Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Lekarze i pielęgniarki

Lekarze z placówek prywatnych chcš zostać funkcjonariuszami publicznymi

Adobe Stock
Status funkcjonariusza publicznego potrzebny jest też w placówkach prywatnej służby zdrowia – uważajš medycy.

Duży szpital powiatowy na Œlšsku. Chirurg drzemie w fotelu po nieudanej operacji wycišgania siekiery z głowy pacjenta. Budzi go duszenie – to brat zmarłego przyszedł „wymierzyć sprawiedliwoœć".

– Takich historii sš setki – mówi kolega chirurga, ordynator. – Dwa tygodnie temu inny lekarz został pobity na izbie przyjęć. Agresor przerwał mu badanie innego pacjenta, twierdzšc, że za długo czeka. Naubliżał mu i napluł w twarz. –Kolega go odepchnšł i dostał cios – opowiada ordynator. Choć niektórzy lekarze zdšżyli się już przyzwyczaić do agresji słownej, trudno im zaakceptować rękoczyny.

Agresja także prywatnie

Dlatego medycy chcš, żeby status funkcjonariusza publicznego przysługiwał im nie tylko w publicznych oœrodkach służby zdrowia, ale też w prywatnych. Tak brzmiał § 15 porozumienia, które na poczštku lutego zawarli z ministrem zdrowia rezydenci. Tymczasem nowela ustawy o œwiadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze œrodków publicznych wprowadzajšca założenia porozumienia, mówi o medykach, których działalnoœć finansowana jest na podstawie kontraktu z NFZ. Lekarz przyjmujšcy prywatnie nie będzie więc chroniony.

– Z agresjš pacjentów można się spotkać i w szpitalu publicznym, i w gabinecie prywatnym – mówi Damian Patecki, wiceszef Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Zwišzku Zawodowego Lekarzy. Zapowiada, że rezydenci będš postulować objęcie statusem funkcjonariusza wszystkich lekarzy.

Według radcy prawnego Wojciecha Kozłowskiego, partnera w Dentons, w prywatnych relacjach z pacjentem lekarze nie sš funkcjonariuszami publicznymi, bo płaci im pacjent, a nie państwo. Nie ma więc powodu nadawania im takiego statusu.

Dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej uważa, że, narastajšca agresja pacjentów ma zwišzek z topniejšcymi zasobami kadrowymi w szpitalach. Masowe sš odejœcia specjalistów do przychodni. Prezes Hamankiewicz, który niedawno po 25 latach zrezygnował z funkcji ordynatora i odszedł ze szpitala, uważa, że brak lekarzy i pielęgniarek nie tylko opóŸnia leczenie, ale zagraża zdrowiu i życiu chorych. To szczególnie groŸne, gdy na tysišc mieszkańców przypada tylko 2,3 lekarza, a œrednia wieku wynosi 50 lat.

Medycy nie wytrzymujš

Roœnie też liczba wpisów w prowadzonym przez NIL systemie monitorowania agresji w ochronie zdrowia. W jednym z najnowszych anonimowa lekarka skarży się na agresję drugiego lekarza. Kolega pełnišcy z niš dyżur w szpitalu, miał powiedzieć, że „najchętniej by jej przywalił tak, żeby nie wstała". Lekarka podała, że był to kolejny akt agresji ze strony kolegi i uważa, że by temu zapobiec w przyszłoœci, należałoby wprowadzić zmiany w organizacji pracy i zapewnić obsadę dyżurów w oddziale przez specjalistów tam zatrudnionych.

Damian Patecki, który z agresjš spotyka się rzadko, bo jest wysoki i waży 100 kg, podkreœla, że dziœ lekarze muszš się uczyć postępowania w sytuacjach kryzysowych. Chwali sobie organizowany przez NIL tygodniowy kurs psychologiczny, w którym uczestniczył rok temu. Poleca kolejny, organizowany przez łódzkš izbę lekarskš, podczas którego w rolę agresywnych pacjentów wcielajš się aktorzy.

– Lekarze liczš się z agresjš pacjentów psychiatrycznych czy po narkotykach. Muszš jednak nauczyć się rozmawiać z tymi, których agresja ma inne Ÿródła.

etap legislacyjny: konsultacje publiczne

Marek Balicki - były minister zdrowia, psychiatra

Samo wpisanie do ustawy statusu funkcjonariusza publicznego dla lekarza nie rozwišzuje problemu. Ludzie się denerwujš i będš się denerwować z różnych powodów. Znalezienie się na izbie przyjęć czy szpitalnym oddziale ratunkowym z powodu urazu czy choroby jest wystarczajšco stresujšce. Ten stres potęguje jeszcze czekanie, tłum i nie najlepiej zorganizowany system. Dlatego należy uczyć lekarzy reagowania w sytuacjach trudnych, tak jak uczy się tego np. policjantów. To przede wszystkim rola uczelni medycznych, które w programach kształcenia nie uwzględniajš takich zajęć, i pracodawców, w których interesie jest szkolić personel z zachowania w sytuacjach kryzysowych. Dziœ takie szkolenia organizujš niektóre izby lekarskie.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL