Prawo nie chroni klientów upadłych biur podróży - wyrok Sądu Najwyższego

aktualizacja: 19.10.2015, 06:55
Foto: 123RF

Po bankructwie biura, mimo unijnej dyrektywy, nie ma gwarancji sprowadzenia turystów do kraju.

REDAKCJA POLECA

– Za granicę trzeba jechać z zapasem pieniędzy, żeby mieć za co wrócić – to słowa sędziego SN Mirosława Bączka. Padły w uzasadnieniu wyroku w sprawie, jaką marszałek województwa wielkopolskiego wytoczył Skarbowi Państwa. Domagał się pieniędzy, które wydał na ściągnięcie z Egiptu w lipcu 2012 r. 400 klientów upadłego Biura Alba Tour.

Ludzki marszałek

Z gwarancji, którą miało biuro, marszałek wypłacił 209 tys. zł. Art. 5 ust. 4 ustawy o usługach turystycznych upoważnia go do rozdysponowania gwarancją na pokrycie kosztów powrotu turystów do kraju. W połowie tego roku dodano ust. 5a, który precyzuje, że w razie niewypłacalności biura marszałek angażuje się w organizację powrotu turystów, jeśli nie zapewnia go biuro.

Do sprowadzenia turystów musiał jednak dopłacić 270 tys. zł z własnego budżetu. I teraz zażądał ich od państwa. Jako postawę wskazał art. 49 ust. 1 ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego. Mówi on, że na zadanie zlecone z administracji rządowej oraz inne zlecone ustawami samorząd dostaje z budżetu dotacje celowe.

Niepełna ochrona

Poznańskie sądy Okręgowy i Apelacyjny oddaliły żądanie. Uznały, że poza uruchomieniem gwarancji marszałek nie miał innego zadania.

– Nowelizacja potwierdziła jednak obowiązek marszałka – przekonywała przed Sądem Najwyższym pełnomocnik marszałka, mecenas Małgorzata Ratajczak. I mówiła, że marszałek działał pod presją sytuacji, ale sprawnie i humanitarnie, czego nikt nie kwestionował.

Prokuratoria Generalna odmawiała refundacji.

– Marszałek nie miał obowiązku ani wykładać własnych pieniędzy, ani sprowadzać turystów – mówił radca PG Konrad Borowiec.

SN przyznał mu rację.

– To trudny dla SN wyrok – zaczął sędzia Bączyk. – Z jednej strony marszałek działał szybko i humanitarnie, z drugiej uszczuplił budżet województwa. Zasadą jest, że organy władzy działają na podstawie i w granicach prawa, a nie możemy dopatrzyć się umocowana marszałka do organizowania powrotu. On miał tylko uruchomić pieniądze z gwarancji.

Sędzia wytknął też, że nie ma wciąż w Polsce systemu pełnej ochrony turystów. Marszałek wciąż bowiem nie ma jak sprawdzić, czy gwarancja pokryje powrót turystów biur, które zbankrutowały. Większość biur wykupuje zaś gwarancje na minimalnym wymaganym przez prawo poziomie.

– Państwo powinno gwarantować turystom zwrot przedpłat i powrót do kraju, ale Polska nie wdrożyła w pełni dyrektywy 90/314. Wymagałoby to np. utworzenia specjalnego funduszu bądź dodatkowych gwarancji. Poszkodowani mogą się jednak domagać od państwa odszkodowań – mówi dr Piotr Cybula, radca prawny.

– Skoro marszałka obciążono obowiązkiem pomocy, to powinny być na to przeznaczone odpowiednie pieniądze – mówi z kolei Wiktor Wojciechowski, ekonomista z fundacji FOR. – Bez tego ochrona jest pozorna. Jak jest dobrze, jest OK. Jak jest potrzebna pomoc, to się okazuje, że szwankuje.

Sygn. akt II CSK 836/14

Opinia dla „Rz"

Stefan Płażek, ?specjalista od prawa samorządu terytorialnego z Uniwersytetu Jagiellońskiego

Sprowadzenie rodaków z zagranicy w razie bankructwa biura turystycznego to obowiązek publiczny. Niezależnie od takich czy innych przepisów prawa turystycznego państwo ma obowiązek przyjść obywatelom w niebezpieczeństwie z pomocą. Praworządnie działający urząd nie pyta o koszty, ale ratuje. Chodzi przecież o zagrożenie najcenniejszych dóbr: zdrowia i życia ludzkiego. Sądy odmawiające zrefundowania samorządowi wydatków na taką pomoc wysyłają fatalny sygnał, że udzielający pomocy mogą narazić się na wydatki, które nie zostaną mu zwrócone.

POLECAMY

KOMENTARZE