Kościół

Wyszyński. Drogowskaz nadziei i miłości

rp.pl
Anna Rastawicka Instytut Prymasa Wyszyńskiego. W latach 1969–1981 pracowała w Sekretariacie Prymasa Polski.

Papież Franciszek podpisał dekret o heroiczności cnót kard. Stefana Wyszyńskiego, któremu od tej chwili przysługuje oficjalnie tytuł Czcigodny Sługa Boży. Co świadczyło o jego heroizmie?

Anna Rastawicka: Przede wszystkim jego wiara, która dawała mu pokój i wolność. We wszystkim, co robił, był wolnym człowiekiem. Wiedział, że światem rządzi Bóg i nawet jeżeli zło zwycięża, to jedynie chwilowo. Najlepiej o tej heroicznej wierze świadczą jego „Zapiski więzienne". Uwięziony nie wpadał w popłoch, owszem, protestował przeciwko bezprawiu, ale nadal robił swoje, miał plan. Nie czas nim rządził, ale on czasem.

Heroiczna była również jego miłość do człowieka. Umiejętność przebaczania, ale bez zamazywania prawdy. Szacunek do każdego. Potrafił swoją modlitwą ogarniać także wszystkich tych, którym wydawało się, że są jego wrogami.

Pamięta pani jakąś sytuację, gdy ten heroizm był szczególnie widoczny?

Niedawno obchodziliśmy rocznicę wypadków na Wybrzeżu z grudnia 1970 r. Pamiętam, jak po tych wydarzeniach kardynał przyszedł do katedry w czasie jakiegoś nabożeństwa i powiedział, że chce za to wszystko wziąć odpowiedzialność na siebie. Tłumaczył: może nie dość mówiłem, nie dość wołałem... A w czasie obchodów milenium w 1966 roku, gdy władze mocno uderzały w Kościół, on tłumaczył wszystkim, że najważniejsze są miłość i przebaczenie. Nawoływał, byśmy nie zwalczali się wzajemnie, byśmy zachowali godność. A pierwszym programem, który ogłosił po milenium, była Społeczna Krucjata Miłości. Bardzo zależało mu, byśmy byli narodem tej dawnej chrześcijańskiej kultury. Narodem, który potrafi przebaczać, służyć innym i sobie nawzajem.

Dekret o heroiczności cnót to kolejny krok przybliżający beatyfikację Prymasa Tysiąclecia.

Modlitwa o beatyfikację kard. Wyszyńskiego trwa właściwie od jego śmierci. Choć jeszcze za jego życia my, którzy go dobrze znaliśmy, byliśmy przekonani o jego świętości. Często świętość kojarzy się ludziom z czymś nadzwyczajnym. Tymczasem to przede wszystkim obecność Boga w nas, odkrycie tej obecności i otwarcie się na nią. To zwyczajność, ale ogarnięta przez Boga. Prymas Wyszyński mówił, że Kościół ogłasza ludzi świętymi po to, żebyśmy mieli drogowskazy, które pokazują nam drogę do Boga. I takim drogowskazem był i jest on sam. Jest drogowskazem nadziei, którą mamy pokładać w Bogu, miłości do człowieka i zaufania do Matki Bożej, którą prymas Wyszyński uważał za szczególny dar dla naszego narodu.

Kiedy umierał, powiedział, że przyjdą nowe czasy, które będą wymagały nowych świateł. I Bóg je nam da w odpowiednim momencie. A Matka Boża w Polsce słabsza nigdy nie będzie, choćby i ludzie się zmieniali.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL