Kraj

Pytony, piranie i wieloryby

Prof. Maciej Mrozowski
Fotorzepa, Darek Golik
Rozmowa z prof. Maciejem Mrozowskim, medioznawcą z Uniwersytetu SWPS

Rzeczpospolita: Bohaterem tegorocznego sezonu ogórkowego stał się pyton, który zrzucił skórę w jednej z podwarszawskich wsi. Dlaczego latem każdego roku to właśnie nietypowe zwierzęta stają się tak wdzięcznym tematem?

Prof. Maciej Mrozowski: Dawniej mówiło się, że jest to okres kanikuły – czas, w którym Słońce znajdowało się w gwiazdozbiorze Psa. A więc patronował mu bardzo wdzięczny zwierzak, z natury przyjazny wobec człowieka, wierny, ale czasami także psotliwy i przez to potrafiący wnieść trochę radości do naszego życia. I właśnie tego oczekujemy w wakacje, kiedy potrzebujemy oddechu od nieco poważniejszych spraw. A ponieważ tak się zdarza, że ludzie nie zawsze są źródłem radości, to poszukujemy tych dziwnych i emocjonalnych pobudek, które trudno wytłumaczyć, właśnie w zwierzętach. Gdzieś podpłynie wieloryb Lolek, gdzie indziej ktoś zauważy ławicę piranii, a innym razem skórę pytona. Pojawianie się takich informacji w mediach jest trochę ucieczką od codziennego świata i problemów cywilizacji miejskiej. W opozycji do nich znajduje się właśnie przyroda.

To tak świetnie wpasowuje się w sezon ogórkowy, że aż chce się zapytać o to, dziennikarz którego tabloidu podrzucił tę skórę pytona...

Nie złapano nikogo za rękę, więc może zrobili to ekolodzy, a może służby wodne? Nie wiadomo kto, nie wiadomo dlaczego. I rzeczywiście w polskich mediach niestety bardzo często dochodzi do takich mistyfikacji. Nasza Wisła byłaby przecież zaszczycona, gdyby wieloryby czy piranie chciały tu pływać. Ale przypuszczam, że raczej nie odpowiadałaby im czystość naszych wód. No więc w gruncie rzeczy takimi informacjami chyba trochę sobie pochlebiamy, jeśli sądzimy, że nasze środowisko naturalne jest w tak dobrym stanie, żeby zaplątały się tutaj te egzotyczne zwierzęta. I może nie mamy co liczyć na spotkanie z lwem, wielbłądem czy tygrysem, ale kombinujemy, jak tylko możemy. Choć często nie wychodzi to najlepiej i po całej akcji pozostaje tylko uśmiech na twarzach czytelników. Szczególnie gdy dziennikarze uparcie bronią swoich rewelacji, publikując kolejne przełomowe relacje naocznych świadków.

Chyba w tym roku jednak nie brakuje poważnych spraw, którymi warto się zająć.

Akurat tegoroczny sezon ogórkowy jest specyficzny przez zbliżające się wybory samorządowe. Dlatego dziennikarze boją się śmiać nawet z polityków na plaży. Kiedyś bezustannie pokazywano grubych ministrów w kąpielówkach, którzy zostali przyłapani na wakacjach. Z celebrytów też nie ma co już kpić, bo oni sami ośmieszają się do bólu. Mamy trochę ograniczone możliwości, ale liczę na to, że niedługo pojawią się jakieś pomysłowe prowokacje. Może wyląduje u nas jakiś kosmita? Zobaczymy. Nie traćmy nadziei.

—rozmawiała Katarzyna Płachta

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL