Konflikt Polska-Izrael

Junczyk-Ziomecka: Ratować dziedzictwo Lecha Kaczyńskiego

Ewa Juńczyk-Ziomecka (z prawej) w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego odpowiedzialna była m.in. za stosunki polsko-żydowskie.
Fotorzepa, Kuba Kamiński
Mamy wielu przyjaciół na świecie i musimy dbać, by ich nie stracić – mówi b. sekretarz stanu.

Rzeczpospolita: Jest źle?

Ewa Juńczyk-Ziomecka, prezes Fundacji Edukacyjnej Jana Karskiego: Takich napięć między Polską a Stanami Zjednoczonymi i takich napięć między Polską a Izraelem nie było od 1989 r. Tak źle jeszcze nie było.

Skąd ten spór?

Na ten spór składa się wiele elementów związanych z polityką wewnętrzną. Słuchałam z nadzieją tego, co mówił pan premier Mateusz Morawiecki w Markowej. Widać, że jest przejęty i stara się ratować sytuację. Gdyby powiedział to wszystko przed procedowaniem ustawy, to może nie byłoby kryzysu tylko dyskusja. Sam premier wspomniał, że inny dobór słów wyeliminowałby wszelkie wątpliwości.

Co może oznaczać „inny dobór słów"?

No właśnie. Zapewne miał na myśli art. 55 a, zwłaszcza punkt pierwszy, który nie tylko odnosi się do tej nieprawdziwej, haniebnej frazy o „polskich obozach zagłady", ale w ogóle do penalizacji interpretacji wydarzeń historycznych. Gdyby większość z tego, o czym mówił premier w Markowej, zostało powiedziane przed procedowaniem ustawy, to mogłoby nie dojść do kryzysu, tylko do dyskusji. Niefortunny był także termin procedowania, przed Holokaust Memorial Day, co także premier przyznał, ale konflikt wciąż eskaluje. Wiele środowisk i instytucji w Polsce, i poza Polską, zastanawia się, jak naprawić relacje polsko-izraelskie, i polsko-żydowskie, nad którymi politycy tyle lat pracowali, a dziś je psują. Pamiętam, że gdy Lech Kaczyński wygrał wybory prezydenckie, pierwszego zagranicznego wywiadu udzielił dziennikarzowi izraelskiemu Sewerowi Plockerowi. Na pytanie, jaką politykę będzie prowadził wobec Izraela, odpowiedział, że inną niż wobec pozostałych partnerów zagranicznych.

Konsternacja Plockera?

Prezydent Kaczyński dodał: „Stosunki z Izraelczykami powinny być jak z kuzynami".

Skąd ten stosunek Lecha Kaczyńskiego do Żydów i dbałość o dobre relacje Polski z Izraelem?

Z domu. Lech Kaczyński mówił mi, że wielu znajomych rodziców było narodowości żydowskiej. Jedną z nich była jego matka chrzestna, asymilowana Żydówka, która przeżyła koszmar Holokaustu. Ona i jej siostra były przyjaciółmi rodziny Kaczyńskich. Poza tym bracia bardzo dużo czytali, słuchali rozmów w domu i doświadczyli wydarzeń marcowych, które Lech nazywał „haniebnymi".

Wiele działań prezydenta Lecha Kaczyńskiego w relacjach polsko- żydowskich było bezprecedensowych.

To Lech Kaczyński, jeszcze jako prezydent Warszawy, był pomysłodawcą i autorem, we współpracy z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przekształcenia projektu budowy Muzeum Historii Żydów Polskich w instytucję kultury z publiczno-prywatnym partnerstwem, co zagwarantowało fundusze rządowe i miejskie, dzięki czemu budowa muzeum ruszyła. Co więcej, to zmobilizowało wiele osób na świecie i instytucji międzynarodowych do włączenia się w tę inicjatywę. Od tamtej pory czas budowy muzeum to był rozkwit relacji ze środowiskami Żydów amerykańskich i Izraelczykami. Lista dokonań prezydenta w tej dziedzinie jest bardzo długa. Był dwukrotnie w Izraelu, jako prezydent Warszawy i prezydent Polski, co za każdym razem wzmacniało relacje polsko-izraelskie. To on w 2008 r. po raz pierwszy w historii jako głowa państwa odwiedził warszawską synagogę, gdzie uczestniczył w modlitwie podczas święta Chanuki. Od tamtej pory zawsze zapalał też świeczki w oknach Pałacu w dniu Chanuki.

Ale również prezydent Aleksander Kwaśniewski miał doradcę do spraw polsko- żydowskich, z podobną rolą, jaką powierzył mi Lech Kaczyński. Również przy premierze i w MSZ byli pełnomocnicy do spraw polsko-izraelskich. Kancelaria Prezydenta wspólnie z MSZ organizowały wyjazdy do USA i Kanady dla grupy Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata i ocalonych, starszych ludzi, którzy mogli się spotkać z innymi Holocaust survivors. Zostali również zaproszeni do Białego Domu, żeby w Dniu Pamięci zapalić na Kapitolu świece, upamiętniając 6 mln Żydów europejskich, zamordowanych podczas Zagłady.

I wreszcie to prezydent Kaczyński konsekwentnie wprowadzał do panteonu bohaterów narodowych Polaków, którzy ratowali Żydów od Zagłady. I nie odbywało się to w zaciszu sali kolumnowej Pałacu Prezydenta, lecz w gmachu Teatru Wielkiego w Warszawie, a potem w Łodzi i Rzeszowie. Stosunki polsko-żydowskie, z inspiracji kancelarii prezydenta Kaczyńskiego rozwijały się w porozumieniu i współpracy z instytucjami w USA i Izraelu oraz naszymi placówkami dyplomatycznymi na świecie. Lech Kaczyński bardzo o to dbał.

Prezydent Kaczyński przywiązywał również wagę do dobrych relacji z Ukrainą.

Niewątpliwie. Lech Kaczyński robił dużo, żeby udało się wprowadzić Ukrainę do UE. Inicjował też trudne rozmowy na temat naszej wspólnej przeszłości. Był w Pawłokomie, gdzie w marcu 1945 r. doszło do porwania przez Ukraińców grupy Polaków, co skończyło się tragicznie. W odwecie Polacy wymordowali ponad 300. Ukraińców. Prezydent Polski i prezydent Ukrainy pojechali tam ze swoimi żonami, żeby oddać hołd ofiarom. „Musimy mówić o bolesnej trudnej przeszłości otwarcie, krok za krokiem, wypracowując jedną sprawiedliwą ocenę wszystkich ówczesnych wojennych tragedii. I tych polskich, i tych ukraińskich. Wszelkie tragiczne wydarzenia w Pawłokomie, na Chełmszczyźnie, na Wołyniu, we wschodniej Galicji towarzyszące akcji »Wisła«, powinny znaleźć rzetelne wyjaśnienie w dialogu polityków, historyków i zwyczajnych ludzi. Mocne i trwałe pojednanie można zbudować tylko w oparciu o prawdę" – mówił w Pawłokomie w roku 2006.

Minęło prawie osiem lat od śmierci Lecha Kaczyńskiego...

I jego dziedzictwo musi być kontynuowane. Również przez tych, którzy pracowali wtedy nad dialogiem międzynarodowym. Był wśród nich również Jarosław Kaczyński, który w 2006 r. miał udział jako premier w tym, że UNESCO nazwę „Obóz Auschwitz-Birkenau" zmieniło na „Auschwitz-Birkenau. Niemiecki Nazistowski Obóz Koncentracyjny i Zagłady (1940–1945)". Za życia Lecha Kaczyńskiego nie opowiadano historii za pomocą ustaw. Wystarczyła dyplomacja i dialog oraz współpraca ze środowiskami żydowskimi.

Dzisiaj jest problem z „polskimi obozami śmierci", które wciąż pojawiają się w zachodnich wypowiedziach. Nawet prezydent Barack Obama, odznaczając pośmiertnie Jana Karskiego, którego fundacji pani przewodzi, powiedział publicznie: „Polish Death Cams".

Jako konsul generalna w Nowym Yorku stykałam się z tą nieprawdziwą frazą. Na ogół była to indolencja lub określenie geograficzne, co nie zmienia faktu, że to niedopuszczalne. Wiele w tej sprawie robiliśmy razem z Fundacją Kościuszkowską i amerykańskimi organizacjami żydowskimi.

Prezydent Obama znał życiorys Karskiego, ale ktoś mu wrzucił błędny zapis na prompter, a on automatycznie to przeczytał. Obama natychmiast dyplomatycznie naprawił swój błąd. Wysłał list do prezydenta Komorowskiego. Tymczasem cały świat kpił z pomyłki prezydenta USA. To oczywiście pokazało, że w Stanach Zjednoczonych edukacja jest konieczna. Ale zarówno wtedy, jak i dziś nie jestem zwolenniczką penalizacji, lecz edukacji i dyplomacji.

Może edukacja i dyplomacja nie wystarczają, gdy wciąż mowa na świecie o „polskich obozach śmierci"?

Takie określenie musi zniknąć z przestrzeni publicznej. Ale proszę nie sugerować, że tysiące ludzi w Polsce i za granicą , którzy mozolnie i konsekwentnie od 30 lat pracowali nad tą sprawą, ponieśli klęskę. Warto przypomnieć, że co najmniej przez pół wieku od zakończenia II wojny światowej dyskusja o tym, co się wtedy działo, odbywała się bez polskiego głosu. My nadrabiamy kolosalne zaległości i polscy historycy, organizacje pozarządowe, a także dyplomaci zrobili w tej dziedzinie bardzo dużo.

A dziś ulica, na której stoi ambasada Izraela, jest ogrodzona przez policję.

Z przykrością patrzę , że po tylu latach wolności i edukacji ambasada izraelska wygląda dziś jak zabarykadowana. I to przed kim? Przed Polakami? I choć nie podobają mi się także niektóre wypowiedzi strony izraelskiej ani tym bardziej wypowiedzi niektórych polityków izraelskiej opozycji, to nie można tym usprawiedliwiać antysemityzmu.

A konflikt polsko-izraelski wyzwolił w wielu ludziach skrywane – jak się okazało – uczucia antysemickie. Wiele badań potwierdzało, że one są, ale nie sądziłam, że na taką skalę. Niektóre wpisy w internecie przerażają. I to nie tylko anonimowe. Hamulce tak niektórym puściły, że podpisują się z imienia i nazwiska.

W mediach publicznych pojawiły się wątki antysemickie, za które nikt nie ponosi odpowiedzialności.

Nie rozumiem tej pobłażliwości. Rozmawiałam ze znajomą, ocaloną z Holokaustu, której w ostatnich 30. latach rany się zabliźniły, a złe wspomnienia z czasów, gdy była ukrywana i zdradzana, zbladły. Dziś traci poczucie bezpieczeństwa w Polsce, który jest jej domem. – To ja znów jestem „parchem"? – pyta po przeczytaniu wpisu jednego z dziennikarzy na Twitterze. I płacze. A ja razem z nią. Ale płacz nie pomoże, tylko kategoryczna i natychmiastowa reakcja na każdy objaw antysemityzmu.

Strona izraelska nie jest bez winy.

Cenię ambasador Izraela panią Annę Azari, ale nie powinna apelować do polskiego rządu, by zmienił ustawę o IPN, podczas wystąpienia na obchodach 73. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu Auschwitz-Birkenau. Nie podobało mi się, że w takim miejscu, w takim dniu odciąga się uwagę od ofiar tej straszliwej zbrodni. Tam powinna być tylko cisza i modlitwa. Pani ambasador zapewne musiała, ponieważ w Izraelu toczy się gra o władzę, stąd zaostrzenie kursu przez radykalną prawicę i wypowiedzi lidera izraelskiej centrowej opozycyjnej partii Jest Przyszłość Jaira Lapida. To dodatkowo komplikuje ten kryzys. Nie jest dobrze.

Dlaczego konflikt polsko-izraelski rezonuje na USA?

W USA jest duża i bardzo silna diaspora żydowska. Swoje siedziby mają tam najważniejsze organizacje żydowskie, których część zajmuje się pamięcią o Zagładzie, a części wspieraniem Izraela. Jeśli Amerykanie mają wybór, kogo popierać: Polskę czy Izrael, obawiam się, że staną po stronie Izraela, kraju, który od początku istnienia walczy o przetrwanie z pomocą Stanów Zjednoczonych.

Teraz rządzący mówią, że nic w ustawie nie zmienią, a Jarosław Kaczyński twierdzi, że prezydent ustawę powinien podpisać.

Głowa państwa przedstawiana jest jako osoba, za którą wszyscy mówią, kiedy sam jeszcze nic nie powiedział.

Jarosław Gowin powiedział, że Polska została uwikłana w ten konflikt?

Przez kogo? Nie rozumiem, co miałoby to znaczyć. Wygląda to na grę stereotypami: „spisek", „wrogowie", „uwikłani", a my samotna wyspa otoczona przez samych nieprzyjaciół. Mamy wielu przyjaciół na świecie i teraz musimy zadbać o to, żeby ich nie stracić.

Prezydent Duda przedstawia się jako spadkobierca prezydenta Kaczyńskiego. Pracowaliście wcześniej razem dla prezydenta Kaczyńskiego. Prezydent Duda nie próbował się z panią skontaktować?

Nie.

Prezydent Kaczyński nie podpisałby tej ustawy?

Gdyby nie katastrofa smoleńska, to wszystko byłoby inne i prawdopodobnie nie byłoby tego konfliktu. 10 kwietnia 2010 r. zdarzyła się wielka narodowa tragedia. Prezydenta Kaczyńskiego i tych, którzy zginęli z nim w drodze do Katynia, opłakują do dziś Polacy, Żydzi, Izraelczycy, Ukraińcy i Gruzini. Nie możemy uciec od tej tragedii. Ona nie może się skończyć.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL