Lekarze i pielęgniarki

Dyrektorem szpitali ma być łatwiej przesuwać lekarzy między oddziałem a przychodnią

123RF
Resort zdrowia zbroi się na wypadek wojny z lekarzami. Jeśli opt-outy wypowiedzą kolejni medycy, dyrektorom ma być łatwiej przesuwać lekarzy między oddziałem a przychodnią.

Projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej uzupełnia kontrowersyjny projekt umożliwiający łączenie dyżurów lekarskich na kilku oddziałach i w kilku poradniach. Tym razem dyrektor szpitala będzie mógł skierować lekarza przyjmującego w poradni na oddział szpitalny. Warunek jest jeden: mają się znajdować w tym samym budynku.

Dotychczas, wysyłając lekarza z przychodni ortopedycznej na oddział ortopedii, dyrektor narażał się na karę Narodowego Funduszu Zdrowia, bo podpisując kontrakt na dane świadczenie, musiał wykazać, że będzie je wykonywał konkretny lekarz.

– Teraz lekarz nie będzie na sztywno przypisany do jednostki i do świadczenia. Dzięki temu w sytuacji, gdy do poradni ortopedycznej przyjdzie tylko 10, a nie 30 pacjentów, a na podjeździe będę miał 30 karetek z urazami, przesunę ortopedę na oddział, żeby wspomógł kolegów – tłumaczy dyrektor dużego szpitala na południu Polski. I zastrzega, że swobodne przesuwanie lekarzy nie oznacza wysyłania ginekologa na okulistykę, a neonatologa na geriatrię.

– W rozporządzeniu wyraźnie napisano, że takiego przesunięcia mogę dokonać w porozumieniu z kierownikiem danej jednostki organizacyjnej, czyli ordynatorem – podkreśla. Dodaje, że nie ma tu też mowy o bilokacji, którą zarzucano poprzedniemu projektowi.

Rozporządzenie pozwoli dyrektorom szpitali swobodnie ustalać harmonogram świadczeń w trybie hospitalizacji i hospitalizacji planowej. Jeśli więc nie zjawią się pacjenci wyznaczeni do planowych operacji, chirurg będzie mógł zostać skierowany np. na szpitalny oddział ratunkowy.

Dyrektorzy podkreślają, że nowa regulacja pozwoli zerwać z fikcją. – Wcześniej nie mogłem swobodnie przenosić pacjentów między dwoma oddziałami leczenia chorób żył. Żeby wolny w danym momencie chirurg naczyniowy mógł zająć się pacjentem, musiałem uruchamiać całą procedurę. Teraz wyznaczę go do zabiegu po drugiej stronie korytarza – mówi dyrektor dużego szpitala.

Eksperci twierdzą jednak, że diabeł tkwi w szczegółach, a ściślej w zarządzeniu prezesa NFZ, które będzie dokumentem wykonawczym do rozporządzenia. Pewne jest, że publikując to rozporządzenie, resort zbroi się na wojnę z lekarzami. Boi się, że kiedy opt-outy wypowiedzą kolejni medycy, nie będzie komu dyżurować. Zapis chroni też placówki przed zamykaniem oddziałów, a tym samym – wypadnięciem z sieci szpitali. Jeśli dyrektor nie zabezpieczy odpowiedniej liczby specjalistów na danym oddziale, przesunie ich z innych komórek. O desperacji resortu świadczy choćby rekordowo krótki czas konsultacji publicznych – jeden dzień. Strona społeczna mogła zgłosić uwagi tylko w dniu skierowania do konsultacji, czyli w poniedziałek do końca dnia.

etap legislacyjny: konsultacje

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL