Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Kraj

Konkurencja dla łososia z Norwegii

Z hodowli z Janowa ryby chcš kupować odbiorcy z Francji, Niemiec i Stanów Zjednoczonych
materiały prasowe
Nowoczesne technologie, jakie powstajš w Zachodniopomorskiem, sš nadziejš branży przetwórstwa ryb.

W cišgu dekady obroty firm zwišzanych z przetwórstwem ryb w Polsce wzrosły o 400 proc. – z 2,4 mld zł do 9 mld zł w ubiegłym roku – wynika z danych Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb z Koszalina, skupiajšcego 60 firm. Rekordowe obroty zanotowano w 2015 r., jeœli chodzi o eksport – wynika z danych GUS, który szacuje, że eksport ryb, owoców morza oraz ich przetworów wyniesie 620 tys. ton i będzie o 7 proc. większy niż za rok 2014 (w przeliczeniu na masę żywš ryb).

Wartoœć eksportu, ze względu na coraz tańszš rybę, zwiększy się jednak nieznacznie (o ok 1 proc.), do 1,56 mld euro. W ostatnich latach ponadtrzykrotnie zwiększył się eksport konserw i przetworów rybnych.

Siła branży

Zachodniopomorskie korzysta z ogromnego potencjału przeładunkowego swych portów: Szczecin–Police–Œwinoujœcie, które stanowiš największy w Polsce kompleks portów morskich. To dzięki temu opłaca się przetwórcom w Koszalinie czy Szczecinie importować ryby z Norwegii, przede wszystkim łososia, co stanowi 95 proc. polskiego importu ryby. Silny eksport to głównie efekt zainwestowania w Zachodniopomorskiem dużego kapitału zagranicznego.

– O potencjale eksportowym rybołówstwa w województwie zachodniopomorskim mogš œwiadczyć œrodki unijne rozdysponowane dla lokalnych przetwórców przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji rolnictwa, a także inwestycje zagraniczne – podkreœla Urzšd Marszałkowski Województwa Zachodniopomorskiego.

Według GUS w Szczecinie w sektorze rybactwa w Polsce pracuje 1909 podmiotów, w tym 601 w Zachodniopomorskiem. W tym regionie przetwórstwem zajmuje się 75 dużych firm (na 250, jakie funkcjonujš w Polsce z prawem eksportowym), w tym zagraniczni potentaci, jak Espresen Polska (zatrudnia 1000 pracowników) czy Royal Greenland Seafood, który w 2008 r. w  Koszalinie otworzył najnowoczeœniejszš w Europie fabrykę przetwórstwa ryb mrożonych. Jednak znaczna częœć rynku to polskie firmy z tradycjami i zupełnie małe, głównie rodzinne, zajmujšce się rybołówstwem i przetwórstwem rybnym, np. wędzarnie czy hodowle pstršga, jakich nie brakuje na Pomorzu Zachodnim.

Jak wynika z raportu Mirosławy Marciniak z Akademii Rolniczej w Szczecinie, województwo zachodniopomorskie zajmuje pierwsze miejsce w Polsce pod względem udziału małych i œrednich przedsiębiorstw w populacji – 57 MSP na 1000 mieszkańców. To w znaczšcej częœci przedsiębiorcy z szeroko pojętego sektora rybnego. Wytwarzajš ok. 78 proc. wartoœci produkcji sprzedanej, zatrudniajš ok. 84,5 proc. pracujšcych i skupiajš ok. 60 proc. wartoœci majštku trwałego. Ich problemem jest brak innowacyjnoœci, a bez tego, jak zauważa Marciniak, niemożliwy jest wzrost konkurencyjnoœci wobec producentów z Unii Europejskiej. Chodzi o innowacje technologiczne w zakresie poprawy wydajnoœci, jakoœci oraz atrakcyjnoœci produktów rybnych przy równoczesnym przestrzeganiu wymogów ochrony œrodowiska.

Fundusz i surowiec

Dobrze się składa, bo Unia Europejska właœnie na innowacyjnoœć zamierza przeznaczyć pienišdze w nowej perspektywie do 2020 r. – Bardzo chcemy te œrodki wykorzystać, problem polega tylko na tym, co to jest ta innowacyjnoœć, na czym ma polegać, np. czy chodzi o ochronę œrodowiska czy nowe rynki zbytu, np. eksport do Australii, a może szanse na dofinansowanie ma nowy produkt, który trafi na rynek. Zadaliœmy pytania UE, odpowiedzi jeszcze nie mamy – wskazuje Jerzy Safader, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb i właœciciel słupskiej firmy Stanpol. Safader podkreœla, że warto się bić o pienišdze z Unii. – Po pierwsze, to ostatnie fundusze, jakie dostaniemy, po drugie, dotacja może sięgać nawet 80 proc. inwestycji – mówi.

Drugš, jeszcze poważniejszš barierš  jest brak surowca. – Nie mamy co przerabiać: ryb, które można łowić, jest za mało, do Polski musimy większoœć sprowadzać, głównie łososia z Norwegii, którego przerabiamy 150 tys. ton rocznie – wylicza Safader. Do tego dochodzš restrykcje zwišzane z ochronš œrodowiska i zakazy nadmiernej eksploatacji ryby. Bałtyk ma stosunkowo niskie jak na popyt kwoty połowowe – 14 tys. ton dorsza, 30 tys. ton œledzia i 40 tys. ton szprot, w sumie 80 tys. ton rocznie. – A my potrzebujemy milion ton – podkreœla prezes stowarzyszenia.

Trudny czas to czas pionierów. Deficyt łososia (Norwegia ogranicza licencje na połów tej ryby) i bogate w wody solankowe z okolic zachodniopomorskiego Trzęsacza postanowiła wykorzystać grupa przedsiębiorców, otwierajšc pionierskš hodowlę łososia w warunkach hodowlanych. Patent pochodzi z Danii, gdzie w podobny sposób od ikry hoduje się łososia. – Nie mamy fiordów, wykorzystujemy słonš wodę sprzed 150 mln lat czerpanš z głębokoœci 1225 m. Idealnie czystš, co w przypadku chowu jest ogromnš zaletš, m.in. dlatego, że nasz łosoœ nie zachoruje na wesz morskš – opowiada Michał Kowalski ze spółki Jurassic Salmon. – To całkowicie proekologiczna hodowla – podkreœla Paweł Żebrowski z Regionalnego Centrum Innowacji i Transferu Technologii Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego, który czuwał nad projektem. „Jurajski" łosoœ roœnie bez dodatku antybiotyków, substancji pomocniczych przyspieszajšcych przyrost masy.

Pierwsza tona

Spółka chce produkować rocznie tysišc ton tej popularnej ryby. Zainteresowanie kupnem łososia z Janowa jest bardzo duże. – Mamy zapytania z Francji, Niemiec, Stanów Zjednoczonych – wylicza Kowalski. Pierwsza tona pięcio–szeœciokilogramowej ryby ma być gotowa pod koniec kwietnia. Jej walory? – Bardzo œwieża, perfekcyjna barwa, struktura mięsa bardzo zwięzła – wylicza Michał Kowalski. Inwestycja jest kosztowna – ok. 40 mln zł, z czego ok. 25 mln zł to dofinansowanie z programu operacyjnego „Ryby" (oœ 3).

Regionalne Centrum Innowacji i Transferu Technologii ZUT od dawna wspiera przetwórców w innowacjach technologicznych. Przedsiębiorcy szukajš pomysłów, by zwiększyć wydajnoœć surowca. Przełomowš technologię marynowania i solenia ryb wynalazł dr Mariusz Szymczak z Katedry Technologii Żywnoœci na Wydziale Nauk o Żywnoœci i Rybactwa ZUT. – Co ważne, jest ona oparta wyłšcznie na zaletach surowca i stosuje jedynie naturalne dodatki: sól i ocet. W porównaniu z klasycznš technologiš udało mi się podnieœć œredniš wydajnoœć o ok. 10 pkt procentowych. Druga korzyœć to wzrost jakoœci sensorycznej mięsa ryby – œledŸ jest bardziej miękki i soczysty – zdradza dr Szymczak. Przyznaje, że choć know-how wydaje się prosty, to łatwo popełnić błšd w warunkach przemysłowych. Patentem Szymczaka zainteresowana jest już druga firma zajmujšca się przetwórstwem ryb.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL