Frankowicze kontra banki: Kiedy zaskarżyć do sądu umowę kredytową

aktualizacja: 19.04.2017, 12:02
Foto: 123RF

Z roszczeniem może wystąpić każdy, kto ma w umowie wpisaną niedozwoloną klauzulę, np. dotyczącą waloryzacji czy zmiany oprocentowania.

REDAKCJA POLECA

Generalnie podstawą dochodzenia roszczeń frankowiczów jest przede wszystkim art. 385(1) i następne kodeksu cywilnego o niedozwolonych postanowieniach umownych w obrocie z konsumentami.

Niedozwolone klauzule

Jeżeli więc w umowie o udzielenie kredytu hipotecznego jest klauzula rażąco naruszająca interesy konsumenta, to powinna być bezskuteczna. Skutki zastosowania takich klauzul są nieco odmienne w kredytach indeksowanych i denominowanych. W indeksowanych stwierdzenie abuzywności klauzuli waloryzacyjnej oznacza, że kredytobiorca zobowiązany jest zwrócić bankowi kwotę, którą mu wypłacono, powiększoną tylko o oprocentowanie określone w umowie.

Konsekwencją zastosowania w umowie niedozwolonych klauzul jest wystąpienie, zwykle w tym samym pozwie, o zwrot nienależnego świadczenia (art. 410 k.c.). A jest tak, bo klauzule dotyczące waloryzacji czy ubezpieczenie niskiego wkładu nie są wiążące od początku umowy.

Kredytobiorca może się też powołać na art. 471 k.c. dotyczący odpowiedzialności banku za nienależyte wykonanie zobowiązania. Bank bowiem naliczał raty w nadmiernej wysokości na podstawie klauzul abuzywnych.

Jeśli zatem frankowicz ma kredyt indeksowany, to może żądać zwrotu nadpłaty, czyli różnicy między kwotą należnych spłat (rat kredytu policzonych bez zastosowania klauzuli indeksacyjnej) a sumą rat spłaconych. Wysokość nadpłaty będzie różna w zależności od kursu waluty z dnia zaciągnięcia kredytu, okresu spłacania kredytu i jego wysokości.

Gdy w umowie jest też zapis dotyczący ubezpieczenia niskiego wkładu własnego, dochodzić należy zwrotu sumy zapłaconych z tego tytułu składek.

O tym, że warto iść do sądu, przekonało się już np. 1247 uczestników pozwu zbiorowego przeciwko mBankowi. Łódzki Sąd Okręgowy i Apelacyjny orzekły, że bank ma im zapłacić odszkodowanie za stosowanie zbyt ogólnikowej klauzuli dotyczącej zmiany stopy oprocentowania rat kredytu nominowanego we frankach. Przeciętny klient stracił według ich wyliczeń 6,5 tys. zł i to tylko od stycznia 2009 r. do lutego 2010 r. Sąd Najwyższy nakazał jednak dokładniejsze zbadanie strat.

Skutek unieważnienia umowy

W przypadku kredytów denominowanych skutek abuzywności jest dalej idący, bo gdy bank ustala kurs franka do określenia kwoty kredytu, to kwota nie jest precyzyjnie określona. A to oznacza, że cała umowa jest nieważna. Takie sytuacje są jednak rzadsze. Orzeczenie nieważności umowy, tutaj kredytowej, oznacza konieczność traktowania świadczeń spełnionych przez jej strony jako nienależnych w rozumieniu art. 410 k.c. Oznacza to, że kredytobiorcy przysługiwać będzie roszczenie o zwrot wszelkich kwot zapłaconych bankowi w związku z wykonywaniem umowy kredytowej, a bankowi roszczenie o zwrot kwoty faktycznie wypłaconego kredytu (co nie wyklucza wzajemnego potrącenia zobowiązań).

Zwrot faktycznie spełnionych wzajemnych świadczeń nie wyczerpuje jednak wszystkich roszczeń, które mogą być zgłoszone w takiej sytuacji. Korzystanie przez kredytobiorcę z kapitału bez wynagrodzenia w postaci prowizji i odsetek może zostać uznane za źródło jego wzbogacenia (odpowiadającego uczciwemu kosztowi pozyskania kapitału), a jego zwrotu, jako bezpodstawnego, bank mógłby się od niego domagać. Tak wynika z uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie z 22 sierpnia 2016 r. (sygn. IIIC 1073/14). W tej sprawie sędzia Grzegorz Chmiel uznał jednak za nieważną umowę kredytu indeksowanego i zasądził od banku na rzecz Barbary B. 85,9 tys. zł wraz z ustawowymi odsetkami.

Adwokat Marcin Szymański, partner w kancelarii Drzewiecki, Tomaszek i Wspólnicy, uważa jednak, że jeżeli nawet ekonomicznym skutkiem takiego wyroku będzie uzyskanie przez konsumentów kredytu na warunkach korzystniejszych od rynkowych, to będzie to skutek zamieszczenia w umowie klauzuli sprzecznej z prawem, a więc zawinienia banku.

Ocena ryzyka

Zanim jednak kredytobiorca podejmie decyzję o drodze sądowej i zleci kancelarii prowadzenie sprawy, powinien sam ustalić, czego może realnie domagać się od banku, jakie są szanse na wygraną i jakie koszty procesu aż do zakończenia sprawy – co może nastąpić dopiero przed Sądem Najwyższym.

Najlepiej składać pozew, gdy szanse na wygraną są znaczne, a koszty jak najniższe. Na to drugie frankowicz ma pewien wpływ. Koszty w dużej mierze zależą bowiem od wyboru kancelarii i formy procesu: indywidualny czy zbiorowy.

Najpierw zatem należy przestudiować umowę i ustalić, jakiego rodzaju kredytu dotyczy: indeksowanego czy denominowanego, oraz jakie potencjalne klauzule niedozwolone może zawierać.

Przedawnienie

Roszczenie o zwrot przedawnia się z upływem dziesięciu lat od terminu świadczenia. Trzeba jednak pamiętać, że przedawnieniu ulegają roszczenia pieniężne, np. roszczenie o zwrot nienależnego świadczenia, nie zaś sama możliwość stwierdzenia, że postanowienie umowne jest abuzywne. Dziesięcioletni termin przedawnienia roszczeń nie rozpoczyna biegu od daty zawarcia umowy, lecz od dat płatności poszczególnych rat. Przedawnienie dla każdej raty biegnie osobno.

Jeśli zatem umowa kredytu została podpisana np. 15 kwietnia 2007 r., a pierwsza rata spłacona 15 maja 2007 r., to prawo dochodzenia roszczeń minie 15 maja 2017 r. dla tej raty, a dla kolejnej 15 czerwca 2017 r.

Zwlekanie z pozwem grozi więc przedawnieniem starszych roszczeń. Jeśli ktoś się waha, to najpierw może zawezwać bank do próby ugodowej. W ten sposób bowiem skutecznie przerywa bieg przedawnienia i bez straty roszczenia zyskuje czas. Jest to ważne zwłaszcza w przypadku kredytów zaciągniętych w 2006 i 2007 r., a tych jest najwięcej.

PORADNIK FRANKOWICZA

Walczymy z bezprawnymi klauzulami

Pozew zbiorowy czy indywidualny

Z pomocą rzecznika finansowego może być łatwiej i taniej

Sprawdź, jak wygrać z bankiem

Nie zawsze pewne przerwanie przedawnienia

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: m.domagalski@rp.pl

POLECAMY

KOMENTARZE