Ukraina: Drugie wcielenie stingerów

aktualizacja: 07.08.2017, 17:20
Amerykański żołnierz strzela z wyrzutni Javelin w czasie ćwiczeń „Sabe...
Amerykański żołnierz strzela z wyrzutni Javelin w czasie ćwiczeń „Saber Strike” w Estonii w ubiegłym roku
Foto: Wikipedia

Dzięki wyrzutniom Javelin Rosjan może spotkać w Donbasie taki sam los, jak przed 30 laty w Afganistanie.

REDAKCJA POLECA

Amerykańska prasa poinformowała, że Pentagon i Departament Stanu opracowały plan dostaw „defensywnej broni” armii ukraińskiej.

Dotychczas to Rosja zaopatrywała donieckich separatystów w broń, sprzęt, informacje wywiadowcze, dowódców i instruktorów. W razie konieczności do akcji wkraczała regularna armia rosyjska (np. w sierpniu 2014 roku pod Iłowajskiem czy w lutym 2015 roku pod Debalcewo) – czemu Kreml oficjalnie i energicznie zaprzecza.

Wyrzutnie nowej generacji

Obecnie duże zdenerwowanie Moskwy wywołała informacja o możliwych dostawach ręcznych wyrzutni przeciwpancernych Javelin i nieznanych bliżej rodzajów amerykańskiej broni przeciwlotniczej oddziałom ukraińskim na froncie w Doniecku.

Według ekspertów wojskowych javeliny – o które Kijów zabiega od 2014 roku – są jednymi z najlepszych na świecie ręcznych pocisków przeciwpancernych. Nigdy jednak nie były używane w walce przeciw czołgom rosyjskim czy pozostałym jeszcze po armii ZSRR. Jedyny raz powstańcy syryjscy w 2016 roku trafili jedną z najnowszych rosyjskich maszyn T-90 ze starszego typu amerykańskiej wyrzutni TOW. Czołg nie został nawet poważnie uszkodzony.

Javelin różni się jednak od innych broni przeciwpancernej tym, że nie uderza wprost w czołg, ale eksploduje nad nim – tam, gdzie pancerz jest najsłabszy. Ale najnowsze rosyjskie czołgi mają nowy rodzaj pancerza o nazwie Relikt, który chroni je również przed atakami z góry.

„Amerykańscy generałowie na pewno chcieliby przeprowadzić test. A jeśli się okaże, że armia nie posiada efektywnej broni przeciw rosyjskim czołgom, no to będzie problem” – napisała agencja Bloomberg. Tym bardziej że jedna wyrzutnia kosztuje 126 tys. dolarów, a każda rakieta – kolejne 78 tys.

Także Rosja traktuje wojnę pozycyjną w Donbasie jako poligon swojej najnowszej broni. Testy do tej pory wypadły na jej korzyść. Ukraińska armia otrzymała amerykański sprzęt łączności i drony, jednak taki sam sprzęt separatystów (czyli armii rosyjskiej) okazał się bardziej zaawansowany technologicznie.

– W Donbasie nie toczą się już walki pancerne – powiedział rosyjski analityk wojskowy Wasilij Kaszin, próbując podważyć sens wysyłania javelinów na Ukrainę. Ale amerykański wysłannik Kurt Volker pod koniec czerwca przekonał się na własne oczy na tamtejszej linii frontu, na czym polega problem. Separatyści podjeżdżają czołgami w pobliże pozycji ukraińskich, oddają dwa, trzy strzały i wycofują się. – Gdyby nasze siły strzelały z wyprzedzeniem, na froncie błyskawicznie zapadłaby cisza – uważa ukraiński analityk Ołeh Żdanow.

Według kolejnego analityka, Aleksija Arestowycza, ukraińska armia potrzebuje 1500 amerykańskich wyrzutni na linii frontu i dodatkowo 500–1000 na zapleczu. Przy takiej ilości broni straty w rosyjskich czołgach zaczęłyby błyskawicznie rosnąć. Według ekspertów „Rosja posiada wystarczającą ilość pieniędzy i determinacji, by bronić separatystów”, co oznaczałoby rosnące dostawy coraz nowocześniejszych czołgów do Donbasu. – Poddanie ich (Doniecka i Ługańska) oznaczałoby utratę przez Putina aury niezwyciężoności (wygrał on do tej pory wojny w Czeczenii, Gruzji i wygrywa w Syrii – red.) – uważa rosyjski analityk Leonid Berszadskij. Rosyjski przywódca nie dopuści do tego, przede wszystkim z powodu przyszłorocznych wyborów prezydenckich, w których chce startować (choć nie ogłosił jeszcze tego publicznie). A to może oznaczać, że Moskwa zacznie być znów bezpośrednio wciągana w wojnę w Donbasie, tym razem ponosząc bardzo dotkliwe straty.

Broń dla Iranu

Rosjanie jednak zorientowali się już w wojskowych i politycznych niebezpieczeństwach. jakie niosą amerykańskie dostawy. – To się nie ograniczy do ukraińskiego teatru działań. Istnieje cała gama uzbrojenia, które możemy sprzedać Iranowi (w odpowiedzi na javeliny – red.), nie naruszając embarga nałożonego przez ONZ – powiedział Kaszin. Inni sugerują, że dla uniknięcia międzynarodowych konsekwencji swą najnowszą broń Rosjanie mogą formalnie sprzedać Syrii, a ta zaoferuje jej leasing Teheranowi.

Jednak projekt amerykańskich dostaw zawiera klauzulę, według której broń powinna zostać rozmieszczona kilkanaście kilometrów za linią frontu. Wygląda to tak, jakby miały tworzyć drugą linię obrony.

Sam Kijów coraz bardziej obawia się rosyjskich ćwiczeń „Zapad 2017”, które zaczną się we wrześniu. Pod pozorem szykowania się do nich Kreml ściąga wojska na swą zachodnią granicę. – Na naszej granicy pojawiły się kolejne trzy rosyjskie dywizje zmechanizowane. Wszystko świadczy o tym, że są one przeznaczone do prowadzenia szybkich natarć – powiedział pod koniec lipca szef sztabu armii ukraińskiej, generał Wiktor Mużenko. – Dają im najnowsze czołgi T-90, a to nie jest broń defensywna – dodał jego były zastępca, generał Igor Romanienko.

Jednak rosyjskie manewry zaczynają się we wrześniu, a Waszyngton nie podjął jeszcze nawet decyzji, czy chce dostarczyć broń Ukrainie. – W administracji Trumpa istnieje kakofonia poglądów, każdy członek jego ekipy ma własny pogląd na Rosję. Nie ma tej jedności, jaką prezentowały ekipa Obamy czy Busha młodszego – powiedział ekspert Andriej Suszcziencow.

POLECAMY

KOMENTARZE