Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Literatura

Stefan Hertmans: Religia nie ma znaczenia

Stefan Hertmans, pisarz niderlandzkojęzyczny, ur. w 1951 r., autor powieœci, opowiadań i wierszy. Mieszka w Brukseli.
Rzeczpospolita
Belgijski pisarz mówi Michalinie Mikulskiej, dlaczego można było przewidzieć ataki terrorystyczne.

Rzeczpospolita: Co było inspiracjš do napisania ksišżki „Głoœniej niż œnieg"?

Stefan Hertmans: Bruksela

W którym roku Pan jš napisał?

W latach 2002-2003

 

 

Serie zamachów w Brukseli i w Paryżu miały miejsce ponad dekadę póŸniej...

Kiedyœ górnicy zabierali ze sobš do kopalni kanarki. Jeœli ptaki zaczynały panikować, wiadomo było, że w korytarzach nie ma wystarczajšcej iloœci powietrza. Pisarze sš kimœ w rodzaju takich kanarków w kopalni.

Chce pan powiedzieć, że przewidział, iż dojdzie do zamachów w Europie?

W pewnym sensie tak.

Nie okreœla pan, gdzie dokładnie dzieje się akcja „Głoœniej niż œnieg". Ani jaka grupa terrorystyczna odpowiada za serię zamachów, które pan opisuje. Pana redaktor John de Vuyst to taki bohater uniwersalny?

Jak Józef K. z „Procesu" Kafki. W ksišżce jest zresztš takie zdanie, które nawišzuje do ostatniego zdania „Procesu". Tego o psie.

Seria ataków terrorystycznych, chociaż dzieje się daleko od głównego bohatera, wywiera wpływ na jego życie. Chciał Pan w ten sposób pokazać, że tragedie rozgrywajšce się daleko od nas, jak te w Brukseli, mogš wpływać na nasze życie?

To dosłownie stało się w Brukseli. Wydawało się nam, że możemy dać sobie radę z naszš muzułmańskš społecznoœciš, która przyjechała tu 30-40 lat temu na zaproszenie rzšdu belgijskiego. Podobnie zrobili Niemcy czy Francuzi. Myœleliœmy, że imigranci sami urzšdzš się w nowej rzeczywistoœci, gdyż demokracja to samoregulujšcy się ustrój, więc wszystko się ułoży. Pierwsze pokolenie było wdzięczne za to, że mogło przyjechać do Belgii, drugie ciężko pracowało na swój byt – zakładali restauracje, działali na rynku budowlanym, bogacili się. Trzecie pokolenie stwierdziło: my też jesteœmy Belgami, urodziliœmy się tu, dlaczego nie możemy mieć takich samych możliwoœci jak wy? I co poszło nie tak? Ci młodzi ludzie wczeœnie przestali chodzić do szkoły, dali się wcišgnšć w ulicznš przestępczoœć, wreszcie stali się dżihadystami. Praktycznie nigdy nie wpada się w dżihadyzm z powodów religijnych. Tylko z powodów społecznych, narastajšcej frustracji.

Kraje Zachodu nie rozumiały do końca tego, co nadchodzi. Co więcej, byliœmy tak pewni siebie w Belgii, że nasz król Baldwin, bardzo katolicki władca w latach 60. poprzedniego wieku udostępnił Arabii Saudyjskiej Wielki Meczet w Brukseli w ramach 99-letniej dzierżawy. Co przez to zaimportowaliœmy? Salafickich immamów z własnymi interpretacjami Koranu. Wszyscy ci młodzi ludzie, o których się nie zatroszczyliœmy, sšdzšc, że skoro mamy demokrację, sami odnajdš się w naszej rzeczywistoœci, ulegli radykalizacji. Było coœ w naszym sposobie myœlenia o tym, że rozwišżemy problem, który rodził się w naszym kraju, co było złe.

Wojnę w Zatoce Perskiej Saddam Husajn próbował przedstawić jako konflikt religijny, a Amerykanów jako krzyżowców. Œwiat arabski był sfrustrowany tym, co działo się na tej wojnie. Ale krucjata? Obecnie w naszych supermarketach, w naszym metrze niewinni ludzie sš zabijani, a ISIS mówi, że to sš krzyżowcy.

W ksišżce ataki terrorystyczne dziejš się niejako w tle, a w centrum jest strach człowieka.

Myœlę, że ta ksišżka jest o niepokoju i paranoi. To pierwsze, co ma miejsce w Brukseli. Mimo to żyjemy dalej. JeŸdzimy metrem, tramwajem. Chodzimy na koncerty, do teatrów. Terroryœci chcš, byœmy zastopowali nasze życie. Możemy pokazać im œrodkowy palec i żyć dalej.

Celami ataków uczynił pan w ksišżce bazylikę Œwiętego Piotra w Rzymie, Instytut Œwiata Arabskiego w Paryżu i synagogę w Nowym Jorku.

Chciałem powiedzieć, że religia nie ma znaczenia. Czy jesteœ chrzeœcijaninem, muzułmaninem czy żydem, zawsze możesz rozumieć religię w niewłaœciwy sposób. Religia to puste narzędzie, które nie gwarantuje niczego.

Albo może być używane jako wymówka...

Oczywiœcie. Mogę być okrutny zarówno na gruncie racjonalizmu, jak i w religii. To mój wybór, czy będę człowiekiem czy nie. Jeœli ortodoksyjni Żydzi próbujš atakować kobiety za to, że noszš spódnice w Jerozolimie, sami wybierajš jakšœ interpretację swojej religii judaistycznej sprzed dwóch tysięcy lat, popełniajšc te same głupstwa co islamscy fundamentaliœci. Różnice pomiędzy ludŸmi z otwartymi umysłami, którzy starajš się zrozumieć, co się dzieje na œwiecie, bez stosowania przemocy a ludŸmi, którzy zamykajš swoje umysły i przestawiajš się na przemoc, to największy podział œwiata.

W pewnych warstwach społeczeństwa da się zaobserwować, że w reakcji na fundamentalizm i radykalizację, przybywa białych radykalnych fundamentalistów, którzy nie rozwišżš problemu. Jedyne, co nam pozostaje, to wierzyć, że nadchodzi europejski islam.

Tymczasem trzeba wybrać, czy się bać, czy otworzyć. Mieszkamy obok dzielnicy Molenbeek, przechadzam się jej ulicami, witam się z mieszkajšcymi tam mężczyznami. Dlaczego nie? To muzułmanie, oczywiœcie, ale chcš się zintegrować. Jeœli zyskajš twój szacunek, w większoœci przypadków również potraktujš cię z szacunkiem. Tylko jeœli odwracasz się do nich plecami, radykalizujesz ich. Skończyłem właœnie pisać sztukę teatralnš „Antigone in Molenbeek", współczesnš wersję „Antygony".

Bohaterkš jest siostra terrorysty?

To muzułmanka, która studiuje prawo na Uniwersytecie w Brukseli. Pyta o to, gdzie jest ciało jej brata. Idzie na policję i mówi, że chce go pochować. W internecie można znaleŸć informacje o tym, że wymiar sprawiedliwoœci nie chce chować zmarłych terrorystów, tylko przetrzymuje ich ciała zamrożone w kostnicach medycyny sšdowej. Nie chce robić z nich męczenników. Moja Antygona to niemal dziewczyna z Zachodu, choć muzułmanka, ale ponieważ nie może pochować brata, stara się ukraœć jego ciało, co jest przestępstwem. Ma te same dylematy moralne, co Antygona. Jesteœmy w trakcie tłumaczenia tej sztuki na arabski. Chcę, by została odegrana w centrum kulturalnym w Molenbeek w języku arabskim. Dla młodych chłopców, którzy tam mieszkajš. By można było z nimi o tym porozmawiać. Nie sšdzę, że my, pisarze, możemy zmienić œwiat, ale możemy chociaż zapoczštkować dyskusję na ważne tematy.

W znanej i w Polsce ksišżce „Wojna i terpentyna" opisał pan losy swojego dziadka – życie rodzinne, czasy jego dorastania, udział w I wojnie œwiatowej.

Chciałem dodać kolejnš pozycję do mozaiki wielkich powieœci opisujšcych czasy I wojny œwiatowej. Niemcy mieli wielkie ksišżki na ten temat, Francuzi i Anglicy też. Chciałem więc opowiedzieć o tym, co wówczas się stało z Flamandami. W drugiej kolejnoœci chciałem pokazać skromnego człowieka i to, jak nie chcšc tego, może on zostać bohaterem. Gdy czytałem dzienniki dziadka, zadawałem sobie jedno pytanie: dlaczego ci młodzi chłopcy zawsze wypełniali rozkazy dowódcy? Gdyby mój dowódca powiedział mi, że mam zdobyć rów dwieœcie metrów ode mnie, co będzie kosztowało tysišce zabitych, powiedziałbym, żeby zrobił to sam. A oni się zgadzali.

W tej ksišżce odsłonił pan też siebie.

To nie jest powieœć biograficzna, ale piszšc jš, odkryłem pewnš prawdę: gdy jesteœmy młodzi, sšdzimy, że możemy sami siebie stworzyć. Gdy się starzejemy, zaczynamy zachowywać się jak nasi rodzice. Popełniamy te same błędy. To jest właœnie moment, w którym zaczynamy prawdziwie kochać i rozumieć swoich rodziców. Jeszcze silniej ma to miejsce w przypadku pokolenia naszych dziadków. Zapominamy spytać ich o pewne rzeczy, a potem jest na to za póŸno.

Tłumaczka pana na język polski, Alicja Oczko, otrzymała prestiżowš holenderskš nagrodę dla tłumaczy literackich. Cieszy pana jej sukces?

Bardzo, bo Alicja to tłumaczka oddana swojej pracy. Spotkaliœmy się w Krakowie na Festiwalu Miłosza, mamy też kontakt na Facebooku. Sšdzę, że jest bardzo dobrš tłumaczkš. Widzę to po reakcjach polskich czytelników, którym moje ksišżki bardzo się podobały. Dobrego tłumacza poznaję też po pytaniach, które mi zadaje.

O co Alicja pana pyta?

Przeważnie o flamandzkie wyrażenia. Słowa pochodzšce z dialektu. Ale także o interpretacje. Na przykład o to, co miałem na myœli w danym zdaniu. Pyta zwykle o takie zdania, które faktycznie mogš mieć znaczenie ambiwalentne.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL