kolejowa w Adlerze i osiedla mieszkaniowe wokół stadionu, które w 2014 roku były wioską olimpijską.

Stąd już tylko nieco ponad pięć kilometrów do granicy z Gruzją. To znaczy dla całego świata to Gruzja, ale dla Rosjan granica jest z Abchazją. Władimir Putin jest jednym z czterech przywódców na świecie, którzy uznają tę część Gruzji za autonomiczne państwo – pozostali pochodzą z Nikaragui, Wenezueli, Nauru i Syrii. Putinowi dziwić się nie można, skoro Abchazja domaga się dołączenia jako trzeci człon do Związku Białorusi i Rosji.

Rozwój miasta to koniec XIX wieku i początek XX. Wówczas poprowadzono do Soczi kolej i wtedy też zaczęły powstawać sanatoria. W 1902 roku otwarto pierwszą drewnianą jeszcze łaźnię, a w kolejnych latach zaczęły pojawiać się kolejne, coraz bardziej nowoczesne. Dziewięć lat później zbudowano pierwszy szpital, w którym było 35 łóżek. Miasto rosło i zmieniało się w zielony kurort – sprowadzono pisarzy i malarzy, by pomogli opracować system edukacyjny. Po rewolucji październikowej wszystko zostało oczywiście znacjonalizowane, a w architekturę kurortu coraz brutalniej zaczął wkraczać socrealizm i typowo komunistyczne budownictwo.

Niemniej nawet stalinowskie władze utrzymywały status miasta – uzdrowiska. W latach 80., u szczytu popularności, liczba turystów, którzy zjeżdżali do tego wówczas około 300-tysięcznego miasta wynosiła pięć milionów rocznie. Po rozpadzie Związku Radzieckiego i kryzysie ekonomicznym było to już tylko 300 tysięcy. Na początku XXI wieku rozpoczęło się mozolne odrabianie strat i turystów zaczęto ponownie liczyć w milionach, ale wciąż daleko do tych imponujących wyników z lat 80. Według oficjalnych danych na początku wieku co roku Soczi odwiedzało 1,5 miliona przybyszów.

Dziś miasto wciąż bywa piękne, w klasycznym rozumieniu tego słowa, ale ingerencję człowieka sowieckiego widać też na każdym kroku. Budynki z początku XX wieku sąsiadują z typowymi socrealistycznymi straszydłami, które zna każdy Polak.

Dzięki mistrzostwom świata w końcu jakaś wielka impreza dotarła do serca Soczi. Bo igrzyska o kurort nawet nie zahaczyły. Tor Formuły 1 – szumnie nazwany Sochi Autodrom – to wydzielone na czas wyścigu ulice wokół parku olimpijskiego, a więc też znajduje się w Adlerze.

Polscy piłkarze, nie do końca zgodnie z dotychczasową filozofią Adama Nawałki, zamieszkali w ścisłym centrum Soczi. Selekcjoner dotychczas wybierał raczej mniejsze ośrodki. Nawet gdy kadra rozgrywa mecze w Warszawie, stałą bazą drużyny jest położony na dalekich obrzeżach stolicy hotel.

Tymczasem w Rosji piłkarze mieszkają tuż przy głównym deptaku, a w okolicy hotelu aż roi się od barów, restauracji, kasyn i klubów, gdzie można wieczorami pójść na tańce. Pokusy czyhają na każdym kroku, chociaż oczywiście Nawałka i jego sztab będą twierdzić, że na mundial wzięli grupę zimnokrwistych profesjonalistów spod znaku „chcemy więcej". To hasło lansowane przez PZPN-owski kanał Łączy Nas Piłka, który przedstawia polskich zawodników jako wiecznie nienasyconych i pragnących sukcesu.

Canarinhos rządzą

I chyba tylko tym można tłumaczyć decyzję Nawałki, który dał się namówić dyrektorowi reprezentacji Tomaszowi Iwanowi, by to właśnie samo centrum Soczi stało się domem kadry podczas mundialu. Równie wysoko oceniano bazę treningową połączoną z hotelem, położoną na brzegu rozlewiska Wołgi 40 kilometrów od Kazania. Zadecydowały podobno lepsze warunki treningowe i odnowy biologicznej.

Jedyny wielki turniej, podczas którego Polacy nie mieszkali na uboczu, to wyjątkowo dla nas nieudane Euro 2012, gdy Franciszek Smuda zadecydował, że jego piłkarze będą mieszkać w hotelu na skrzyżowaniu dwóch wielkich warszawskich ulic – Goworka i Sobieskiego. Zawodnicy narzekali, że nie byli w stanie przedrzeć się przez stojący u wejścia kordon kibiców.

Oczywiście w Soczi piłkarze Nawałki nie będą tak nagabywani, jak byli kadrowicze Smudy podczas organizowanego w Polsce Euro. Przede wszystkim dlatego, że znaleźli się w Soczi głęboko w cieniu Brazylijczyków, którzy również to miasto rosyjskiej riwiery wybrali jako swój dom na mundial. I obecność Canarinhos widać wszędzie. Wiele taksówek przystrojonych jest w brazylijskie flagi, powiewają one z balkonów i budynków. Na otwarty trening pięciokrotnych mistrzów świata przyszło trzy tysiące miejscowych kibiców. Oficjalnie, gdyż fanów było prawdopodobnie znacznie więcej. Tak mocno natarli na płot oddzielający ich od Neymara, Coutinho czy Marcelo, że choć próbowało go utrzymać kilku ochroniarzy, ogrodzenie runęło.

Brazylijczycy mieszkają tuż przy wspomnianej wyżej drodze ciągnącej się wzdłuż wybrzeża, a stadion, na którym trenują, jest tuż obok hotelu. Polacy jeżdżą 10 kilometrów dalej na południe – to już podnóże Kaukazu. Obok boiska zorganizowano siłownię, w której zawodnicy mają do dyspozycji specjalnie sprowadzone sprzęty. Na terenie bazy umiejscowiono także namiot, zamieniony w centrum prasowe. Niemal codziennie mają się tam odbywać konferencje prasowe.

Pierwszy mecz z Senegalem już za cztery dni. I oczywiście wiadomo, że jeśli Polacy przegrają, to zacznie się narzekanie na bazę i mieszkanie w centrum rozrywkowego kurortu. Jeśli wygrają, wszyscy będą z kolei Nawałkę chwalić, że nie wywoził piłkarzy w głuszę, tylko obdarzył swobodą oraz zaufaniem. Wiadomo przecież nie od dziś, że nic tak nie wpływa na atmosferę jak wyniki. ©?

mecz otwarcia: Rosja – Arabia Saudyjska 5:0

Gospodarze wbrew obawom mają już pierwszy powód do radości. Reprezentacja Rosji w meczu otwarcia na stadionie Łużniki w Moskwie pokonała Arabię Saudyjską.

Tradycji stało się zadość, jeszcze nigdy gospodarze nie zaczęli turnieju od porażki. To był najłatwiejszy rywal, jakiego Rosjanie mogli sobie wymarzyć. Już do przerwy prowadzili 2:0 po bramkach Jurija Gazinskiego i Denisa Czeryszewa. Po przerwie trafili jeszcze Artem Dziuba, a w doliczonym czasie ponownie Czeryszew i Aleksandr Gołowin.

Schody jednak dopiero się zaczynają. Zarówno Egipt, z którym Rosja zmierzy się we wtorek w Sankt Petersburgu, jak i Urugwaj, z którym zagra 25 czerwca w Samarze, to przeciwnicy z wyższej półki.

Wcześniej było otwarcie, orkiestra symfoniczna wykonała utwór Piotra Czajkowskiego, a piłkę Telstar w towarzystwie rosyjskiego chłopca wniósł Brazylijczyk Ronaldo – król strzelców mundialu 2002 w Korei i Japonii.

Robbie Williams zaśpiewał kilka najbardziej znanych swoich piosenek, m.in. „Let me entertain you" i „Angels". Ten drugi hit wraz z nim zaśpiewała rosyjska operowa gwiazda Aida Garifullina.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL