Kraj

Kozubal: Opcja rosyjska bez szans

Marek Kozubal
Fotorzepa, Robert Gardziński
Prorosyjska Zmiana przeciw obecności wojsk USA w Polsce.

W latach 70. i 80. masowe protesty – połączone z blokadami amerykańskich baz wojskowych w Niemczech – organizowały tzw. organizacje antywojenne. Dochodziło do zamieszek, interweniowała policja.

Informacjami o protestach karmiły się komunistyczne media, piętnujące „amerykański imperializm". Dzisiaj wiemy, że niektóre aktywne wtedy tzw. organizacje pokojowe były kontrolowane przez sowieckie służby specjalne. Przestały one działać wraz z upadkiem ZSRR.

Od kilku dni do Polski drogą powietrzną przerzucani są amerykańscy wojskowi, a przez niemiecką granicę wjeżdża ciężki sprzęt, m.in. czołgi. To forpoczta pancernej brygady, która zostanie ulokowana na zachodzie kraju. Jej pobyt w Polsce jest efektem ustaleń szczytu NATO w Warszawie. Wschodnia flanka sojuszu wzmacniana jest ze względu na agresywne działania Rosji na wschodzie Ukrainy, a także na Morzu Bałtyckim.

Można odnieść wrażenie, że mamy dzisiaj do czynienia z deja vu. Oto na stronie internetowej partii Zmiana czytamy, że „na życzenie rządu PiS" Polska traci resztki suwerenności. „Wojska amerykańskie podbiły Rzeczpospolitą bez wystrzału, wystarczyła zdrada elit". Z kolei Obóz Wielkiej Polski tworzenie baz NATO porównuje do podboju Polski przez zakon krzyżacki. „W podziemnych piętrach Pentagonu stratedzy USA niczym krupierzy przy rulecie przesuwają flagi swych korpusów na kolejne tereny. Tym razem na Rzeczpospolitą" – czytam tekst niemal żywcem wyjęty z masowych produktów komunistycznej propagandy sprzed lat.

Bębenek podbija – a jakże, rosyjskie polskojęzyczne Radio Sputnik. Wiceprezes Zmiany Jarosław Augustyniak nazywa żołnierzy amerykańskich okupantami. „Jak dobrze wiemy, to wojsko od lat nie wygrało żadnej wojny, a jego dzielni żołnierze częściej giną od przedawkowania narkotyków, bójek z miejscową ludnością czy robionych pod wpływem narkotyków czy alkoholu wypadków niż w walce z tzw. wrogiem" – wieści Augustyniak.

Czy antyamerykańska retoryka ma szansę powodzenia? Nie. Bo stoi za nim plankton polityczny, czyli organizacje, które nie mają żadnego wpływu na życie społeczne.

Protesty przeciwko amerykańskiej obecności w Polsce organizują środowiska jawnie prorosyjskie skupione wokół partii Zmiana. Przypomnijmy, że jej lider Mateusz Piskorski siedzi w areszcie pod zarzutem współpracy z obcymi służbami. Przeciwko obecności US Army są też środowiska skrajnie narodowe – posługujące się antyukraińskim i antysemickim jadem.

W dniu oficjalnego przywitania amerykańskich wojskowych na granicy z Niemcami w najbliższą sobotę pikietę przed ambasadą USA w stolicy organizuje też pacyfistyczna Inicjatywa Stop Wojnie. Przypomnę, że szumnie zapowiadana przez tę organizację demonstracja w czasie szczytu NATO w Warszawie latem ubiegłego roku skupiła zaledwie kilkaset osób.

Dlaczego opcja rosyjska nie ma u nas szans? Otóż od dawna Rosjanie nie mieli w Polsce tak złych notowań, jak teraz. Z badań opublikowanych w 2016 r. przez CBOS wynika, że najwięcej negatywnych opinii Polacy mają o Romach, Arabach oraz właśnie Rosjanach. Amerykanów zaś lubimy, obdarzamy ich taką samą sympatię jak Hiszpanów czy Węgrów.

Nie ma wątpliwości, że do dzisiaj Polacy odreagowują pół wieku obecności sowieckich wojsk, których celem było utrzymanie wasalnego – komunistycznego państwa. A w szkołach – i słusznie – uczy się o oszustwie, jakie zafundowali nam Sowieci w 1939 r., anektując wschodnią Polskę. Nadto o późniejszych represjach, zsyłkach, rabunkach i gwałtach – jakie towarzyszyły przejściu Armii Czerwonej przez Polskę na przełomie 1944 i 1945 roku.

Źródło: Rzeczpospolita
UKRYJ KOMENTARZE KOMENTARZE RP.PL KOMENTARZE FACEBOOK

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL