Komercyjne

Mordor kontra zrównoważony rozwój

rp.pl
Inwestorzy ciągną do Polski i przybywa miejsc pracy.

Powierzchni biurowych na polskim rynku przybywa lawinowo, w 2016 r. deweloperzy ustanowili rekord, oddając blisko 900 tys. mkw., z czego prawie połowa przypadła na Warszawę. To 60 proc. więcej niż średnia roczna z lat 2011–2015. Analitycy prognozują, że w tym roku przybędzie około 800 tys. mkw. biur.

Te wskaźniki powinny cieszyć, bo oznaczają, że inwestorzy ciągną do Polski i przybywa miejsc pracy.

Szkopuł w tym, żeby inwestycje planować z głową. W stolicy mamy biurowe zagłębie ochrzczone mianem Mordoru, trafnie opisującym część miasta z gigantyczną przewagą jednej funkcji. A przecież nie chodzi tylko o teraźniejszość – nic na rynku nieruchomości nie starzeje się równie szybko, jak biurowce. Najemcy uciekają do nowszych obiektów, w Warszawie obserwujemy wysyp inwestycji biurowych na Woli. Idąc dalej tropem Tolkiena, takie Mordory z biegiem lat mogą przepoczwarzyć się w istne Pustkowie Smauga.

Wydaje się, że deweloperzy zaczęli brać te kwestie pod uwagę i próbują równoważyć funkcje biurowe z mieszkaniowymi i handlowo-rozrywkowymi. Na tzw. mixed-use development stawia chociażby giełdowy gigant Echo Investment z projektami Browary Warszawskie (w budowie) czy Towarowa 22 (w przygotowaniu).

Zrównoważony rozwój to coś, czego oczekują mieszkańcy miast. W tym kontekście bardzo zaskoczył mnie jeden z aktywistów, który stwierdził w mediach społecznościowych, że mixed-use development to nic innego niż zastawiona przez korporacje pułapka: w biurach ludzie mają harować, by spłacać kredyty na apartamenty, a część handlowo-rozrywkowa ma na moment zagłuszyć ich ból istnienia.

I jak tu dogodzić?

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL