Literatura

"Ramona, Mila, Bobo i pięćdziesiąt sześć innych zwierząt" - debiut Kamila Sipowicza

Kamil Sipowicz Ramona, Mila, Bobo i pięćdziesiąt sześć innych zwierząt Iskry, Warszawa 2016
materiały prasowe
Kamil Sipowicz zadebiutował jako prozaik ilustrowanymi przez Korę opowieściami, których bohaterami są zwierzęta. Ale nie tylko.

O książce będzie niedługo jeszcze głośniej, ponieważ Kora, prywatnie Olga Sipowicz i od trzech lat żona Kamila, przygotowuje się do nagrania nowego albumu. A konkretnie audiobooka, po którym można spodziewać się najwyższej jakości interpretacji oraz dykcji. Każdy kto choć raz w życiu słyszał „Oddech szczura" Maanamu, nie ma co do tego wątpliwości.

Na razie możemy oglądać bogate ilustracje wykonane przez Korę z myślą m.in. o książce, na których znalazły się wszystkie zwierzęta opisane przez Sipowicza, w tym Ramona oraz sprowadzone z Ameryki Łacińskiej alpaki – podobne do lam.

Zwierzęta są znakomitym kluczem do prowadzenia opowieści na temat ludzi i współczesnego świata, ponieważ jak uważa Sipowicz, autor „Hipisów w PRL-u" i „Encyklopedii polskiej psychodelii", stosunek do naszych mniejszych braci pokazuje prawdziwą naturę człowieka.

Dziecięca inicjacja w relacjach ze zwierzętami w przypadku Sipowicza nie była łatwa, ponieważ owczarek, który połasił się na jego kanapkę z szynką, mało co nie zjadł twarzy małego Kamila i nie wydrapał mu oka. Z kolei w domu Kory kot przewidział śmierć jej ojca.

Przyjaźń ze zwierzakami nabrała kolorów po tym, jak Sipowiczowie przeprowadzili się na Roztocze. Jego rodzinne korzenie są na dzisiejszej Białorusi, rodzice Kory zaś urodzili się w Stanisławowie i Buczaczu (obecnie Ukraina). Dlatego Roztocze wydawało się idealną lokalizacją, aby przybliżyć się do stron zamieszkiwanych przez przodków.

Ale są też inne powody – to imponująca na Roztoczu dziewicza wciąż przyroda z geologicznymi pamiątkami po ciepłych oceanach, które miliony lat temu ciągnęły się do okolic dzisiejszego Lwowa.

Poznajemy życie zwierzaków i perypetie z nimi związane w roztoczańskim pejzażu przyrody, ale Sipowiczowie wyprawiają się z tytułową Ramoną w poszukiwaniu dzisiejszych ciepłych mórz na Kretę, na Jukatan i do Brazylii. W tym ostatnim przypadku zdecydowało zaproszenie polskiego dyktatora mody Arkadiusa, który postanowił szukać wolności w brazylijskim Salwadorze. W okolicy nieuczęszczanej przez turystów, zamieszkanej wyłącznie przez czarną ludność kochającą zabawę, taniec, miłość i śmiech zbudował dom.

Gościł w nim Korę i Kamila. Autor ironizuje, że para przyciąga globalne gwiazdy, ponieważ na karnawał do Salwadoru przyleciała w ślad za nimi Madonna.

Bardziej przejęty jest jednak oceaniczną przygodą Ramony, która mało co nie utonęła, płynąc w poszukiwaniu pani, gdy ta kąpała się daleko od brzegu.

Ramona to pies nie byle jaki, bo gatunku bolonka, jaki opiewała w monologach „Pana Tadeusza" Telimena. Przygód z nią związanych, opisanych w książce, starczyłoby na serial.

Sipowicz powraca też do pierwszej wyprawy z Korą na Kretę. Odwiedzili w 1975 roku Matalę, słynącą niegdyś z chrześcijańskich jaskiń, które zaanektowali hippisi, w tym, jak głosi legenda, sam Bob Dylan. Obecnie plaże są tam już betonowe, podobnie jak na Jukatanie, który Sipowicz pamięta z dziewiczych pejzaży. Może dlatego spokoju i harmonii szuka na co dzień na beztroskim Roztoczu, gdzie ludzi się kocha, a zwierzęta szanuje.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL