Konflikt izraelsko-palestyński

Izrael zrzuca winę na Hamas

Pogrzeb Mohammeda Dwedara, 27-letniego Palestyńczyka z Gazy – jednej z 60 ofiar poniedziałkowej masakry
AFP
Palestyńczycy w żałobie po kilkudziesięciu zabitych przez izraelską armię. Groźba kolejnych starć jest bardzo realna.

Dzień po poniedziałkowej tragedii w Strefie Gazy panował względny spokój. Palestyńczycy zajęci byli grzebaniem poległych. W sumie podczas próby sforsowania muru oddzielającego Gazę od Izraela zginęło 60 osób. Ponad 2700 jest rannych, z tego połowa ma rany postrzałowe.

Reakcja władz izraelskich wywołała oburzenie na świecie. Była też przedmiotem wymiany zdań w Brukseli, gdzie szef irańskiej dyplomacji Dżawad Zarif spotkał się z przedstawicielami Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii, a także z Federicą Mogherini, która w UE zajmuje się sprawami zagranicznymi. Spotkanie poprzedziło środową dyskusję przywódców państw UE na nieformalnym szczycie w Sofii. Będzie ona dotyczyła wypowiedzianego przez USA porozumienia atomowego z Iranem, z którego nie zamierzają rezygnować pozostali sygnatariusze.

Prawo do demonstracji

Sprawa porozumienia z Iranem zeszła chwilowo na dalszy plan po masakrze w Strefie Gazy. W Waszyngtonie uznano, że odpowiedzialność za tragedię ponosi radykalny Hamas sprawujący kontrolę nad strefą. Reakcja armii izraelskiej została więc „celowo i cynicznie" sprowokowana przez Hamas, a Izrael „ma prawo do samoobrony". Waszyngton nie widzi też związku pomiędzy protestami a przeniesieniem w poniedziałek ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy.

Prezydent Emmanuel Macron potępił jako pierwszy z światowych liderów działania Izraela. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan nazwał działania armii przejawem „państwowego terroru". Kilka krajów wezwało ambasadorów z Tel Awiwu na konsultacje. – Apelujemy do Izraela o poszanowanie prawa Palestyńczyków do pokojowych protestów – czytamy w oświadczeniu polskiego MSZ. Jest w nim także mowa o konieczności „przestrzegania zasady proporcjonalnego użycia siły".

Władze Autonomii Palestyńskiej ogłosiły trzydniową żałobę oraz strajk generalny. We wtorek rozpoczął się ramadan, będący zazwyczaj okresem antyizraelskich demonstracji Palestyńczyków. Tego samego dnia przypadała też 70. rocznica Nakby, czyli Dnia Katastrofy Palestyńczyków. Jest obchodzona 15 maja każdego roku, w dzień po rocznicy Deklaracji Niepodległości Izraela z 14 maja 1948 roku.

Jest więc obawa, że napięcie może narastać także w następnych dniach. Izraelska armia nie ma zamiaru zmieniać taktyki wobec Palestyńczyków pragnących przedostać się do Izraela w symbolicznym Marszu Powrotu, który przypomina o zagarnięciu palestyńskiej ziemi przez państwo żydowskie.

Jednocześnie Gilad Erdan, szef izraelskiego MSW, zapowiedział powrót do strategii fizycznej eliminacji liderów Hamasu. – Szef Hamasu Yahya Sinwar i inni liderzy deklarowali, że pragną zginąć w pobliżu muru granicznego. Pozwólmy im na to – powiedział Erdan w wtorkowym wywiadzie dla „Jediot Achronot".

– Zdecydowana większość Izraelczyków nie wykazuje żadnego zainteresowania tragicznymi wydarzeniami w Gazie. Izrael wycofał się ze Strefy, wysiedlając przy tym przymusowo tysiące żydowskich osadników i ten fakt jest postrzegany jako usprawiedliwienie działań armii – tłumaczy „Rzeczpospolitej" Avi Scharf kierujący redakcją online dziennika „Haarec", krytycznego wobec rządu premiera Beniamina Netanjahu.

Europa kontra USA

Premier święci triumfy po realizacji przez Donalda Trumpa najważniejszych postulatów, o które zabiegał. Prócz przeniesienia ambasady USA do Jerozolimy było to także wypowiedzenie porozumienia atomowego z Iranem. Gwarantuje ono, że Teheran nie będzie się starał o zdobycie broni nuklearnej w zamian za zniesienie sankcji gospodarczych umożliwiających kontakty handlowe ze światem.

Decyzja Trumpa nie oznacza jednak, iż porozumienie to staje się automatycznie martwe. Pozostała piątka sygnatariuszy zamierza utrzymać go przy życiu. Oprócz Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, także Chiny i Rosja. – Nie będzie to łatwe – przyznał we wtorek Heiko Maas, szef niemieckiego MSZ. Rzeczą praktycznie niewykonalną jest zapewnienie ochrony europejskim firmom, które miały utrzymywać kontakty gospodarcze z Iranem w sytuacji, gdy USA grożą im sankcjami.

Dwa duże koncerny Siemens oraz Maersk zapowiedziały już, że nie zaryzykują konfrontacji z USA. W dodatku Iran daje europejskiej trójce 60 dni na poszukiwania rozwiązania. Ultimatum Teheranu sprowadza się do gwarancji, że w razie utrzymania porozumienia jego obecni sygnatariusze będą bronić interesów Iranu przed kolejnymi działaniami administracji Trumpa. – Szanse obowiązywania porozumienie oceniam na pół na pół – mówi „Rzeczpospolitej" sir Richard Dalton, były ambasador brytyjski w Iranie. Właściwie jedyną szansą na utrzymanie porozumienia byłoby wynegocjowanie nowych warunków, o czym mówił Trump przed tygodniem. Na to się nie zanosi. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL