Łatwiej będzie trafić do sieci szpitali

aktualizacja: 09.05.2017, 07:40
Foto: 123RF

Oddziały anestezjologiczne, udarowe i kształcące lekarzy są mniej zagrożone utratą finansowania.

REDAKCJA POLECA

Projekt rozporządzenia w sprawie określenia szczegółowych kryteriów kwalifikacji świadczeniodawców do poziomów systemu podstawowego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej. To najważniejszy dokument dotyczący sieci szpitali, która obejmie placówki mające gwarancję finansowania ze środków publicznych. Precyzuje kryteria, które muszą spełniać szpitale, które znajdą się na wykazach świadczeniodawców. Te resort zdrowia musi opublikować do 27 czerwca tego roku. Sieć ma bowiem obowiązywać już od czwartego kwartału.

Z ulgą może odetchnąć wiele małych szpitali, nad którymi do tej pory wisiała groźba pozostania poza siecią, utraty finansowania i upadłości, przynajmniej niektórych oddziałów. Chodziło szczególnie o drogie w utrzymaniu, ale niezbędne do ratowania zdrowia i życia ludzkiego oddziały intensywnej terapii i leczenia udarów. W ustawie o sieci szpitali i załączonym do niej rozporządzeniu nie doprecyzowano bowiem, czy na pierwszym poziomie zabezpieczenia finansowane będą oddziały anestezjologii i intensywnej terapii oraz leczenia udarów.

To niejedyne ułatwienie dla oddziałów intensywnej terapii, o które środowisko anestezjologów walczyło od miesięcy. Ma ich nie obowiązywać zasada, że żeby dany oddział zakwalifikował się do sieci, przez co najmniej dwa ostatnie lata musiał mieć kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia. Mogą liczyć na finansowanie, nawet jeśli istnieją od kilku miesięcy. Podobna zasada ma dotyczyć świadczeń wykonywanych w ramach programów lekowych czy w chemioterapii.

Wyjaśniła się także sytuacja oddziałów wąsko wyspecjalizowanych w takich dziedzinach jak gastroenterologia, reumatologia, dermatologia, alergologia i wiele innych, które miały być finansowane z budżetu państwa tylko w szpitalach klinicznych, a więc kształcących przyszłych lekarzy. Teraz szansę na ich utrzymanie będą miały także mniejsze szpitale, pod warunkiem że prowadzą zajęcia dla studentów medycyny i innych kierunków medycznych, np. pielęgniarstwa czy ratownictwa medycznego, np. gdy ich oddziały mają status kliniki na bazie obcej.

Zdaniem ekspertów rozporządzenie jest korzystne dla szpitali.

– Wprowadzane zmiany należy ocenić bardzo pozytywnie, ponieważ stabilizują cały system i zmniejszają ryzyko wystąpienia protestów związanych z wejściem w życie ustawy i ograniczeniem dostępności do świadczeń szpitalnych – chwali dr Jerzy Gryglewicz, ekspert Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. ©?

etap legislacyjny: konsultacje międzyresortowe

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: k.kowalska@rp.pl

Opinia

Marcin Pakulski, były prezes Narodowego Funduszu Zdrowia

Autorzy ustawy i rozporządzenia włożyli mnóstwo wysiłku, żeby uzasadnić niemożność wpisania do sieci świadczeniodawców niepublicznych, nawet jeśli wykonują świadczenia w kilku dziedzinach, i to na bardzo wysokim poziomie. Wyjątki powodują, że z automatu do sieci wchodzi malutki szpitalik powiatowy o niskiej efektywności tylko dlatego, że ma umowę z NFZ. Nie dlatego, że placówki niepubliczne izby przyjęć nie mają, ale dlatego, że tego rodzaju świadczenia nie były w nich kontraktowane. W przepisach obu aktów w pełni orientują się zapewne tylko autorzy i eksperci, którzy poświęcą ich analizie sporo czasu.

POLECAMY

KOMENTARZE