Konflikt Polska-Izrael

Smolar: Zło, które się już stało, nie zostanie wyeliminowane

Rzeczpospolita, Rafał Guz
PiS walczy o romantyczną wizję narodu, który nigdy nie był źródłem krzywd innych – mówi prezes Fundacji Batorego Aleksander Smolar.

"Rzeczpospolita": Jakie są powody sporu wokół ustawy o IPN?

Aleksander Smolar: Jest kilka źródeł tego konfliktu, a nie byłoby go bez walki PiS o uformowanie tożsamości narodu.

Na czym ona polega?

Walka z tzw „pedagogiką wstydu" jest w istocie walką o wyidealizowany obraz wspólnoty, gdzie żadna rysa, obecna w każdym narodzie nie jest dopuszczalna. Było to widać choćby przy debacie wokół „Sąsiadów" i kolejnych książek Jana Tomasz Grossa. Kiedy to całkowicie zaprzeczano tezom autora, odmawiano mu kompetencji, albo też całą odpowiedzialność zrzucano na Niemców, jeżeli nie na samych Żydów. W istocie PiS walczy o tradycyjną, romantyczną wizję narodu, który zawsze walczył o wolność waszą i naszą, nigdy nie był źródłem krzywd innych krajów i który cierpiał bardziej od innych.

Jakie były inne przyczyny konfliktu?

Novum polega na próbie walki o swój obraz Polski i Polaka przy pomocy kodeksu karnego. Bezpośrednim pretekstem była chęć reakcji na pojawiające się czasami w prasie zagranicznej stwierdzenia takie, jak „polskie obozy koncentracyjne". Takich zwrotów jest stosunkowo niewiele, wynikają raczej z odniesień geograficznych, niż rzeczywiście z woli przypisania Polakom organizowanie obozów śmierci czy koncentracyjnych. Wprowadzenie specjalnego prawa, i to w formie przepisów prawa karnego, wydaje się być strzelaniem z armaty do wróbla. Zresztą podobnych sformułowań używali Zofia Nałkowska i Jan Karski, mając oczywiście na myśli niemieckie obozy zlokalizowane na terytorium okupowanej Polski. Dziś taka formuła dla polskiej świadomości jest nie do zaakceptowania, m.in. ze względu na oskarżenia o współudział wielu Polaków w zagładzie Żydów. Problem jednak w tym, że istnieją uzasadnione powody, by przypuszczać, że nie o „polskie obozy" tu chodziło.

Dlaczego?

Bo w samej ustawie nie ma słowa o obozach, mówi się zaś o tych, którzy „publicznie i wbrew faktom" przypisują „Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie". Nieostrość sformułowań – zwłaszcza jeżeli chodzi o naród – nasuwa podejrzenie, iż chodzi o to, aby to władze decydowały co jest dopuszczalne a co nie w domenie publicznej, określały granice wolności słowa i badań, jeżeli chodzi o opis i ocenę zachowania Polaków wobec Żydów. Poza bardzo ambitną i naiwną próbą kontroli obrazu Polski i Polaków w oczach ich samych i obcych, jest tu też zapewne cel bardziej bezpośredni.

Jaki?

Chodzi o zintegrowanie najtwardszego elektoratu prawicowego wokół PiS w momencie, gdy partia ta uczyniła szereg kroków, które mogłyby wskazywać na to, że ze względów taktycznych chce ograniczyć radykalizm swoich działań. Powodem była narastająca izolacja międzynarodowa i zbliżająca się seria wyborów, wymagająca zdobycie bardziej centrowego wyborcy. Symboliczna wojna z Żydami ma pokazać temu elektoratowi, bardzo wrażliwemu na politykę heroicznego gestu i werbalnego radykalizmu, że nic w istocie się nie zmieniło. O czym Kaczyński zresztą mówił ostatnio wzywając swój elektorat do cierpliwości. Tym tylko mogę sobie wytłumaczyć groteskowy pośpiech i podejmowanie przez senat decyzji o drugiej w nocy. Nie zważając na protesty z Izraela, ze Stanów i również płynące z naszego kraju. Nie zważając na katastrofalną falę antysemicką, która rozlała się w Internecie, w PiS-owskich mediach i nawet w klasie politycznej. Trudno zresztą powiedzieć, aby opozycja stanęła na wysokości zadania. Koszty są nie tylko w obrazie naszego kraju – na co kładzie nacisk większość obserwatorów – kosztem jest również fala nienawiści i demoralizacji, o której powinni pamiętać ci, którzy bronią przeszłości, na nic nie zważając. Bardzo już dawno temu mówiłem i pisałem, że z PiS-em bardziej nam grozi chaos niż dyktatura. Ponurym jest żartem, iż nikt nie potrafiłby tak jak PiS pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego spopularyzować formuły „polskie obozy śmierci", włącznie z tłumaczeniem na angielski przemówienia premiera.

Jak przewiduje pan dalszy rozwój zdarzeń? Co zrobi prezydent?

Jest tu tyle nieracjonalności, nie liczenia się ze światem i zdrowym rozsądkiem, że wszystko może się zdarzyć. Czy u źródeł jest tylko prowincjonalizm? Pyszałkowatość? Mania prześladowcza? Nie mogę wykluczyć, że prezydent szybko podpisze ustawę pod wpływem presji Nowogrodzkiej i fala oburzenia rozleje się jeszcze szerzej. A może podpisze prosząc zarazem Izrael o pomoc, aby rozpocząć szybko negocjacje w sprawie zmiany treści ustawy. Albo też za zgodą prezesa Andrzej Duda przeciągnie złożenie podpisu o kilka tygodni, licząc na to, że sprawa przyschnie. Może też wyśle ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, który dziś jest fikcją, ale tę fikcję można do czegoś wykorzystać, np. do ratowania honoru najwyższych władz Rzeczpospolitej. Jednak zło, które się już stało, w żadnym wypadku nie zostanie wyeliminowane. Skutkiem będzie dalsze pogłębienie izolacji w Europie i poza nią. A choćby radykalne pogorszenie stosunków z Izraelem, z którym Polska utrzymywała znakomite stosunki, z korzyścią dla obu stron. Zresztą, elity rządzące w obu krajach są do siebie podobne m.in. we wrogości do liberalizmu i państwa prawa. Ale to nie ułatwi naprawy stosunków.

Mówi pan o relacjach z Izraelem, a ostre reakcje są też w USA. Już raz oświadczenie Departamentu Stanu zatrzymało PiS – mowa o karze dla TVN. Dlaczego tym razem nie dzieje się podobnie?

Na pewno stanowisko Amerykanów może odgrywać pewną rolę przy decyzjach władz PiS i prezydenta. Jednak pamiętajmy, że były też negatywne oceny Departamentu Stanu, jeśli chodzi o zmiany rujnujące niezależność polskiego sądownictwa. I nie miało to żadnego wpływu na PiS. Mam nadzieję, że władze PiS zdadzą sobie sprawę, iż w przypadku Stanów Zjednoczonych na tym się nie skończy. Przy pierwszej próbie karania jakiegokolwiek cudzoziemca, albo nawet Polaka, ta sprawa natychmiast wypłynie. Polskie władze weszły na drogę, z której łatwiej jest spaść niż zejść.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL