Literatura

"Burza" Steve'a Sem-Sandberga: Mroczne sekrety norweskiej wyspy

Steve Sem-Sandberg, ur. w 1958 r., powieściopisarz, twórca literatury faktu, laureat m.in. szwedzkiej Nagrody Augustpriset za powieść o łódzkim getcie „Biedni ludzie z miasta Łodzi”
WL
Powieści historyczne to nie podręczniki – mówi Steve Sem-Sandberg, szwedzki autor wydanej u nas „Burzy".

W książkach 59-letniego pisarza miejscem akcji jest zazwyczaj przestrzeń odizolowana od świata. W „Teresie" (polskie wydanie w 2009 r.) inspirowanej losami terrorystki Ulriki Meinhof z anarcholewicowego RAF-u była to więzienna cela. W „Ravensbruck: O Milenie Jesenskiej" (2009) oraz „Biednych ludziach z miasta Łodzi" (2011) pisarz opowiadał o Holokauście i akcję umieszczał w obozie koncentracyjnym oraz getcie.

Jego poprzednia powieść „Wybrańcy" była z kolei poświęcona wiedeńskiemu zakładowi dla chorych psychicznie, który naziści postanowili zlikwidować wraz z pacjentami. W najnowszej „Burzy" miejscem akcji jest wyspa u wybrzeży Norwegii, na którą można się dostać tylko promem.

– Dorastałem na podobnej norweskiej wyspie, skąd pochodziła rodzina mojej matki – opowiada „Rzeczpospolitej". – Naprzeciwko moich dziadków mieszkał człowiek, który w czasie wojny był członkiem kolaboranckiego rządu Quislinga. Baliśmy się zaglądać na jego posesję, bo nas straszono, że mieszka tam nazista zdolny do strasznych rzeczy. Ten strach mnie paraliżował i nosiłem go w sobie nawet po wyjeździe do Sztokholmu.

Prospero nazista

Obecnie Steve Sem-Sandberg rzadko jeździ w rodzinne strony swej matki. Norweska wyspa uległa procesowi gentryfikacji, ceny nieruchomości poszybowały wysoko i miejsce stało się ekskluzywną lokalizacją dla znanych i bogatych Skandynawów. – Dla mnie to jednak ciągle kraina mityczna – podkreśla pisarz. – Labirynt dzieciństwa, gdzie znałem wszystkie ścieżki, a wodę można było czerpać prosto z krystalicznego jeziora.

„Burza" nieprzypadkowo nosi identyczny tytuł jak ostatni dramat Szekspira. Powieściowa wyspa spowita deszczowymi chmurami jest sugestywnie podobna do miejsca wygnania Prospera. Norweskim odpowiednikiem odepchniętego władcy jest Jean-Heinz Kaufmann młodszy, zamożny przedstawiciel elity, który po okresie kolaboracji z nazistowskim marionetkowym rządem odsunął się w niebyt. Wciąż jednak zachował majątek i wiele przywilejów.

Jednak to nie on jest głównym bohaterem powieści Sem-Sandberga, tylko Andreas. Chłopak, który wychowywał się w powojennej dekadzie na wyspie i po latach tam wraca na wieść o śmierci swego opiekuna Johannesa. Mężczyzna zajmował się Andreasem i jego siostrą Minną, których rodzice rzekomo zginęli w katastrofie lotniczej, ale z każdą stroną narrator, a za nim czytelnicy, mają co do tej wersji wydarzeń coraz więcej wątpliwości. Powracają wciąż te same pytania: skąd dzieci się wzięły na wyspie i kim byli ich rodzice?

Andreas długo mieszkał z Johannesem i na starość się nim zajmował. Za to Minnę w wieku nastoletnim zabrała opieka społeczna i dziewczyna już nigdy się w ich życiu nie pojawiła. Po latach Andreas wraca na wyspę osnutą szekspirowską aurą, by zrozumieć, kim jest i jaka tajemnica ciąży na jego życiu.

Sem-Sandberg pytany o to, czy podobna historia z eksperymentami medycznymi w tle wydarzyła się naprawdę, odpowiada: – W „Burzy" tylko lokalizacja jest autentyczna. Reszta to fikcja.

Historia i fikcja

Jego stosunek do fikcji i faktów nieraz bywał uważany za kontrowersyjny, zwłaszcza po premierze „Biednych ludzi z miasta Łodzi" o Chaimie Rumkowskim, autentycznym zarządcy łódzkiego getta, który bezwzględnie wykonywał niemieckie dyrektywy, licząc, że w ten sposób ocali choć część Żydów. Nie ocalił nikogo, nawet samego siebie.

– Niezależnie od podstaw źródłowych, dokumentacji i wierności świadectwom powieść historyczna będzie dla mnie zawsze powieścią, czyli w swojej istocie dziełem fikcyjnym – podkreśla Sem-Sandberg. Przeszłość nie interesuje go tak, jak interesuje historyków. Zawsze stara się zaczynać od bohatera i jego wyborów, a dopiero potem skupia się na realiach historycznych. Szczególnie irytują go pytania o odpowiedzialności pisarza wobec prawdy historycznej i czy możliwy jest obiektywizm.

– Czytelnik musi zaakceptować, że autor wykorzystuje materiał historyczny do swoich celów – zauważa i jako przykład podaje powieść o powstaniu warszawskim:

– Wyobraźmy sobie, że autor zarzeka się, iż w stu procentach trzyma się faktów. Ale już sam wybór zdarzeń, które go interesują, stanowi jego autorską interpretację.

Kolejna rzecz, której szczególnie nie znosi w literaturze, to moralizatorski wydźwięk powieści. – Kim jestem, żeby mówić, jak powinno być? Zostawię to politykom – konkluduje Sem-Sandberg.

Dobre intencje

W „Burzy" prowadzi narrację pierwszoosobową poprzez postać Andreasa. Czasami trudno rozróżnić, na której płaszczyźnie czasowej się znajdujemy. To zabieg celowy, bo sam Andreas jest zagubiony pomiędzy wspomnieniami a teraźniejszością. Nieustannie próbuje oddzielić prawdę od przywidzenia oraz wielokrotnie powtarzanych kłamstw, w które w końcu uwierzyła część mieszkańców wyspy.

„Burza" jest stylizowana na dziennik, wspomnienia narratora spisywane są na bieżąco w czasie podróży. Z czasem tajemnica zaczyna prowadzić do Kaufmanna. Okazuje się, że złowieszczy nazista zaczynał niemal jako wizjoner, który chciał stworzyć perfekcyjną społeczność. Powodowały nim marzenia o idealnym świecie i znalezieniu leku na chorobę córki.

To postać charakterystyczna dla prozy Steve'a Sem-Sandberga: idealista, który chce zmienić świat na lepsze, a w rezultacie zmienia go na gorsze.

– Opowiadam o ludziach z dobrymi intencjami racjonalizujących wyrządzane przez siebie zło za pomocą dobra, które obiecują na przyszłość – tłumaczy i dodaje: – Moja konkluzja jest smutna. Staramy się uciec z więzienia, ale kiedy się z niego wydostaniemy, zaraz budujemy kolejne. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL