Kraj

#RZECZoPOLITYCE Piątek: Nie zabije mnie tajemniczy samochód

rp.pl
Rosyjscy gangsterzy z otoczenia Macierewicza już się chyba nauczyli, że mogą zabić każdego w Rosji, ale już poza nią, na przykład na Ukrainie - nie. Bo kiedy zabili dziennikarza śledczego Georgija Gongadzego, wybuchł pierwszy Majdan - mówił Tomasz Piątek, dziennikarz, autor książki "Macierewicz i jego tajemnice"

- Na pytanie, kim jest Antoni Macierewicz, odpowiedzieć trudno - mówił gość programu. - Wbrew jednak słowom rzecznika rządu że jest człowiekiem uczciwym, na 220 stronach książki w sposób udokumentowany ujawniam, że Macierewicz ma liczne powiązania z rosyjskim gangsterem-finansistą, słynnym Siemionem Mogilewiczem, człowiekiem, którzy przez pewien czas był na liście 10 osób najbardziej poszukiwanych przez FBI. Człowiekiem blisko związanym z sowieckim, a potem rosyjskim wywiadem GRU i dobrym znajomym, a nawet przyjacielem Putina, którego nazywa się jego tajną bronią.

Na argument prowadzącego, że nie można powiedzieć, by Antoni Macierewicz miał z nim bezpośrednie kontakty, Piątek stwierdził, że trudno podejrzewać, żeby taki człowiek na świeczniku i widelcu osobiście się z nimi spotykał, ale jest wokół niego kilku pośredników. -Nigdy ta liczba nie przekracza pięciu, powyżej których powiązania stają się przypadkowe - mówił gość programu.

- Pan Antoni Macierewicz mówi, że zwalcza rosyjskie służby, tymczasem co najmniej przez 30 lat, od 1980 do 2010 bardzo blisko, politycznie i biznesowo, współpracował z Robertem Jerzym Luśnią, płatnym konfidentem SB, który przekazywał pieniądze firmie Macierewicza "Dziedzictwo Polskie". Tak się składa, że oficerem prowadzącym Luśni w SB był Józef Nadworski, esbek związany z głównym szpiegiem GRU w Polsce Markiem Zielińskim.

Piątek mówił, że służba kontrwywiadu wojskowego stworzona przez Macierewicza w 2007 roku udzieliła dostępu do tajnych informacji polskiej armii Jackowi Kotasowi, który w latach 2002-2016 pracował dla spółek z grupy Radius, związanych z sołncewską mafią, która z kolei znajduje się pod specjalną pieczą gangstera-finansisty Mogilewicza.

- Pierwszy o tej skandalicznej sprawie napisał "Fakt". Po pierwszy publikacji nie było żadnej reakcji, kontrolujący grupę Radius pan Szustkowski, związany z mafią sołncewską, w ogóle nie zareagował. Kiedy jednak w następnym tekście reporter śledczy Radosław Gruca wspomniał o związkach Macierewicza z tym układem mafia sołncewska-Mogilewicz-Radius, wtedy pan Szustkowski zdecydował się pozwać "Fakt", żądając gigantycznego odszkodowania - mówił autor książki.

Ocenił, że to dziwne, gdy taki człowiek jak Szustkowski, związany z mafią sołncewską handlarz bronią, broni Antoniego Macierewicza.

Zapewnił, że w jego książce przedstawione są udokumentowane powiązania, mapy i informacje. Na sugestię prowadzącego, że opisane tam powiązania Macierewicza są tak dalekie od niego bezpośrednio, że właściwie każdego można by o nie posądzić, Piątek odparł, że ani on, ani prowadzący nie ma wśród swoich przyjaciół, którzy byliby albo "kumplami Macierewicza, albo Mogilewicza, albo członkami sołncewskiej mafii".

- Antoni Macierewicz ma takich przyjaciół czy współpracowników takich co najmniej czterech: Luśnia, Kotas, lobbysta amerykański D'Amato, który, kiedy był jeszcze amerykańskim senatorem, sponsorowany był przez niejakiego Siemiona Kislina, człowieka Mogilewicza w Nowym Jorku. Nie mówiąc już o tym, że Macierewicz spotyka się z kongresmenem Daną Rohrabacherem z Kalifornii, którego portal Politico i inne media nazywają wprost człowiekiem Putina w Waszyngtonie. Rohrabacher bronił rzekomych praw Rosji do Krymu, wyśmiewał się z ofiar Putina i chwali się swoją przyjaźnią z Putinem, sięgającą 1991 roku - wyliczał Piątek.

Dziennikarz zauważył, że po katastrofie smoleńskiej Antoni Macierewicz poleciał do USA rzekomo po to, aby przekonywać przekonywać amerykańskich polityków do swojej wersji katastrofy, czyli do zamachu. - Poleciał do Stanów i spotkał się z Daną Rohrabacherem, który jest ostatnim człowiekiem, którego do tej wersji można przekonywać - mówił Piątek.

Na argument prowadzącego, że szef MON od lat 90. walczy z agenturą, odpowiada za lustrację i zlikwidował WSI, a Piątek posądza go o kontakty z rosyjskimi agentami, gość programu odparł, że w KRS bez problemu można sprawdzić, że Antoni Macierewicz do dziś zasiada w zarządzie firmy "Głos", której prezesem jest Robert Jerzy Luśnia, były płatny konfident SB, teraz milioner, do tej pory wygłaszający publicznie opinie prorosyjskie i antyukraińskie, człowiek prowadzony w SB przez oficera powiązanego z GRU.

W reakcji na stwierdzenie prowadzącego, że bliskie otoczenie Macierewicza i on sam deklarują antykomunistyczne poglądy, Piątek powiedział: - Ustalmy, że kiedy pan Macierewicz i jego otoczenie coś mówi, to mówi, natomiast nie wiadomo, jaki to ma związek z rzeczywistością.

Piątek powiedział, cytując informacje od prokuratora krajowego w stanie spoczynku Włodzimierza Blajerskiego, że Antoni Macierewicz co najmniej od 1992 roku, gdy był ministrem spraw wewnętrznych, wiedział o agenturalnej przeszłości Luśni, że dostał dokumenty na ten temat i chował te dokumenty, by chronić Luśnię.

Prowadzący spytał Piątka czy ten nie obawia się procesu, co mogłoby się zakończyć więzieniem i przytoczył słowa obrońców Macierewicz, którzy twierdzą, że gdy dojdzie do procesu, Piątek wyciągnie żółte papiery albo powie, że jest uzależniony od heroiny i alkoholu..

- To nie ma nic do rzeczy. Rzeczywiście jestem uzależniony od alkoholu i heroiny, ale od trzech lat jestem trzeźwy. Tym argumentem nie powinni szafować, bo to brzydkie atakować kogoś personalnie wykorzystując jego chorobę. Ale też dlatego, że zdrowienie z tej choroby zakłada absolutną uczciwość. Ja nie mogę kłamać. Gdybym skłamał komuś, skłamałbym też sobie i szybko mógłbym wrócić do nałogu - mówił Piątek.

Dodał, że nie czuje zagrożenia w związku z publikacją książki. - Nikt do mnie nie strzeli, nie zabije mnie żaden tajemniczy samochód ani tajemnicza choroba, bo ci panowie związani z otoczeniem Macierewicza, rosyjskie służby i rosyjscy gangsterzy, o których piszę, już się chyba nauczyli, że mogą zabić każdego w Rosji, ale już poza nią, na przykład na Ukrainie - nie. Bo kiedy zabili dziennikarza śledczego Georgija Gongadzego, wybuchł pierwszy Majdan.

 

 

Rozmowa z Tomaszem Piątkiem

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL