Reklama

Czy czeka nas trzecia intifada Palestyńczyków?

Nie wiadomo, czy w ślad za deklaracją w sprawie Jerozolimy prezydent USA przedstawi jakiś plan pokojowy. Na razie na to nie wygląda.

Aktualizacja: 08.12.2017 09:29 Publikacja: 07.12.2017 17:50

Ismail Hanija, szef Hamasu

Ismail Hanija, szef Hamasu

Foto: Shutterstock

Pierwsze protesty Palestyńczyków miały miejsce już w środę w Gazie. Jeszcze przed deklaracją Donalda Trumpa uznającą Jerozolimę za stolicę Izraela i przeniesienia tam ambasady USA. W czwartek doszło do starć z policją i zamieszek na okupowanym Zachodnim Brzegu.

Największa fala protestów spodziewana jest w piątek po muzułmańskich modlitwach. Radykalny Hamas, w którego władaniu jest Strefa Gazy, nawołuje do trzeciego w ostatnich dwu dekadach powstania palestyńskiego. – To wypowiedzenie wojny Palestyńczykom – mówi Ismail Hanija, szef Hamasu.

Nie widać jednak, aby wściekłość Palestyńczyków przybierała postać intifady. Na Zachodnim Brzegu ogłoszono strajk generalny. Izraelska armia i siły policyjne są w stanie pogotowia.

Oburzenie w świecie muzułmańskim jest ogromne, ale jak na razie nie sposób ocenić, jakie osiągnie ostatecznie rozmiary. W piątek zbiera się Rada Bezpieczeństwa ONZ, w sobotę obradować będzie Liga Państw Arabskich, a w środę Organizacja Współpracy Islamskiej. Od przyjętych na tych gremiach decyzji zależeć będzie nie tylko dalszy przebieg protestów ale i losy martwego od lat procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie.

Wśród obserwatorów wydarzeń w tej części świata przeważa pogląd, że w obecnej sytuacji o palestyńsko-izraelskich negocjacjach pokojowych można na długo zapomnieć. – Nic nie wskazuje na to, aby USA miały jakiś plan, na podstawie którego można by mówić o szansach na pewne uregulowanie konfliktu – mówi „Rzeczpospolitej” sir Richard Dalton, były brytyjski konsul generalny w Izraelu.

Reklama
Reklama

Niewykluczone, że pojawią się na ten temat nowe informacje w czasie wizyty w Izraelu za dwa tygodnie wiceprezydenta Mike’a Pence’a. Ma on również odwiedzić Betlejem i przyjęcie, z jakim się tam spotka, świadczyć będzie o nastrojach Palestyńczyków i władz Autonomii Palestyńskiej.

Waszyngton liczy na to, że po fali początkowego oburzenia środowisk muzułmańskich przyjdzie czas na refleksję i reanimację procesu pokojowego trwającego formalnie od palestyńsko-izraelskiego porozumienia pokojowego z Oslo w 1993 roku. Zakładało ono powstanie państwa palestyńskiego (tzw. two state solution).

W końcu Trump nie użył ani razu terminu „zjednoczona” Jerozolima ani też nie twierdził, że będzie stolicą państwa żydowskiego na zawsze. Takie określenia zawiera izraelska ustawa konstytucyjna z 1980 roku o statusie Jerozolimy jako stolicy państwa.

Donald Trump oświadczył też, że jego deklaracja nie przesądza o przyszłym statusie Jerozolimy, zakresie suwerenności nad miastem oraz jego granicami. – O tych sprawach powinny zadecydować zainteresowane strony – powiedział Trump. Słowa te można interpretować jako furtkę bezpieczeństwa dla przyszłych rozmów pokojowych.

– Problem w tym, że Trump nie dokonał w swym przemówieniu podziału na zachodnią i wschodnią część miasta, co wskazuje, że traktuje całe miasto jako część państwa żydowskiego – tłumaczy Richard Dalton. Tymczasem w rozumieniu prawa międzynarodowego wschodnia Jerozolima jest terytorium okupowanym od wojny w 1967 roku. Nie jest więc uznawana ani de facto, ani de iure za część państwa żydowskiego. Deklaracja Trumpa sugeruje, że ta część tworzy jedność z zachodnią i pełni funkcję stolicy. Przy tym prawo międzynarodowe zakazuje akwizycji terytorium przy użyciu siły.

„Stawianie sprawy w taki sposób, jak to uczynił Trump, jest sprzeniewierzeniem statusu gwaranta procesu pokojowego i kwestionowaniem porozumienia z Oslo początkującego ten proces” – pisze w swej ekspertyzie Hussein Ibish z prestiżowego waszyngtońskiego Arab Gulf States Institute in Washington (AGSIW).

Reklama
Reklama

W Izraelu decyzja Trumpa została przyjęta z radością. Premier Beniamin Netanjahu jest przekonany, że w ślady USA pójdą obecnie inne państwa. Relacje na ten temat są oczywiście na czołowych miejscach wszystkich izraelskich mediów. – Deklaracja Trumpa nie wywołuje jednak większych emocji w społeczeństwie. Nikt nie ma przecież wątpliwości, że Jerozolima jest stolicą naszego kraju i żadna deklaracja niczego tu nie zmienia. W środowiskach prawicowych jest nieco inaczej, gdyż to tam oczekiwano z największą cierpliwością na oświadczenie amerykańskiego prezydenta – mówi „Rzeczpospolitej” Avi Scharf, szef internetowego serwisu „Haaretz”.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama