Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Jak Jacek Maziarski szukał uczciwej pracy w stanie wojennym

W latach 1971–79 Jacek Maziarski był członkiem redakcji tygodnika „Polityka”. Na zdjęciu stoi obok Jerzego Urbana. Z lewej u góry Daniel Passent, z prawej Mieczysław Rakowski i Adam Krzemiński.
Forum, Erazm Ciołek
Podczas stanu wojennego czytelnik „Życia Warszawy" mógł natrafić na nietypowe ogłoszenie: „Szukam uczciwej pracy. Jacek Maziarski". Znany dziennikarz znalazł jš ostatecznie w antykwariacie.

Maziarski z wykształcenia był polonistš. Na czas jego studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim przypadły wydarzenia PaŸdziernika '56. Był wówczas zwišzany z krakowskim œrodowiskiem studenckim, które tworzyło Polityczny Oœrodek Lewicy Akademickiej. Mogłoby to wskazywać, że bliskie były mu rewolucyjne poglšdy marksistowskie (ale pozostajšce w kontrze do rzeczywistoœci PRL), bliskie rewizjonistom krytykujšcych praktykę systemu, a nie wyznawanš ideologię. Może jednak po prostu był w takim kręgu towarzyskim albo właœnie to œrodowisko dawało wówczas możliwoœć zaangażowania się na rzecz demokratyzacji systemu? Językiem polityki, z którego korzystała wówczas zbuntowana młodzież, na ogół był marksizm; inny język, jeżeli chciało się politykę w Polsce prowadzić oficjalnie, właœciwie nie funkcjonował. Maziarski w 1957 r. brał udział w protestach przeciwko likwidacji „Po Prostu", czyli słynnego tygodnika zbuntowanej młodzieży. W tym samym roku zadebiutował na łamach „Tygodnika Powszechnego", którego konotacje ideowe były już zupełnie inne.

Po studiach kariera Maziarskiego biegła przez długi czas dwoma równoległymi œcieżkami: dziennikarskš i naukowš. W 1967 r. obronił doktorat z teorii literatury. Dotyczył on reportażu, który w latach 60. w Polsce przeżywał niezwykły rozkwit, być może największy w historii, niezależnie od ograniczeń cenzury. W tej i kolejnej dekadzie Maziarski prowadził wykłady na kilku uczelniach, głównie dla studentów dziennikarstwa, m.in. w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Katowicach, na Uniwersytecie Warszawskim i na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Jednoczeœnie realizował się jako reporter i publicysta. W latach 1959–1971 pracował w tygodniku „Panorama", Zachodniej Agencji Prasowej, „Dzienniku Zachodnim" oraz Zespole Informacji i Prasy Szkolenia Centralnego Komitetu Stronnictwa Demokratycznego. Zajmował coraz wyższe stanowiska; w tej ostatniej instytucji był kierownikiem, wczeœniej kierował też działem publicystycznym „Panoramy". Na poczštku lat 70. trafił do „Polityki". Kariera Maziarskiego w kolejnych latach nabierała rozpędu. Œwiadczš o tym otrzymywane nagrody: im. Juliana Bruna (1964), SDP (1968 i 1974) i Klubu Sprawozdawców Parlamentarnych (1973) oraz kilka orderów państwowych. Œwiadczš one z jednej strony o tym, że był dobrze postrzegany przez rzšdzšcych, z drugiej o talencie dziennikarskim, dobrym piórze i uznaniu, jakim cieszył się wœród kolegów po fachu.

Polityczny realizm?

Trzeba pamiętać, czym była prasa w PRL. Władze traktowały jš przede wszystkim jako element „frontu ideologicznego" i angażowały dużš częœć dziennikarzy w kampanie propagandowe służšce realizacji ich polityki. Bycie dziennikarzem w PRL często oznaczało wpisywanie się w obowišzujšcš ideologię czy pisanie tekstów atakujšcych œrodowiska opozycyjne czy państwa zachodnie. Jednoczeœnie wielu dziennikarzy znajdowało swoje nisze czy to w mniej poczytnych pismach, czy w bardziej „bezpiecznych" tematach gospodarczych lub kulturalnych.

Jak odnajdował się w tym Maziarski? Po 1957 r. nie miał zwišzków ze œrodowiskami opozycyjnymi (kształtujšcymi się w œrodowiskach uniwersyteckich czy literackich). Przez pewien czas pisywał również do „Nowych Dróg", czyli głównego organu ideologicznego PZPR. W latach 60. należał do Stronnictwa Demokratycznego, czyli jednej z dwóch partii „sojuszniczych" PZPR. Aktywnoœć w SD nie ograniczała się jednak tylko do samego członkostwa; można wręcz powiedzieć, że robił tam karierę. W 1969 r. został wybrany do Centralnego Komitetu tej partii (przeniósł się wtedy do Warszawy); wszedł nawet w skład sekretariatu CK SD. Tego rodzaju zaangażowanie polityczne z pewnoœciš ułatwiało karierę i dawało pozycję w œrodowisku. Można to więc odczytywać jako przykład przystosowania czy nawet konformizmu.

Zaangażowanie w SD Maziarskiego można też interpretować jako przejaw szukania alternatywnej drogi od przynależnoœci do „przewodniej siły narodu", jak wówczas pisano o rzšdzšcej partii. Sam Maziarski po latach swoje zaangażowanie tłumaczył następujšco: „dla mnie rok 1956 to był przełom, który otworzył mi oczy i pokazał, że w komunizmie da się wykorzystywać różnego rodzaju możliwoœci. Nikt wtedy nie wierzył w obalenie ustroju, ale reformy, osłabienie monopolu partii – tak, to się mogło udać".

Tematy, o których pisywał Maziarski, niekoniecznie należały do „bezpiecznych". Zajmowanie się przez niego problemami społecznymi czy tematykš niemieckš œwiadczyło o silnej pozycji, ale jednoczeœnie wymagało demonstrowania lojalnoœci wobec władz – w publicystyce o polityce RFN nie było wszak zbytniego miejsca na niuanse. Przynależnoœć do SD mogła pozwalać powiedzieć nieco więcej.

Szeregi SD Maziarski opuœcił w 1971 r. Okolicznoœci podjęcia tej decyzji sam po latach opisywał w barwny sposób: „Po dwóch latach pracy we władzach SD w Warszawie zmieniłem coœ tam w uchwale Stronnictwa. Chodziło po prostu o poprawki językowe – jako filolog nie mogłem patrzeć na takie błędy. Na to przerażeni ludzie mówiš: ťKolego, co wy robicie? Przecież to zostało już zatwierdzone przez Wydział Organizacyjny KC!Ť. Wtedy mnie szlag trafił. Niby wiedziałem, że wszystko jest kontrolowane przez PZPR, ale żeby do tego stopnia?! Doszedłem do przekonania, że na dłuższš metę w tych warunkach nie da się nic zrobić i zrezygnowałem z SD". Trudno w jakikolwiek sposób zweryfikować tę relację.

W tym samym roku ukazał się słynny tekst Mieczysława Rakowskiego „Dobry fachowiec ale bezpartyjny" wskazujšcy właœnie na problem wpływania przez PZPR na niemal wszystkie dziedziny życia. Pewnie to przypadkowa zbieżnoœć, ale właœnie wtedy Maziarski trafił do zespołu „Polityki". Z pewnoœciš taki krok jak odejœcie z SD nie przynosił w warunkach PRL korzyœci, natomiast patrzšc na karierę Maziarskiego, nie wydaje się, żeby w czymkolwiek mu to zaszkodziło. Przykład ten pokazuje, że taki gest nie musiał oznaczać odejœcia z zawodu i „przymierania głodem", jak wynikałoby z tłumaczeń wielu dziennikarzy z tamtych lat.

W latach 60. i 70. Maziarskim interesowała się Służba Bezpieczeństwa. Powodem było to, że w okresie pracy w „Dzienniku Zachodnim" i „Panoramie" miał głosić poglšdy opozycyjne, negować kierowniczš rolę PZPR i „poddawać w wštpliwoœć istnienie prawdziwej demokracji w Polsce". PóŸniej, już po przenosinach do Warszawy, w czasie pracy w „Polityce", próbowano go podejœć i – w dalszej perspektywie – podjšć próbę werbunku jako tajnego współpracownika. W jego aktach zachowała się notatka funkcjonariusza z rozmowy z Maziarskim w lutym 1973 r., przy czym nie wiadomo, czy dziennikarz zdawał sobie sprawę z tego, z kim rozmawiał.

Rozmowa dotyczyła ogólnej sytuacji mediów i œrodowiska dziennikarskiego. Nie pojawiały się w niej żadne szczegóły ani personalia, funkcjonariusz zresztš nie dršżył, zapewne nie chcšc zrazić rozmówcy. Oprócz notatki w aktach zachowało się sporzšdzone w kolejnych tygodniach przez Maziarskiego opracowanie dotyczšce nastrojów społecznych w œrodowiskach inteligenckich i robotniczych. Miało ono charakter ogólny; nie padały w nim żadne nazwiska ani bliższe informacje. Według funkcjonariusza, który przyjšł dokument, Maziarski „został zobowišzany do dalszego œledzenia nastrojów i opinii zwišzanych z kršżšcymi pogłoskami o podwyżkach cen niektórych artykułów". Jak tłumaczyć powstanie takiego dokumentu? Jest bardzo prawdopodobne, że był on elementem strategii Maziarskiego, który nie chciał podjšć współpracy, natomiast sšdził, że musi przekazać funkcjonariuszowi jakiekolwiek informacje. Faktem jest, że z planów SB wobec dziennikarza nic nie wyszło. W kolejnej dekadzie natomiast policja polityczna inwigilowała go jako dziennikarza zwišzanego z opozycjš.

W „Polityce"

Maziarski przez większoœć lat 70. pracował w „Polityce". Cieszył się uznaniem czytelników. W pewnym momencie uznano go za jednego z pięciu najbardziej poczytnych autorów publikujšcych na łamach tygodnika. Jego publicystyka w tym czasie wpisywała się w generalnš linię „Polityki" balansujšcš między umiarkowanš krytykš rzeczywistoœci (społecznej i gospodarczej) i oddawaniem władzy „serwitutów" oraz apelami o realizm. Na przykład póŸnym latem 1976 r. Maziarski w tekœcie „Nastroje i poglšdy" apelował o spokojnš pracę na rzecz stopniowego uzyskiwania przez społeczeństwo większego wpływu na sytuację w kraju. Z jednej strony tekst ów można odczytać jako krytyczny wobec aktów opozycyjnych, z drugiej – jako wskazanie (w warunkach cenzury), że wpływ Polaków na rzeczywistoœć jest zbyt mały.

Jednoczeœnie z pewnoœciš nie był w niej postaciš pierwszoplanowš; nie należał do słynnej „bandy Rakowskiego", czyli grupy najbardziej zaufanych dziennikarzy mocno zwišzanych towarzysko z redaktorem naczelnym. Był z nim na „ty", ale w tym kręgu to o niczym nie œwiadczyło. Tym bardziej zaskakuje przesłanie w czerwcu 1978 r. przebywajšcemu wówczas w USA Rakowskiemu obszernego listu. List ten rzuca œwiatło na krytyczny stosunek Maziarskiego do funkcjonowania mediów w póŸnych latach 70. i ignorowania przez nie problemów społecznych, które ujawni się w kolejnych latach.

Ciekawe było też, co dziennikarz pisał Rakowskiemu o sytuacji w samej „Polityce": „Redakcja jakoœ toczy się, choć w zwolnionym tempie, bo urlopy wykorzystujš ludzie. Nastroje także i u nas niedobre, szczerze mówišc, myœlę, że brakuje Ciebie. To się czuje i wiele z tego co wydrukowaliœmy w 20-leciowej ťPolityceŤ o Tobie pomyœlane było jako żarto-komplementy. Nie idzie bez szefa, rozpiŸdziajstwiajstwo się zaraz zakrada i w ogóle niemożnoœć jakaœ taka ogólna".

Zresztš nawet kiedy Rakowski był w kraju, poœwięcał więcej czasu swojej aktywnoœci politycznej niż kierowanej przez siebie gazecie, co denerwowało znacznš częœć zespołu. Nakładał się na to konflikt zwišzany z liniš „Polityki". Częœć dziennikarzy uważała, że w krytyce ówczesnej sytuacji powinna ona sobie pozwalać na więcej, niż chciał tego Rakowski i zwišzana z nim częœć zespołu. Maziarski należał do zwolenników zmiany linii pisma na ostrzejszš. Ostatecznie w 1979 r. zdecydował się na zmianę miejsca pracy. Wchodzšcy również w skład redakcji Dariusz Fikus wspominał: „Jacek Maziarski nie wytrzymał tego napięcia i rzucił redakcję na rzecz ťKulturyŤ, ale na jego miejsce pojawił się równie ťgniewnyŤ Ernest Skalski". Symptomatyczne, że trzy lata póŸniej cała ta trójka dziennikarzy zwišzana była z opozycjš i prasš podziemnš, a Rakowski pełnił funkcję wicepremiera.

„Kultura" wówczas była pismem grupujšcym dziennikarzy nieco bardziej zbuntowanych niż „Polityka". Pod koniec dekady Maziarski zbliżył się do œrodowisk opozycyjnych. Pierwszš inicjatywš, z którš się zwišzał, było stworzone przez innego dziennikarza, Stefana Bratkowskiego, Konwersatorium Doœwiadczenie i Przyszłoœć. Miało ono doœć nietypowy charakter, bo na zebraniach spotykali się ludzie zwišzani z opozycjš oraz ci należšcy do PZPR i sympatyzujšcy z „liberalnym" nurtem w partii. Zaangażowanie w tej strukturze nie oznaczało bowiem jeszcze przejœcia „na drugš stronę barykady". Było jednak sygnałem o poszukiwaniu możliwoœci działania politycznego poza oficjalnymi instytucjami.

Przełom

W życiu Maziarskiego przełomem był – tak jak w przypadku większoœci dziennikarzy kojarzonych póŸniej z opozycjš – Sierpień '80 i powstanie „Solidarnoœci". Jeszcze w 1980 r. dziennikarz warszawskiej „Kultury" otrzymał nagrodę dla dziennikarzy relacjonujšcych odbywajšcy się w lutym tego roku zjazd PZPR. Na poczštku lipca 1980 r. Maziarski opublikował artykuł o podwyżce cen oraz wybuchu pierwszych protestów robotniczych. Był on mocno krytyczny wobec ówczesnej rzeczywistoœci. Maziarski wskazywał w nim na kiepski stan gospodarki oraz mylne wyobrażenia społeczeństwa na ten temat. Jego zdaniem żšdania strajkujšcych wynikały właœnie z braku wiedzy na temat sytuacji kraju. Krytykował brak informacji na ten temat w mediach i apelował o podanie ich do wiadomoœci publicznej.

Bioršc pod uwagę, że kilka tygodni póŸniej powstała „Solidarnoœć", te słowa wydawać się mogš zbyt umiarkowane – chociaż Maziarski krytykował politykę informacyjnš władz, nadal patrzył na wydarzenia z ich perspektywy. Jednak na tle ówczesnej propagandy, obecnej w oficjalnych mediach, tezy Maziarskiego były doœć odważne. Trzeba też pamiętać, że tekst ów musiał przejœć przez cenzurę.

Krótko po powstaniu „Solidarnoœci" Maziarski został jej członkiem, a nawet wiceprzewodniczšcym komisji zakładowej w Wydawnictwie Współczesnym, które drukowało „Kulturę". Należała ona do tych pism, których zespoły w największym stopniu popierały rewolucję solidarnoœciowš. Znajdowało to wyraz w tekstach samego Maziarskiego, w których podkreœlał osišgnięcia 1980–1981 w porównaniu z bardzo krytycznie przez niego ocenianymi czasami gierkowskimi. Był jednym z przedstawicieli Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich podczas rozmów z prezydium Radiokomitetu na temat przyznania „Solidarnoœci" dostępu do oficjalnych mediów. Był autorem projektu zmian w RSW Prasa–Ksišżka–Ruch. Jesieniš 1981 r. pojawił się na I Krajowym ZjeŸdzie Delegatów NSZZ „Solidarnoœć".

Symptomatyczne dla przełomu, jaki przeszedł Jacek Maziarski w tym czasie, jest wspomnienie jego syna, Wojciecha, który studiował wówczas na Węgrzech. „(...) nawišzałem kontakt ze œrodowiskiem opozycji demokratycznej (...). W pierwszej połowie 1981 r. (a może nawet w końcu 1980 (...)) tata odwiedził mnie w Budapeszcie. Gdy węgierscy przyjaciele dowiedzieli się, że przyjeżdża dziennikarz z Polski, zwišzany z „Solidarnoœciš", poprosili, żeby zorganizować z nim spotkanie. Tata zgodził się i przeprowadził (...) wykład o sytuacji w Polsce, odpowiadał na ich pytania. Uczestnictwo w de facto nielegalnym przedsięwzięciu opozycji, i to w innym państwie bloku wschodniego, oznaczało, że w tym czasie mój tata już całkowicie przekroczył Rubikon i znalazł się w obozie przeciwników panujšcego ustroju".

Nic dziwnego, że Maziarski należał do najbardziej zaangażowanych dziennikarzy przeprowadzajšcych „odnowę" w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, w którym częœć działaczy coraz mocniej sympatyzowała z Solidarnoœciš. Kiedy w sierpniu 1981 r. ponad 40 dziennikarzy popierajšcych władze PRL wystosowało list otwarty, w którym potępiali sprzyjajšce zwišzkowi kierownictwo stowarzyszenia (wczeœniej wystosowało ono oœwiadczenie potępiajšce dezinformację ze strony podległych władzy mediów), Maziarski sformułował list o przeciwnej treœci, solidaryzujšcy się z kierownictwem SDP. „Powodowani troskš o wiarygodnoœć i rzetelnoœć polskiego dziennikarstwa, my, niżej podpisani członkowie SDP, protestujemy przeciw nasilajšcym się zjawiskom dezinformowania społeczeństwa, jednostronnego i tendencyjnego przedstawiania faktów oraz manipulacyjnego wykorzystywania œrodków masowego przekazu". Odzew z pewnoœciš przerósł oczekiwania Maziarskiego, bo pod dokumentem podpisało się około... 1,9 tys. dziennikarzy. W grudniu 1981 r. miał objšć stanowisko redaktora naczelnego w piœmie „Samorzšd". Jednak z powodu stanu wojennego nie zdšżyło już ono powstać.

Konspirator-antykwariusz

Pismo nie powstało, więc Maziarski został bez pracy. Wymyœlił wówczas oryginalnš formę protestu przeciwko pacyfikowaniu przez władze œrodowiska dziennikarskiego (trwała wtedy „akcja weryfikacyjna"), jakš było zamieszczenie w prasie ogłoszenia: „Szukam uczciwej pracy. Jacek Maziarski". „Zaniosłem je do ťŻycia WarszawyŤ, bez większego przekonania, bo wydawało mi się, że cenzura tego nie puœci. A jednak puœciła. To, co się działo potem, przeszło moje wyobrażenia. Przez parę dni telefon dzwonił niemal bez przerwy – zgłaszali się właœciciele warsztatów samochodowych i gospodarstw rolniczych, jakieœ życzliwe dusze z bibliotek i księża". Dziennikarz Maciej Łukasiewicz pod datš 12 marca 1982 r. odnotowywał „Było około 70 telefonów! Wszyscy się bardzo radujš". Kolejnego dnia odnotował wypowiedŸ bp. Jerzego Dšbrowskiego, który mówił, że ogłoszenie było lepsze niż 50 artykułów w ówczesnej prasie.

Wœród osób, które się zgłosiły do Maziarskiego, był Jerzy Klinger z SDP, który miał informację o wolnym lokalu w pawilonach u zbiegu Marszałkowskiej i Królewskiej. Postanowili wspólnie założyć tam antykwariat. Miejsce to póŸniej regularnie wykorzystywano do działań konspiracyjnych. Telefony z propozycjami pracy, które dostał Maziarski, jak oceniał po latach, wpłynęły na jego postawę. „Po którejœ z kolei rozmowie zrozumiałem, że jestem po drugiej stronie. Skończył się czas dwuznacznych kompromisów, teraz nie było już innego wyjœcia, jak tylko jednoznaczne, przyzwoite zachowanie".

Cała sytuacja nabrała rozgłosu. Mówiła o nim Wolna Europa. Jego sšsiad, urzędnik z Ministerstwie Rolnictwa, powiedział do niego na klatce schodowej: „Jak pan mógł coœ takiego zrobić generałowi?". Gest Maziarskiego został dostrzeżony również przez władze PRL. Zaatakowano go na łamach „Trybuny Ludu", której jeden z dziennikarzy pisał: „Od biedy bowiem można legitymować się w kawiarnianym towarzystwie takim ogłoszeniem jako namiastkš internowania. Wštpię, czy ktoœ grajšcy tak nieuczciwš kartš może szukać uczciwej pracy".

Pomoc okazywanš Maziarskiemu w kwietniu 1982 r. w swoim stylu interpretował jeden z funkcjonariuszy SB: „Z uzyskanych przez nas informacji wynika, że Jacek Maziarski – były redaktor ťPolitykiŤ, który poszukiwał pracy poprzez ogłoszenie w ťŻyciu WarszawyŤ, miał uzyskać prywatne stypendium w wysokoœci 50 tys. zł miesięcznie od bliżej nieznanego ťbadylarzaŤ". Już wczeœniej, od lutego 1982 r., SB inwigilowała go w ramach sprawy o kryptonimie „Skorpion". Prowadzono jš do 1989 r.

Z całej sytuacji drwił również (znajšcy go z redakcji „Polityki") wicepremier Mieczysław Rakowski w wydanej jeszcze w latach 80. ksišżce „Czasy nadziei i rozczarowań", przekręcajšc jednoczeœnie treœć ogłoszenia. Rakowski jakby nie brał pod uwagę tego, że słowa o poszukiwaniu przez dziennikarza „uczciwej pracy" były celnym komentarzem do fali zwolnień niepokornych dziennikarzy i obecnoœci w oficjalnych mediach antysolidarnoœciowej propagandy.

Od poczštku stanu wojennego Maziarski angażował się w różnego rodzaju przedsięwzięcia opozycyjne. Jeszcze w grudniu 1981 r. brał udział w akcji pomocy internowanym na warszawskiej Białołęce. Był jednym z głównych inicjatorów akcji samopomocy w œrodowiskach dziennikarskich, podejmowanych m.in. wokół warszawskiego koœcioła œw. Anny. Przez kolejne lata uczestniczył w spotkaniach podziemnego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, odbywajšcych się najczęœciej w koœciołach. JeŸdził po parafiach z różnego rodzaju odczytami. W 1982 r. redagował czasopismo podziemne „Druk"; wkrótce zaczšł pisać dla „Tygodnika Wojennego". W 1984 r. założył Niezależnš Agencję Informacyjnš tworzšcš biuletyn przekazywany podziemnym redakcjom. W drugim obiegu ukazało się kilka ksišżek z jego publicystkš, był też doradcš struktur podziemnej „Solidarnoœci". Od 1987 r. Maziarski łšczył dziennikarstwo podziemne z oficjalnym; został publicystš katolickiego czasopisma „Ład", które było koncesjonowane i cenzurowane, ale zachowywało pewien stopień niezależnoœci, co pozwalało zatrudniać osoby znajdujšce się „na indeksie". Na lamach tego tytułu ukazywał się stały felieton Maziarskiego – „W kółko to samo", za który otrzymał potem Nagrodę „Kisiela". W działania opozycyjne zaangażowany był również jego syn Wojciech Maziarski, zwišzany m.in. z czasopismem „Obóz", utrzymujšcy kontakty z opozycjš węgierskš.

Publicysta podziemny

Jesieniš 1984 r. Jacek Maziarski wraz z Andrzejem Federowiczem (wówczas szefem poligrafii „Tygodnika Wojennego") wpadli na pomysł nowej inicjatywy wydawniczej – „Przeglšdu Wiadomoœci Agencyjnych", czyli podziemnego pisma informacyjnego. W listopadzie ukazał się jego pierwszy numer. Tytuł ten – redagowany przez pisarkę Stanisławę Domagalskš i jej męża, badacza historii Żydów, Jana Doktóra – nie tylko utrzymał się aż do upadku PRL, ale też szybko stał się jednym z najpopularniejszych pism drugiego obiegu. Jego głównymi atutami były wysoka jakoœć techniczna oraz nieszablonowa publicystyka. Nie koncentrowano się w nim tylko na represjach i polityce krajowej; szeroko poruszano na jego łamach tematykę międzynarodowš. Generalnie chodziło o to, by „Przeglšd" nie był tylko „politycznie słuszny", ale również ciekawy.

Maziarski przez cały okres ukazywania się „PWA" pozostawał jego czołowym publicystš. Jego ogromne doœwiadczenie było wielkim atutem w tworzeniu podziemnego pisma. Pozostali członkowie zespołu uczyli się od niego metod zbierania informacji. Ryszard Holzer, który dołšczył do redakcji pod koniec istnienia pisma, wymieniał Maziarskiego wœród osób imponujšcych mu szybkoœciš przelewania swoich myœli na papier.

Spod pióra Maziarskiego wychodziła istotna częœć komentarzy „PWA" dotyczšcych bieżšcych wydarzeń politycznych. W grudniu 1987 r. z satysfakcjš odnotował porażkę władz PRL w przeprowadzonym wówczas referendum dotyczšcym polityki gospodarczej, podkreœlajšc, że był to „pierwszy w historii reżimów komunistycznych przypadek, że władze w zorganizowanym przez siebie głosowaniu nie potrafiły uzyskać poparcia większoœci społeczeństwa. Nie trzeba być prorokiem, by potraktować referendum jako wstęp do ciężkiego kryzysu politycznego. Wchodzimy w sytuację, która będzie przypominała końcowe fazy panowania Gierka i Gomułki".

Jako oznaki nadchodzšcego przełomu interpretował również dwie fale strajków, które nastšpiły w 1988 r., wiosnš i latem. Kiedy druga z nich zaowocowała złożeniem przez władze Lechowi Wałęsie propozycji negocjacji, Maziarski sugerował ostrożnoœć: „Rozmowy ťokršgłego stołuŤ przewidziano na połowę paŸdziernika. Do tej pory wiele może się jeszcze zdarzyć, należałoby więc przestrzec optymistów, których nigdy u nas nie brakowało, przed wycišganiem zbyt daleko idšcych wniosków z pomyœlnego poczštku dialogu między ťSolidarnoœcišŤ i władzš. Gra jest bowiem trudna i delikatna, a kłopot polega na tym, że każdy może się do niej wtršcić. Z góry można przewidzieć, że czeka nas nerwowy okres, napięć, prowokacji i gwałtownych wolt". W kolejnych miesišcach, pomimo sceptycyzmu, postulował danie Lechowi Wałęsie kredytu zaufania. Już po zakończeniu Okršgłego Stołu natomiast krytykował Konfederację Polski Niepodległej, która ogłosiła oddzielny start w wyborach czerwcowych, za dzielenie obozu opozycji demokratycznej, co – jego zdaniem – było na rękę władzom PRL.

Na politycznej i dziennikarskiej scenie III Rzeczypospolitej Jacek Maziarski znalazł się na prawicy. Stał się czołowš postaciš „Tygodnika Solidarnoœć" (jako jego dziennikarz w 1990 r. komentował ostatni zjazd PZPR) i Porozumienia Centrum. Po jego œmierci w 2009 r. ustanowiona została nagroda jego imienia, przyznawana za osišgnięcia publicystyczne. Jej laureatami sš głównie dziennikarze, pisarze i historycy zwišzani ze œrodowiskami prawicowymi.

Droga życiowa Maziarskiego dobrze symbolizuje skalę przełomu, jaki dokonał się w œrodowiskach dziennikarskich w latach 1980–1982. Znaczna częœć elity tego zawodu, dotychczas niemajšca zwišzków z opozycjš, przeszła na drugš stronę. Ludzie tacy jak Maziarski wnosili do podziemnej prasy – tworzonej często przez amatorów – profesjonalizm i doœwiadczenie oraz pasję. W dużej mierze wynikała ona z tego, że po latach peerelowskiej cenzury mogli wreszcie pisać to, co chcieli.

Autor jest doktorem historii i pracownikiem Biura Badań Historycznych IPN.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL