Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Konflikt Polska-Izrael

Polska-Izrael: Szykujmy się na problemy

Spór o ustawę o IPN sprawił, iż podjęto decyzję o ochronie ambasady Izraela w Warszawie
Fotorzepa, Robert Gardziński
Myœlę, że scenariusz odwołania ambasadora rozpatrywany jest w Izraelu na poważnie. Tel Awiw może jednak wstrzymać się z tš decyzjš do orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego – mówi Łukaszowi Lubańskiemu historyk dyplomacji Janusz Sibora.

Izraelscy politycy w swej krytyce Polski posuwajš się coraz dalej. Prezydent Andrzej Duda złożył podpis pod nowelizacjš ustawy o IPN. Można się obawiać, że premier Beniamin Netanjahu w końcu pochyli się nad apelami o odwołanie z Polski izraelskiej ambasador.

Dr Janusz Sibora: Gdyby tak się stało, œwiadczyłoby to o zdecydowanym obniżeniu rangi naszych relacji z Izraelem. Takie apele traktujmy na razie jako balon próbny, ale sprawa nie jest błaha, bo o odwołanie Anny Azari apeluje choćby Israel Katz, minister transportu i wywiadu, czy Cippi Liwni, była szefowa MSZ. Wspomniała ona, że doszło „do niedopuszczalnego, podwójnego splunięcia Izraelowi w twarz, zarówno ze strony narodu polskiego, jak i premiera”. I wzywała do „ujawnienia dowodów o udziale Polaków w Holokauœcie”. Musimy być uważni, bo za chwilę pojawi się cała fala takich wypowiedzi…

 

Ale czy rzeczywiœcie odwołanie ambasadora jest realne?

Myœlę, że scenariusz odwołania ambasadora rozpatrywany jest w Izraelu na poważnie. Tel Awiw może jednak wstrzymać się z tš decyzjš do orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Dyplomacja polega na rozwadze, spokoju i unikaniu pochopnych posunięć. Henry Kissinger mawiał, że „wymaga głębokiego oddechu i szerokich horyzontów”. Jak sšdzę, działania strony izraelskiej będš podejmowanie z wielkš roztropnoœciš.

W przeszłoœci zdarzały się takie przypadki?

Przeœledziłem, kiedy ostatnio Izrael odwołał swojego ambasadora. I tak, ze względów bezpieczeństwa przez osiem miesięcy nie było ambasadora tego państwa w Egipcie. Do tego w czerwcu ubiegłego roku po półrocznej nieobecnoœci ambasador Izraela wrócił do Nowej Zelandii. Jego odwołanie w grudniu 2016 r. było reakcjš na głosowanie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Chodziło o to, że Nowa Zelandia, Malezja, Wenezuela i Senegal głosowały przeciwko Izraelowi, potępiajšc jego aktywnoœć osadniczš. Z podobnš reakcjš spotkała się Szwecja, gdy oficjalnie uznała Palestynę. Tak więc jeżeli spotkało to Szwecję i Nowš Zelandię, to również my nie możemy wykluczyć takiego scenariusza. A na pewno musimy być na to przygotowani.

Wojewoda mazowiecki Zdzisław Sipiera kilka dni temu wydał zakaz poruszania się przy Ambasadzie Izraela w Warszawie, blokujšc tym samym manifestację narodowców. Słusznie?

W mojej ocenie niesłusznie. Konwencja wiedeńska o stosunkach dyplomatycznych z 1961 r. mówi, że państwo przyjmujšce musi zapewnić bezpieczeństwo placówki. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że decyzja o zamknięciu dostępu do ambasady stanowi proste wykonanie zaleceń konwencji. Zresztš, jak wiemy, nastšpiło to na proœbę Izraela. Niby dobrze, ale trzeba wyważyć to, co mówi konwencja wiedeńska. Zapewnienie bezpieczeństwa placówce dyplomatycznej nie powinno kolidować z dwoma ważnymi prawami obywatelskimi, takimi jak prawo do zgromadzeń i prawo do wolnoœci słowa. Czyli policja powinna zabezpieczyć placówkę w sposób, który nie godziłby w te prawa.

I pozwolić na demonstrację pod ambasadš, by skończyło się jak kiedyœ z Ambasadš Estonii w Moskwie?

Kryzys dyplomatyczny z przełomu kwietnia i maja 2007 r. między Rosjš i Estoniš rozpoczšł się od demontażu w Tallinnie pomnika żołnierza Armii Czerwonej. W odpowiedzi rosyjskie młodzieżówki protestowały pod budynkiem Ambasady Estonii w Moskwie. Doszło do tego, że cztery osoby wdarły się na teren placówki i spaliły flagę Estonii. Przez kilka dni pod ambasadš hałasowano, puszczano głoœno muzykę, nie pozwalano urzędnikom wejœć do budynku. Nie zapominajmy jednak, że to wszystko było oczywiœcie politycznie sterowane. Zarzucono wówczas Rosji, że nie wypełniła zobowišzań zwišzanych z ochronš placówki.

A strona polska je wypełniła... Na Zachodzie również zamyka się czasem obszar wokół ambasad.

To prawda. Po zamachach w Wielkiej Brytanii widziałem jednš z brytyjskich ambasad, przed którš wbudowano specjalne zapory wysuwajšce się z ziemi. Dostęp do ambasad ograniczono również podczas wizyty Baracka Obamy w Berlinie. Przez kilka godzin nie można było wejœć i wyjœć z ambasad Francji i Węgier. Sam stałem wtedy przed Ambasadš Francji, w uliczce, z której nie można było się wydostać.

Wróćmy do blokady placówki w Warszawie.

Niełatwo pogodzić konwencję wiedeńskš z prawami obywatelskimi, gwarantowanymi przez Konstytucję Rzeczypospolitej. Podam przykład z zagranicy. W Londynie na poczštku lat 80. XX w. przed przedstawicielstwem Republiki Południowej Afryki regularnie zbierali się przeciwnicy apartheidu. Trwało to może dwa lata, aż w końcu policja, jak się póŸniej okazało, bez konsultacji z resortem spraw zagranicznych, nakazała rozejœć się demonstrantom, a niektórych z nich aresztowała. Sprawa trafiła na drogę sšdowš. Podczas procesu okazało się, że policja nie miała prawa w taki sposób zareagować. Tak więc jest to delikatna kwestia. Warto dodać, że w polskiej historii mieliœmy już tego typu problemy dyplomatyczne.

Kiedy?

Dziœ mało kto pamięta, że w 1918 r. pierwszym dyplomatš, który trafił jako przedstawiciel swojego rzšdu – w tym przypadku niemieckiego – do niepodległej Polski, był hrabia Harry Kessler. Ten sam, który eskortował Józefa Piłsudskiego z Magdeburga do Warszawy. Przyjechał do Polski razem z 30 urzędnikami 19 listopada 1918 r. Chodziło o 300-400 tys. wracajšcych z frontu wschodniego żołnierzy niemieckich. I to nam zależało na dyplomatycznym rozwišzaniu tego problemu, bo chcieliœmy, by wracali oni przez Prusy Wschodnie zamiast przez Polskę – by nie grabili napotkanych na swej drodze miast. Poza tym chodziło także o interesy, mianowicie zakup broni od Niemców – była to tajna sprawa, nigdy jej do końca nie wyjaœniono. Kessler poczštkowo zamieszkał w hotelu Bristol, bo nikt nie chciał mu wynajšć budynku na siedzibę. A gdy już się to udało, endecja wykorzystała niewiedzę obywateli o tajnych interesach z Niemcami i zorganizowała pod niemieckš placówkš dyplomatycznš manifestację, wybijajšc w budynku szyby.

A wracajšc do bieżšcego kryzysu, jak pan ocenia postawę polskiej dyplomacji?

Zapominamy nieco o umiędzynarodowieniu polsko-izraelskiego kryzysu dyplomatycznego. Zobaczmy choćby, jaki prezent otrzymał podczas swej wizyty w Moskwie premier Netanjahu – oryginalny list Schindlera do żony... Jak tego nie rozpatrywać w kontekœcie rozgrywania sporu Tel Awiwu z Warszawš? Warto wspomnieć też o kilku błędach, jakie w ostatnich dniach popełnili Mateusz Morawiecki i prezydencki minister Krzysztof Szczerski, który nieopatrznie zdradził szczegóły kuchni dyplomatycznej. On po prostu zbyt wiele mówi. Ujawnił trudnoœć obecnego położenia Polski. Opowiedział o wielu szczegółach negocjacji, m.in. że codziennie „wisi” na słuchawce z Wessem Mitchellem, asystentem sekretarza stanu USA ds. europejskich. My, maluczcy, nie powinniœmy aż tyle się dowiadywać. Co prawda jako obserwator kuchni dyplomatycznej bardzo go za to lubię, ale te szczegóły powinny ujrzeć œwiatło dzienne po latach, a nie dziœ, od razu…

A premier Morawiecki?

Nie jestem zadowolony z tonu, jaki przyjšł podczas swojej słynnej konferencji. Z jego ust padła krytyka pod adresem Austrii, która – jak mówił premier – ma tylko jeden pomnik zagłady – w Mauthausen, i Niemiec, za to, że częœć obozu w Dachau została przeznaczona na obóz dla uchodŸców. Tymczasem w dyplomacji nie jest dobrze odbierane, gdy premier krytykuje inne państwa. Należało to zostawić urzędnikom niższego szczebla, niekoniecznie ministrowi spraw zagranicznych. W takich sytuacjach dyplomacja posługuje się sekretarzami stanu, szefami komisji czy jakimiœ naukowcami. A nawišzujšc jeszcze do Dachau, to w trakcie przedostatniej kampanii wyborczej poważnš wpadkę zaliczyła również kanclerz Angela Merkel. Otóż niemieccy kanclerze i prezydenci unikajš wizyt w obozach koncentracyjnych na terenie Niemiec. Tymczasem pani kanclerz odbyła takš wizytę, złożyła nawet w obozie wieniec, ale… zaraz potem, w ramach kampanii, pojechała do namiotu piwnego nieopodal Dachau. Po tej wpadce zestawiano w mediach dwa zdjęcia: obóz koncentracyjny i picie piwa. Bardzo Ÿle to wybrzmiało.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL