Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Kosmos

Dr Aleksandra Bukała: Dlaczego badamy kosmos?

Stock.adobe.com
Kolonizacja Marsa jest dla marzycieli, ale my musimy skupić się na obserwacji Ziemi z jej orbity.

W języku polskim „kosmos” wywołuje skojarzenia z czymœ niezwykle odległym, abstrakcyjnym, niewiarygodnym.

Dr Aleksandra Bukała: Gdy pięć lat temu zaczynałam pracę w branży kosmicznej, mówiło się: „branża komiczna”. Nawet dzisiaj ta gałšŸ przemysłu nie przez wszystkich w Polsce traktowana jest w pełni poważnie. W języku angielskim słowo „space” kojarzy się zupełnie inaczej – z najnowszymi technologiami, innowacjami, postępem naukowym i wielkimi osišgnięciami naszej cywilizacji. Dla ludzi pracujšcych w przemyœle kosmicznym te wszystkie skojarzenia bywajš problematyczne, bo dla nas to po prostu miejsce pracy, choć na pewno niezwykłe i przycišgajšce wyjštkowych ludzi. Niestety, na razie sektor kosmiczny, nawet w skali globalnej, jest bardzo mały. Jego łšczna wartoœć jest mniejsza niż roczny budżet Stanów Zjednoczonych przeznaczony na obronnoœć.

Jak ten sektor wyglšda od strony biznesowej?

Istniejš dwa główne segmenty, upstream i downstream. Nie ma dla nich dobrego polskiego tłumaczenia. Upstream to wszystko zwišzane z budowš i wynoszeniem urzšdzeń w przestrzeń kosmicznš – produkcja satelitów, robotów, rakiety wynoszšcych.

Upstream jest dla mnie fascynujšcy, ale to tylko jakieœ 10 proc. obrotów całej branży. Reszta to downstream, czyli to, co z kosmosu œcišga się na dół. Głównie chodzi o wykorzystanie danych z satelitów. Największy rynek to komunikacja satelitarna, czyli przede wszystkim telewizja, bo telefonia satelitarna okazała się klapš. Druga gałšŸ to nawigacja satelitarna, która od kilkunastu lat przeżywa boom. Mamy amerykański system GPS, niedawno wystartował europejski Galileo i jest jeszcze rosyjski GLONASS. Trzecia gałšŸ to obserwacja Ziemi, która pozwala nam lepiej poznać naszš planetę. W dziedzinie meteorologii w cišgu ostatnich 20 lat dokonał się ogromny postęp właœnie dzięki zdolnoœci do zbierania przez satelity, a następnie analizowania ogromnych iloœci danych o ruchach powietrza, pršdach morskich czy ziemskiej biomasie.

Czym biznes kosmiczny różni się od innych?

Co prawda budujemy wyjštkowe mechanizmy, np. umożliwiajšce obrót anteny, aby łazik marsjański zachował łšcznoœć z Ziemiš, ale postrzegam nasz biznes jako normalnš działalnoœć gospodarczš. Mamy konkurencję, biznesplany, koszty i przychody itd. Sš jednak także cechy odróżniajšce przemysł kosmiczny od innych. Przede wszystkim każdy projekt, z wyjštkiem masowej produkcji satelitów telekomunikacyjnych, jest inny i jedyny w swoim rodzaju. Dla nas, inżynierów, oznacza to duże ryzyko, bo gdy zaczynamy, to nie do końca znamy ostateczne wymagania. Nie wszystko da się zasymulować na komputerze. W trakcie budowy satelity często pojawiajš się problemy, których nikt wczeœniej nie przewidział. Mamy takš sytuację w misji ExoMars, w której uczestniczymy – na zaawansowanym etapie projektu łazika marsjańskiego okazało się, że faktyczne siły działajšce na mechanizmy sš dużo większe, niż wszyscy zakładali. To wymaga od wielu firm zaangażowanych w misję istotnych zmian w projektach urzšdzeń.

W takich sytuacjach różne firmy muszš działać w œcisłym porozumieniu. Czy to się sprawdza w praktyce?

Wtedy daje o sobie znać kolejna wyjštkowa cecha naszej branży, czyli bardzo duże zaufanie między partnerami biznesowymi i nastawienie na długotrwałe relacje. W przypadku napotkania problemu podwykonawcy otwarcie mówiš o tym zleceniodawcom. Jeœli my zlecamy warsztatowi wykonanie sprężyny, której nikt nigdy nie wykonał i jej koszt okazuje się dwukrotnie większy od zapisanego w kontrakcie, to nie naciskamy na nich, aby za wszelkš cenę wywišzali się ze swojego zobowišzania. Zaczynamy dialog, który ma doprowadzić do tego, aby to, co wspólnie budujemy, ostatecznie poleciało w kosmos w terminie.

Jeœli firmy nie sš otwarte wobec partnerów i nieuczciwe, nie utrzymujš się długo w tej branży.

Dużo ostatnio mówi się o górnictwie kosmicznym. Czy w najbliższej przyszłoœci będziemy wydobywać surowce spoza Ziemi?

Żartujemy w branży, że ludzkoœć musiałaby odkryć jakiœ nowy surowiec, jak kryptonit z komiksów o Supermenie, aby jego wydobywanie i sprowadzanie na Ziemię było opłacalne. Jesteœmy boleœnie œwiadomi tego, jak ogromny jest kosmos. Orbita geostacjonarna znajduje się 36 tys. km nad Ziemiš – koszt pokonania tej odległoœci sprawia, że nie naprawia się uszkodzonych satelitów. Podróż na Marsa przy optymalnym ułożeniu planet trwa dziewięć miesięcy, ale okienko startowe otwiera się raz na 26 miesięcy. Taka okazja dla misji na Jowisza, w której bierzemy udział, pojawi się dopiero w maju 2022 r. Do tego czasu konsorcjum firm musi zdšżyć z budowš satelity kosztujšcego miliard euro. Nawet jeœli to się uda, podróż będzie trwała 7,5 roku.

Czy to prawda, że NASA zamierza eksplorować „głęboki kosmos”, a orbitę okołoziemskš pozostawić prywatnym firmom?

NASA jest œwietna w wymyœlaniu chwytliwych haseł. Owszem, powiedzieli, że zostawiajš orbitę okołoziemskš prywatnym firmom, ale taki na przykład SpaceX jest całkowicie zależny od publicznych pieniędzy. Bez kontraktów NASA nie byłoby SpaceX. To dotyczy właœciwie wszystkich firm kosmicznych we wszystkich krajach, zarówno w USA, jak i w Rosji, Chinach czy Europie.

Jedynym rynkiem czysto komercyjnym, choć i tak wyhodowanym na publicznych pienišdzach, jest telekomunikacja, ale i ona przeżywa kryzys, bo telewizja satelitarna odchodzi do przeszłoœci, a koszty utrzymania infrastruktury na wysokoœci 36 tys. km sš ogromne.

Czy w badaniach i eksploracji kosmosu zmierzamy w kierunku międzynarodowej współpracy, czy raczej rywalizacji między prywatnymi firmami?

Na œwiecie jest niewiele firm, które sš w stanie wzišć odpowiedzialnoœć za całš misję kosmicznš. W Europie sš najwyżej trzy takie podmioty. Paradoksalnie dla mniejszych graczy, to dobra wiadomoœć, bo mogš liczyć na szerszš współpracę. Nawet Europejska Agencja Kosmiczna nie powstała z powodu romantycznej idei eksploracji kosmosu, ale dlatego, że europejskie państwa zdały sobie sprawę, że nie sš w stanie prowadzić działalnoœci kosmicznej samodzielnie. To jest po prostu zbyt trudne i kosztowne. Każdy kraj ma swoje interesy, konkurencja jest twarda, ale to wszystko dzieje się w ramach niezbędnej współpracy. O skali kosmicznych wyzwań œwiadczy także to, że współpraca odbywa się również między agencjami kosmicznymi, np. Roskosmos dostarczy lšdownik do misji ESA ExoMars.

Czy czeka nas renesans wielkich projektów kosmicznych, jak kolonizacja Marsa?

Poczštki ery kosmicznej to okres rywalizacji mocarstw – kto pierwszy wyœle w kosmos psa, człowieka, wylšduje na Księżycu. Potem na szczęœcie nadeszło opamiętanie. To, co dzieje się obecnie, może nie jest tak spektakularne, jak postawienie stopy na Księżycu, ale jest dużo ważniejsze dla naszej planety i dobra całej ludzkoœci. Mam na myœli badania naukowe i obserwację Ziemi.

Sektor kosmiczny jest bardzo niedoinwestowany, więc w branży trwa ożywiona dyskusja na temat priorytetów. Poparcie społeczne i polityczne najłatwiej jest pozyskać wielkimi wizjami np. kolonizacji Marsa. Specjaliœci jednak uważajš, że to marnowanie pieniędzy i zamiast tego powinniœmy skupić się na obserwacji Ziemi. Zrozumienie procesów rzšdzšcych naszš planetš jest krytyczne dla przyszłoœci wszystkich istot jš zamieszkujšcych. Nie wiemy na przykład, czy przekroczyliœmy już próg, za którym zasoby Ziemi nie nadšżajš się odnawiać. Brak nam danych na ten temat. Tym, co może pomóc odpowiedzieć na to i wiele innych pytań, jest satelitarna obserwacja planety i ciężka praca naukowców. Š?

Paragraph body

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL