Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Kultura

Magdalena Abakanowicz. Zależało jej na Polsce

PAP/Tomasz Gzell
Zmarła Magdalena Abakanowicz. Miała 87 lat, chorowała mniej więcej od dekady – z Alzheimerem nie można wygrać.

Jej przypadek jest jednak szczególny, bowiem chorobę przyspieszyła… rozpacz. Abakanowicz przegrała walkę o Park RzeŸby, o budynek na przechowywanie jej monumentalnych prac, o obecnoœć w warszawskich muzeach… Kiedy dopadła jš choroba uniemożliwiajšca dalszš aktywnoœć, nikt się nie palił, żeby zadbać o jej pozycję w naszej sztuce. Zepchnięto jš na dalekie pozycje.

Ostatni raz oglšdałam jej wystawę dwa lata temu w Berlinie. Pokaz w nieczynnym klasycystycznym koœciele trwał raptem tydzień, lecz był jednym z najpiękniejszych, jakie widziałam. Specyficzna architektura œwištyni i przesycona œwiatłem przestrzeń stworzyły idealny kontekst dla jej wielopostaciowych instalacji. Zwłaszcza słynne „Plecy” z 1976 roku zyskały kontemplacyjny wymiar.

To było pierwsze dzieło Abakanowicz, które wywarło na mnie wrażenie obcowania z czymœ niezwykle ważnym, ponadczasowym, ponadkulturowym. Potem zachwyciła mnie instalacja „Embriologia”, w której obok figur „wylęgły się” i rozpšczkowały kokono-jajo-kamienie. Oczywiœcie, najpierw musiałam natknšć się na „Abakany”, sizalowe ogromy, antytezę tradycyjnych gobelinów. Zafascynowały mnie dzikš, nieokiełznanš witalnoœciš i jakimœ przyczajonym, zamaskowanym zagrożeniem. Drapieżne, organiczne stwory, rozrastajšce się ponad, poza wyobrażenie o tkaninie dekoracyjnej. Piękne i straszne, stworzone przez człowieka, a nieludzkie, jakby pochodzšce od samej natury. To właœnie „Abakany” przyniosły autorce międzynarodowy sukces, gdy w 1965 roku dostała za nie Grand Prix na Biennale w Sao Paolo.

Gry Wojenne

Poznałam jš Lozannie, na Biennale Tkaniny, gdzie otwierała indywidualnš wystawę. Był rok 1979, Abakanowicz wydawała się niedostępnš gwiazdš. Odważyłam się do niej podejœć dopiero w 1994 roku, w warszawskiej Kordegardzie, gdzie pokazywała „Gry Wojenne”. Genialnie znaleziony skrót siły i bezsiły, agresji i ubezwłasnowolnienia. Potężne pnie drzew ujarzmione, zakute w kajdany, wzięte na smycz. Wtedy po raz pierwszy zauważyłam kontrast pomiędzy masywnoœciš prac a delikatnoœciš autorki.

– Wtedy myœlano, że emigrowałam – œmiała się artystka. – A ja na Mazurach robiłam „Gry Wojenne”, pierwszy cykl, do których użyłam drzew. Uciekłam od œwiata. I choć mam pracownię w różnych miastach, dużo podróżuję, zawsze szczycę się polskim obywatelstwem. To jest przynależnoœć: mam obowišzek dawać znać, że mój kraj istnieje. Zależy mi, żeby Polska nie była na marginesie œwiata.

>W latach 90. zaczęłam za niš jeŸdzić na co ważniejsze wystawy w Polsce. Odwiedzałam jš w domu, prowadziłam wywiady, telefonowałam całkiem prywatnie. Wiedziałam już, że pomimo sukcesów nie pozbyła się dziecięcych lęków. Nie potrafiła być na luzie. Za fasadš „żelaznej damy” wcišż kryła się nieœmiała dziewczynka, wystšpienia publiczne zawsze jš stresowały.

Emisariuszka

Już w latach 60. XX wieku jej nazwisko stało się markš. Stała się emisariuszkš kultury polskiej na œwiat w czasach, gdy tak niewielu udawało się przebić poza żelaznš kurtynę i zaistnieć w œwiadomoœci zagranicznych odbiorców. I pozostała na lata, na równych prawach z zachodnimi autorami.

W póŸniejszym okresie Abakanowicz irytowało kojarzenie jej poszukiwań tylko z tkaninš artystycznš; uparcie przedstawiała się jako „rzeŸbiarka”. Poniekšd sama sobie była winna: przecież właœnie w nazwę tych tekstylnych monstrów wplotła swoje nazwisko. Swojš drogš, co za brawura w dobie programowej PRL-owskiej skromnoœci! Ile w tym było dumy, œwiadomoœci własnej wyjštkowoœci. Bo też miała po temu powody: przełamała tradycyjnš dekoracyjnoœć tkaniny, zmierzyła się z monumentalnš skalš – i to mieszkajšc w kawalerce, w bloku na Saskiej Kępie. A nade wszystko wyłamała się z drugoplanowego szeregu kobiet-artystek, przewyższajšc sławš i pozycjš większoœć mężczyzn, co w nadal należy do rzadkoœci, a w PRL-u było wyjštkiem.

Zapytałam jš kiedyœ o genezę „Abakanów”. Powiedziała: – Człowiek rodzi się z pewnym zasobem koniecznoœci. Miałam własnš wizję tkaniny, musiałam wyjœć poza mury pracowni. Marzyłam o działaniu w przestrzeni, o zespoleniu prac z plenerem. „Abakany” przyniosły mi niesamowitš sławę. Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Tokio, na lotnisku czekało na mnie pół tysišca osób.

Postaci z bršzu

O Japonii Abakanowicz opowiadała zawsze ze wzruszeniem. Na proœbę mieszkańców Hiroszimy zrealizowała dzieło upamiętniajšce ofiary wybuchu bomby jšdrowej. Grupa 40 postaci z bršzu została ustawiona na wzgórzu, na którym ludzie usiłowali się schronić i gdzie umierali.

– Europejczyk zrobił ze sztuki dekorację. A ja chciałam uwolnić sztukę od estetycznego działania – opowiadała. – Chciałam przekazać rzeŸbš coœ awerbalnego. Jedna figura ludzka, pojedyncza rzeŸba nie działa tak silnie jak zespół figur, tłum.

Po figurach siedzšcych pojawiły się postaci stojšce, kroczšce, potem tańczšce… Do każdego cyklu dobierała stosowne surowce. Od antropomorficznych dzieł przeszła do abstrakcji – na pustyni Negev ustawiła 7 kamiennych kręgów; na Litwie, w leœnym parowie, wzniosła 26 „pni” z betonu; w Storm King Art Center w Nowym Jorku skonstruowała 4 „sakrofagi” z drewna w oszklonej konstrukcji. Jej kreatywnoœć wydawała się nie mieć końca…

W latach 90. i na poczštku następnej dekady wcišż sięgała po coraz to nowe wyzwania, mierzyła się z kolejnymi materiałami, skalš, rozwišzaniami przestrzennymi. Jednoczeœnie, zaczęto minimalizować znaczenie jej dokonań. Z pewnoœciš gdyby wyjechała z Polski – po czemu miała dziesištki okazji – jej kariera nie załamałaby się tak gwałtownie. Jednak ona uważała, że emigracja pozbawi jej sztukę korzeni. Bo tylko w Polsce, z naszych doœwiadczeń czerpała inspirację.

Po roku 1989 jej sztuka przestała „pasować” do potransformacyjnego społeczeństwa. Dawne metafory jakby straciły sens. U nas – bo za granicš Abakanowicz nadal funkcjonowała po dawnemu, szanowana i uznawana za klasyka sztuki współczesnej. Ostatnia dekada wyraŸnie jej nie sprzyjała: nie udało się zdobyć terenu na wymarzony Park RzeŸby, nie dostała lokalu na magazyn prac. Ale jestem pewna, że dla sztuki Abakanowicz znów nadejdzie sprzyjajšcy klimat – bo dzieła wybitne zawsze przetrwajš.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL