Petro Poroszenko przecina rosyjską sieć

aktualizacja: 17.05.2017, 20:34
Wpływ rosyjskich mediów nie jest głównym zmartwieniem prezydenta Ukrai...
Wpływ rosyjskich mediów nie jest głównym zmartwieniem prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki. Od miesięcy w sondażach ustępuje on byłej premier Julii Tymoszenko.
Foto: AFP

Miliony Ukraińców pozostaną bez rosyjskich mediów społecznościowych. To walka z propagandą Kremla.

REDAKCJA POLECA

Prezydent Petro Poroszenko podpisał rozporządzenie, zgodnie z którym rosyjskie sieci społecznościowe nie będą mogły prowadzić działalności na terenie Ukrainy. Chodzi o popularne w krajach byłego Związku Radzieckiego portale vkontakte.ru, odnoklassniki.ru, mail.ru oraz najpopularniejszą w Rosji wyszukiwarkę yandex.ru. Według danych firmy Gemius, która bada rynek internetowy, Vkontakte jest najpopularniejszym serwisem społecznościowym na Ukrainie. Korzysta z niego 5,4 mln ukraińskich internautów. Odnoklassniki (portal zrzeszający kolegów ze szkoły) odwiedza 3 mln Ukraińców. Dopiero na trzecim miejscu według popularności znajduje się amerykański Facebook. Konto tam posiada 2,1 mln ukraińskich użytkowników sieci.

O możliwej blokadzie rosyjskich sieci społecznościowych mówił niedawno doradca szefa ukraińskiego MSW Zorian Szkiriak. Według niego ukraińska przestrzeń informacyjna ma całkiem „zostać wyzwolona od rosyjskiej propagandy".

Propaganda Kremla to niejedyny problem dla władz w Kijowie. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy podaje, że zaobserwowała aktywizację grup w vkontakte, które nawołują do zamieszek w różnych ukraińskich miastach.

Wcześniej Kijów już zablokował rosyjskie stacje telewizyjne oraz ograniczył dostęp na ukraiński rynek dla niektórych rosyjskich książek.

– W Rosji już nic nie pozostało z niezależnych mediów. Prawie wszyscy pracują dla Kremla. Rosyjskie sieci społecznościowe nie tylko odgrywają rolę propagandystów, ale i prowadzą działalność wywiadowczą. Manipulują opinią Ukraińców i władze w Kijowie wyciągają z tego wnioski – mówi „Rzeczpospolitej" znany ukraiński politolog Ołeksandr Palij.

Co ciekawe, podczas ostatniego Majdanu w Kijowie za pomocą vkontakte skrzykiwali się zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy prezydenta Wiktora Janukowycza. Wtedy założyciel portalu Paweł Durow ujawnił, że rosyjskie służby nalegały na ujawnienie danych osobistych uczestników grupy „Euromajdan". Durow odmówił, ale już niebawem został usunięty ze stanowiska dyrektora generalnego, a serwis przejęli ludzie Kremla. W 2014 roku założyciel vkontakte wyjechał za granicę i od tamtej pory nie wrócił do Rosji.

Dzisiaj w rosyjskich sieciach roi się od grup wspierających „rosyjski Krym" i separatystyczne republiki doniecką i ługańską. Nie brakuje również takich, którzy nawołują do dalszego podziału Ukrainy, np. do utworzenia „republiki charkowskiej".

W Moskwie jednak twierdzą, że chodzi tu przede wszystkich o wolność słowa. – Kijowska junta, która władzę utrzymuje wyłącznie za pomocą terroru, próbuje zabronić kontaktować się Ukraińcom ze swoimi przyjaciółmi w Rosji. Ciekawe, czy Zachód zabierze głos w tej sprawie, czy tak jak wcześniej będzie milczał – mówi „Rzeczpospolitej" Siergiej Markow, moskiewski politolog blisko związany z Kremlem.

– Wszystkie wywiady świata wykorzystują sieci społecznościowe i zbierają informacje. Nie mam wątpliwości, że amerykańskie służby robią to przez Facebook. Ale to nie oznacza, że trzeba zakazywać sieci społecznościowych – dodaje.

Oprócz blokady rosyjskich sieci Poroszenko poszerzył sankcje personalne wobec tych, którzy nielegalnie odwiedzają Krym oraz wspierają rosyjskie działania w Donbasie.

Zakaz wjazdu na Ukrainę ma już ponad 1200 osób. Większość to Rosjanie, ale są tam również politycy, dziennikarze oraz działacze organizacji skrajnie prawicowych, m.in. z USA, Francji, Bułgarii, Czech. Znalazło się tam również kilku Polaków ze skrajnie prawicowych ugrupowań. Wszystkich tych ludzi łączy, jeżeli nie sympatia do Putina, to na pewno poglądy antynatowskie oraz antyunijne.

Interesujące, że Poroszenko podejmuje drażniące Rosję decyzje w czasie, gdy pojawiają się doniesienia o jego kontaktach telefonicznych z Władimirem Putinem. O tym, że prezydenci raz na jakiś czas rozmawiają ze sobą, informował ostatnio rosyjski wpływowy dziennik „Kommiersant".

Według tych doniesień Poroszenko i Putin w trakcie dotychczasowych rozmów próbowali żartować, by nie doprowadzić do kłótni. Na początku Kijów zaprzeczał tym informacjom, ale kilka dni temu ukraiński prezydent potwierdził, że dzwonił niedawno na Kreml. Ale, zapewnił, rozmawiał wyłącznie o uwolnieniu jeńców.

Znany ukraiński analityk wojskowy kpt. Ołeksij Arestowycz, powołując się na źródło w administracji prezydenta Ukrainy, twierdzi, że Putin wielokrotnie już oszukał Poroszenkę. – Rozmawiali przed podpisaniem „porozumień mińskich" w lutym 2015 roku i Putin obiecał, że pozostawi ukraińskim siłom Debalcewe. Nie zrobił tego. Obiecał też, że nie ruszy interesów Poroszenki w Rosji, ale ruszył. Miał wycofać swoich żołnierzy z Ukrainy. Są tu do dzisiaj – mówi „Rzeczpospolitej" Arestowycz. – Nie mają dobrych relacji. Napięcie rośnie – dodaje.

POLECAMY

KOMENTARZE