Literatura

„Jedyna historia" - kiedy namiętność powinna rozkwitać dzięki przeszkodom

Julian Barnes Jedyna historia Świat Książki 2018
materiały prasowe
Julian Barnes, laureat Booker Prize, powrócił powieścią „Jedyna historia", której polska premiera odbyła się krótko po światowej.

To znów inna proza niż ostatnio u nas wydany „Zgiełk czasu” o Dymitrze Szostakowiczu. „Jedyna historia” idzie tropem jednej z historii składających się na „Poczucie kresu” nagrodzone w 2011 roku Bookerem. Nie podąża jednak owym tropem dosłownie – rzecz w tym, że pisarz bierze pod lupę podobnie z zewnątrz wyglądającą historię – związku młodego chłopaka z kobietą w wieku jego matki. W wywiadzie udzielonym „The Guardian” Barnes przyznał, że zawsze najpierw są sytuacje, dylematy moralne i emocjonalne, a potem dopiero namysł gdzie i komu mogło się to wszystko wydarzyć. Ten pisarz, jak mało kto, potrafi obserwować ludzkie zachowania i dystansując się od wszelkich sentymentów – przyglądać się im z precyzją chirurga. Nie poucza, nie sympatyzuje z żadnym z bohaterów, nie wynosi się ponad nich – patrzy i notuje. Nieraz wydaje się - od niechcenia, ale nic bardziej mylnego.

W „Jedynej historii” wydarzenia dzieją się na początku lat 60. ubiegłego wieku, a ich bohaterami są 19-letni Paul i 48-letnia Susan, mężatka, z dwiema córkami starszymi od Paula. Poznają się w klubie tenisowym i Paul rychło „zakochuje się na zabój”. Po latach wspomina: „Myślałem po prostu: Cóż, pewne jest, że się kochamy, teraz reszta świata musi się dopasować. I byłem całkowicie przekonany, że się dopasuje. Z lektur szkolnych pamiętałem, że Namiętność powinna Kwitnąć dzięki Przeszkodom”. I choć związek ten nie był aprobowany przez najbliższych – ani rodziców ani przyjaciół, Paul sądził, że „Susan była moim życiem, a wszystko inne nie” - „Innymi słowy: miałem 19 lat i wiedziałem, że miłość jest niezniszczalna, odporna na upływ czasu i zużycie, a w dodatku „moje własne złamanie zasad wydawało mi się ekscytujące, triumfalne, a przede wszystkim dorosłe”. Barnes wie doskonale, że dla wszystkich związków kluczowa jest pre-historia i „że kiedy dwoje kochanków się spotyka, jest już tyle pre-historii, że możliwe są tylko określone scenariusze. Tymczasem kochankowie wyobrażają sobie, ze świat zostaje wyzerowany i że otwierają się zarówno nowe, jak i nieskończone możliwości”.

Kiedyś Susan pouczyła Paula, że „każdy ma swoją historię miłości. Wszyscy ją przeżywają. To jedyna historia”. I ta „jedyna historia” Paula tworzy powieść Barnesa. Zreferowana zostaje z jego punktu widzenia, w trzech częściach, które dzieli czas bogaty w doświadczenia. W części pierwszej przedstawia ją z perspektywy 19-latka („wspominam przeszłość, a nie rekonstruuję ją”), w części drugiej Paul zwierza się: „Tak bym to wszystko pamiętał, gdybym mógł. Ale nie mogę. Są pewne kwestie, których nie mogę dłużej odkładać”. W części trzeciej „jego krzykliwa dotąd pierwszoosobowość wyciszyła się. Tak jakby postrzegał i wiódł swoje życie w trzeciej osobie. Co jak uważał, pozwalało mu właściwiej je ocenić”.

Po latach bohater „Jedynej historii” notuje: „Pierwsza miłość układa życie na zawsze: tyle odkryłem przez lata. Może nie mieć większego znaczenia niż kolejne, ale jej istnienie zawsze będzie na życie wpływać. Może służyć za model albo kontrprzykład”.

A skoro pre-historia układa życie, to losy Paula i Susan mogły się spotkać tylko na chwilę – nawet jeśli trwała ona 10 czy 12 lat „zależnie od tego, gdzie zaczniemy i gdzie skończymy liczyć”. Niby rozstali się z powodu jej postępującego alkoholizmu. Niby. Bo przede wszystkim - mieli inne swoje jedyne historie. To esencja, ale autor prowadzi do niej wieloma tropami, przyglądając się wzajemnej relacji kochanków, ich relacjom z bliskimi, pokazuje, jak różne były ich doświadczenia życiowe, oczekiwania, priorytety. No i notuje zmiany zachodzące w Paulu: „Moim credo były miłość i prawda (..) ale muszę też przyznać, ze to zbiegło się z okresem, kiedy okłamywałem rodziców częściej niż kiedykolwiek wcześniej i później”. Stopniowo okazywało się też, że związek Susan z porzuconym przez nią mężem mimo, że nieudany, to jest bardziej złożony niż przypuszczał i - nie można go tak sobie odciąć.

Cóż, jej „jedyna historia” nie była jego…

Ta świetnie napisana książka w nieoczywisty sposób nas poucza. Ale i nie poucza zarazem, a raczej daje do myślenia o naszej, ludzkiej naturze. Na długo.

 

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL