Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Konflikt izraelsko-palestyński

Czy czeka nas trzecia intifada Palestyńczyków?

Ismail Hanija, szef Hamasu
Shutterstock
Nie wiadomo, czy w ślad za deklaracją w sprawie Jerozolimy prezydent USA przedstawi jakiś plan pokojowy. Na razie na to nie wygląda.

Pierwsze protesty Palestyńczyków miały miejsce już w środę w Gazie. Jeszcze przed deklaracją Donalda Trumpa uznającą Jerozolimę za stolicę Izraela i przeniesienia tam ambasady USA. W czwartek doszło do starć z policją i zamieszek na okupowanym Zachodnim Brzegu.

Największa fala protestów spodziewana jest w piątek po muzułmańskich modlitwach. Radykalny Hamas, w którego władaniu jest Strefa Gazy, nawołuje do trzeciego w ostatnich dwu dekadach powstania palestyńskiego. – To wypowiedzenie wojny Palestyńczykom – mówi Ismail Hanija, szef Hamasu.

Nie widać jednak, aby wściekłość Palestyńczyków przybierała postać intifady. Na Zachodnim Brzegu ogłoszono strajk generalny. Izraelska armia i siły policyjne są w stanie pogotowia.

Oburzenie w świecie muzułmańskim jest ogromne, ale jak na razie nie sposób ocenić, jakie osiągnie ostatecznie rozmiary. W piątek zbiera się Rada Bezpieczeństwa ONZ, w sobotę obradować będzie Liga Państw Arabskich, a w środę Organizacja Współpracy Islamskiej. Od przyjętych na tych gremiach decyzji zależeć będzie nie tylko dalszy przebieg protestów ale i losy martwego od lat procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie.

Wśród obserwatorów wydarzeń w tej części świata przeważa pogląd, że w obecnej sytuacji o palestyńsko-izraelskich negocjacjach pokojowych można na długo zapomnieć. – Nic nie wskazuje na to, aby USA miały jakiś plan, na podstawie którego można by mówić o szansach na pewne uregulowanie konfliktu – mówi „Rzeczpospolitej” sir Richard Dalton, były brytyjski konsul generalny w Izraelu.

Niewykluczone, że pojawią się na ten temat nowe informacje w czasie wizyty w Izraelu za dwa tygodnie wiceprezydenta Mike’a Pence’a. Ma on również odwiedzić Betlejem i przyjęcie, z jakim się tam spotka, świadczyć będzie o nastrojach Palestyńczyków i władz Autonomii Palestyńskiej.

Waszyngton liczy na to, że po fali początkowego oburzenia środowisk muzułmańskich przyjdzie czas na refleksję i reanimację procesu pokojowego trwającego formalnie od palestyńsko-izraelskiego porozumienia pokojowego z Oslo w 1993 roku. Zakładało ono powstanie państwa palestyńskiego (tzw. two state solution).

W końcu Trump nie użył ani razu terminu „zjednoczona” Jerozolima ani też nie twierdził, że będzie stolicą państwa żydowskiego na zawsze. Takie określenia zawiera izraelska ustawa konstytucyjna z 1980 roku o statusie Jerozolimy jako stolicy państwa.

Donald Trump oświadczył też, że jego deklaracja nie przesądza o przyszłym statusie Jerozolimy, zakresie suwerenności nad miastem oraz jego granicami. – O tych sprawach powinny zadecydować zainteresowane strony – powiedział Trump. Słowa te można interpretować jako furtkę bezpieczeństwa dla przyszłych rozmów pokojowych.

– Problem w tym, że Trump nie dokonał w swym przemówieniu podziału na zachodnią i wschodnią część miasta, co wskazuje, że traktuje całe miasto jako część państwa żydowskiego – tłumaczy Richard Dalton. Tymczasem w rozumieniu prawa międzynarodowego wschodnia Jerozolima jest terytorium okupowanym od wojny w 1967 roku. Nie jest więc uznawana ani de facto, ani de iure za część państwa żydowskiego. Deklaracja Trumpa sugeruje, że ta część tworzy jedność z zachodnią i pełni funkcję stolicy. Przy tym prawo międzynarodowe zakazuje akwizycji terytorium przy użyciu siły.

„Stawianie sprawy w taki sposób, jak to uczynił Trump, jest sprzeniewierzeniem statusu gwaranta procesu pokojowego i kwestionowaniem porozumienia z Oslo początkującego ten proces” – pisze w swej ekspertyzie Hussein Ibish z prestiżowego waszyngtońskiego Arab Gulf States Institute in Washington (AGSIW).

W Izraelu decyzja Trumpa została przyjęta z radością. Premier Beniamin Netanjahu jest przekonany, że w ślady USA pójdą obecnie inne państwa. Relacje na ten temat są oczywiście na czołowych miejscach wszystkich izraelskich mediów. – Deklaracja Trumpa nie wywołuje jednak większych emocji w społeczeństwie. Nikt nie ma przecież wątpliwości, że Jerozolima jest stolicą naszego kraju i żadna deklaracja niczego tu nie zmienia. W środowiskach prawicowych jest nieco inaczej, gdyż to tam oczekiwano z największą cierpliwością na oświadczenie amerykańskiego prezydenta – mówi „Rzeczpospolitej” Avi Scharf, szef internetowego serwisu „Haaretz”.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL