Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Literatura

Masoni, CIA i Stalin. Marek Krajewski w rozmowie z Jackiem Cieślakiem

Marek Krajewski powrócił do cyklu o policjancie z Breslau znakomitš ksišżkš „Mock”.
Znak/
Pisarz Marek Krajewski mówi Jackowi Cieœlakowi o powieœci "Mock" osadzonej w scenerii Breslau w 1913 roku z Halš Stulecia w tle.

"Rzeczpospolita": Tęsknił pan do postaci Mocka, z którym rozstał się pan w "Głowie Minotaura" w 2009 roku?

Marek Krajewski, pisarz: Tęskniłem za moim bohaterem, zwłaszcza dlatego, że zaczšł żyć własnym życiem i trochę straciłem z nim kontakt. Gdy autor napiszę ksišżkę, jego bohater idzie w œwiat, zadomawia się w wyobraŸni czytelników, którzy kształtujš go na swój sposób. I to właœnie czytelnicy domagali się powrotu Mocka. Zwłaszcza czytelniczki. To pogłębiło mojš tęsknotę za Mockiem, zwłaszcza że znalazłem się na literackim rozdrożu. Skończyłem lwowski cykl o Popielskim i zastanawiałem się, co dalej. Ponieważ jestem człowiekiem ostrożnym, nie chciałem wprowadzać nowego bohatera w nowej scenerii. Postanowiłem wrócić do sprawdzonych wzorów.

Powstał prequel, w którym poznajemy losy Mocka na poczštku policyjnej kariery, gdy marzy o pracy w wydziale kryminalnym, a szansš dla niego staje się œledztwo w sprawie tajemniczej œmierci pięciu osób w Hali Stulecia.

Krótko zastanawiałem się nad wyborem czasu, bo belle epoque to najciekawsza dekada w historii przedwojennego Wrocławia. W wyniku zwycięskiej wojny z Francjš i wpływajšcych do miasta kontrybucji wojennych, stawało się europejskš metropoliš. Chciałem też odejœć od okresu międzywojennego ze względu na jego hitlerowski kontekst. Inaczej musiałbym mocno lawirować, bo nie chciałbym włšczać mojego bohatera w hitlerowskie struktury władzy.

Ależ Polacy perwersyjnie lubujš się w historii, której byli ofiarami.

Odczuwam to jako moralnš niewygodę i belle epoque wydaje mi się wdzięczniejszš sceneriš. Europa żyła wtedy pełniš życia, ale nie obywało się bez dekadencji, co zawsze jest interesujšce dla autora ponurych kryminałów, którym jestem.

Otwarcie Hali Stulecia to także wielki polityczny skandal wywołany przez postępowš sztukę Gerharta Hauptmanna w inscenizacji Maxa Reinhardta. Jej bohaterem stał się Napoleon jako symbol postępu, a nie zwycięstwo Prusaków nad cesarzem Francuzów pod Lipskiem. To bardzo przypomina dzisiejszy spór o wrocławski Teatr Polski.

Krytycy i czytelnicy majš prawo do różnych skojarzeń. Mogę tylko powiedzieć, że nigdy nie starałem się przemycić moich przemyœleń na temat współczesnoœci w kostiumie retro. Tak się złożyło, że pisałem ksišżkę w czasie awantury o spektakl w Teatrze Polskim i wiedziałem, o co chodzi, ale nie żyję tymi kwestiami. Jestem autorem kryminałów historycznych i wszystkie elementy opisywanego czasu sš dla mnie ważne. Sprawa sztuki była głoœna. Przeciwko jej wystawieniu protestowali wojenni weterani, uważali bowiem, że oœmiesza ona Niemców. Spektakl nie odniósł sukcesu. Jednak postaci Hauptmanna i Reinhardta były dla mnie wyłšcznie znakiem opisywanych czasów, scenografiš.

Konflikty między postępowcami i konserwatystami sš charakterystyczne dla wszystkich epok, a u pana kryminalna intryga łšczy się z napięciami pomiędzy masoneriš i Zwišzkiem Wszechniemieckim.

Nie natknšłem się na opis takich zdarzeń, to moja licentia poetica, ale wydaje mi się, że wysoce prawdopodobna. Czytałem wiele o Zwišzku Wszechniemieckim, którego członków trzeba nazwać prekursorami nazizmu. Niestety, byli oni bardzo popularni we Wrocławiu. Mówię "niestety", ponieważ utożsamiam się z całš tradycję mojego miasta. I dobrš, i złš. Tak bardzo, że za głosujšcych w 1933 roku na partię Hitlera jest mi wstyd.

Czy Hala Stulecia zbudowana przez liberalnego architekta Maxa Berga naprawdę miała masońskš symbolikę?

Niesamowita konstrukcja i bryła hali od zawsze pobudzała wyobraŸnię. Jerzy Ilkosz, autor ksišżki będšcej bibliš wiedzy na temat hali, wspomina że krytycy sztuki dopatrywali się w budowli podobieństwa z nietzscheańskim nadczłowiekiem. Kopuła miała symbolizować samotnoœć gór, w których żyje Zaratustra. To wszystko niezwykle interesujšce, ponieważ łšczy się z tajemnicš, co jest ważne dla autora powieœci tajemnic. Trop masoński był dla mnie ważny, ponieważ działała we Wrocławiu znana loża Horus. W tej sprawie konsultowałem się ze specjalistš w zakresie historii wolnomularstwa, profesorem Tadeuszem Cegielskim. Pomógł mi zwłaszcza w kwestii lóż adopcyjnych, czyli przeznaczonych dla kobiet. Moja postać baronowej Charlotty Bloch von Bekessy wzorowana jest na jednej z węgierskich wolnomularek. Jednak symbolika masońska w architekturze Hali Stulecia jest raczej kwestiš zanadto rozbudzonej wyobraŸni.

Mamy w ksišżce politycznš rozgrywkę o przyjazd na otwarcie Hali Stulecia cesarza Fryderyka Wilhelma, co jest faktem, oraz political fiction z zamachem na Stalina podczas Kongresu Pokoju w 1948 roku.

Lubię kompozycję klamrowš, a moi czytelnicy powieœci zauważyli pewnie, że prolog i epilog rozgrywa się w czasach innych niż płynie główny nurt powieœci. Uznałem, że interesujšcš klamrš będzie rzekomy plan zamachu na Stalina, w co zaangażowane jest CIA i pracujšcy dla niej po wojnie Mock.

Miał powstać mini-serial na podstawie pana powieœci w reżyserii Agnieszki Holland. Na razie mamy spektakl w Teatrze Współczesnym.

Było już blisko do rozpoczęcia prac nad mini-serialem. Niestety, wydaje mi się, że ten projekt nie ujrzy w najbliższym czasie œwiatła dziennego. Ubolewam nad tym, ale cieszę się z powodu spektaklu Agnieszki Olsten, bo po raz pierwszy mój bohater i jego literacki œwiat zostały zwizualizowane. Dobrym odtwórcš roli Mocka jest Konrad Imiela. Zaufałem ludziom teatru. Na pewno zaskoczyli mnie tym, że zamiast pokazać fabułę woleli skupić się na motywach upadku i dekadencji. To było dla mnie ożywcze i ciekawe.

Gdzie poza Polskš pana ksišżki cieszš się największš popularnoœciš?

Zostały przetłumaczone na 20 języków. Co zrozumiałe, ze względu na scenerię Breslau, najlepiej były przyjmowane w Niemczech. Sukces na Ukrainie odniosła seria lwowska, ale na tej fali wypłynšł tam również cykl wrocławski. Cieszy mnie to, również dlatego, że mam rodzinne zwišzki ze Lwowem. Trzecim krajem sš Włochy i to jest duży powód do radoœci, ponieważ jestem filologiem klasycznym, a moje serce bije w rytm łacińskiego heksametru. Kiedy jestem we Włoszech na każdym domu widzę łaciński napis. To jest moja druga ojczyzna.

Ile sprzedał pan ksišżek?

Około miliona.

A kto będzie bohaterem pana następnej powieœci?

Mock, a rzecz będzie się działa w 1914 roku. Pozostaję wierny belle epoque.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL