Oscary i pieniądze

aktualizacja: 28.02.2016, 11:11
Kadr z filmu "Marsjanin"

Statuetki nie zostały jeszcze rozdane, a producenci i dystrybutorzy już zaczynają liczyć zyski.

REDAKCJA POLECA

Nie bez powodu cztery lata temu Amerykańska Akademia Filmowa zmieniła obowiązujące dotąd zasady i wyraziła zgodę, by w kategorii najlepszego filmu nominację mogło uzyskać więcej, czyli od pięciu aż do dziesięciu tytułów. Nominacja przynosi bowiem wymierną korzyść finansową, bo wpływy z biletów mogą wzrosnąć średnio o ok. 15-20 procent, a w skrajnych przypadkach nawet o 40 procent.

W tym roku spośród ośmiu filmów, które walczą o najważniejszego Oscara, największym potentatem finansowym jest „Marsjanin” Ridleya Scotta. Ta wielka produkcja science-fiction, która kosztowała 109 mln dolarów przyniosła z wpływów z biletów 608 mln dolarów. Ma więc wskaźnik rentowności 458 procent, przy czym na sumę tę nie miały wpływu oscarowe nominacje. Zanim zostały one ogłoszone, film Scotta miał już na koncie 99 procent wpływów.

Oscary 2016


Oscarowa gala na żywo na rp.pl


Zapraszamy w nocy z niedzieli na poniedziałek. Początek - o północy

Niewiele też na oscarowym sukcesie skorzystał „Mad Max: Na drodze gniewu” George’a Millera, bo też już nie musiał. Film z plejadą gwiazd kina akcji miał premierę w maju 2015 roku w Cannes i od tej pory szedł triumfalnie przez światowe kina, przynosząc 380 mln dolarów. Jego relacja kosztów do zwrotów nie jest jednak tak korzystna jak „Marsjanina”, bo i budżet sięgał 150 mln dolarów, tym niemniej rentowność sięgająca 151 procent jest nie do pogardzenia. W chwili ogłoszenia nominacji do Oscarów „Mad Maxa” już w kinach nie było, ale film z pewnością zyska drugie życie na Blu-rayu.

Nowe życie w tym obiegu zyska też zapewne dzięki Oscarom „Most szpiegów” Stevena Spielberga (budżet 55 mln dolarów, wpływy z kin 164 mln, rentowność: 198 procent). Ale są filmy, którym nominacja dała ogromnie dużo. Powodzenie w pierwszym etapie oscarowego wyścigu przysporzyło zysków komedii kryzysowo-rynkowej „The Big Short”. Film, który kosztował 28 mln dolarów przyniósł w kinach aż 302 mln. Dystrybutorzy nie mieli wątpliwości, że złapał wiatr w żagle po nominacjach, zyskując dodatkowe 30 proc

Podobnie było ze znakomitym „Spotlight”. Film o dziennikarzach z „Boston Globe” prowadzących własne śledztwo w sprawie molestowania dzieci przez księży miał budżet 15 mln, a przyniósł 50 mln dolarów. Wszedł na ekrany kin w październiku 2015 roku. Gdyby nie został zauważony przez Akademików, dawno by o nim widzowie zapomnieli. A tak przez cały styczeń i luty zbiera tygodniowo po milionie dolarów. Dla skromnej produkcji to dużo.

Dzięki nominacjom do nagród Akademii zaistniały w kinach najmniejsze i najbardziej offowe z ośmiu filmów. „Brooklyn” - pozbawiona gwiazd love story o budżecie zaledwie 11 mln dolarów, wyszła z art-house’ów i zarobiła 33 miliony. A kameralny „Pokój” o dziewczynie, która – porwana i gwałcona przez nieznajomego mężczyznę, spędziła 7 lat zamknięta w szopie bez okien, rodząc gwałcicielowi syna - to wręcz zaskakujący przypadek. Film Irlandczyka Lenny’ego Abrahamsona miał budżet w wysokości zaledwie 6 mln dolarów, jeden z najniższych w historii Oscarów. Przyniósł 11 mln zysku. Eksperci przewidują jednak, że temat jest tu tak mroczny, iż nawet ewentualna statuetka dla Brie Larson nie przyciągnie dużo więcej widzów do kin.

No i wreszcie „Zjawa”. Jeden z faworytów oscarowych, z Leonardo di Caprio w roli głównej, nakręcony przez ubiegłorocznego zdobywcę tej statuetki Alejandro Gonzaleza Inarritu. Kosztował 135 mln dolarów, zarobił 332 mln, a więc miał rentowność na poziomie 146 proc. I w tym przypadku analitycy filmowego rynku są zgodni: bez 12 nominacji film nie miałby szansy w multipleksach.

W czasie gali oscarowej nagrodzeni artyści płaczą ze szczęścia, ściskają z dumą statuetki, czują się królami świata. A producenci i dystrybutorzy liczą kasę. Już zdobytą i przyszłą. Dla nich kino to biznes.

Żródło: rp.pl

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE