Komercyjne

Wczesne dzieło wybitnego architekta

Budynek przetrwał dwie wojny światowe, jednak dopiero teraz odzyskuje dawną świetność.
Rzeczpospolita/Robert Gardziński
Kamienice z duszą: ul. Koszykowa 24 w Warszawie.

Narożna kamienica Apolinarego Szymborskiego powstała w 1902 roku u zbiegu dwóch bardzo reprezentacyjnych ulic Warszawy: Mokotowskiej i Koszykowej. Czteropiętrowy dom pod adresem Koszykowa 24 (od drugiej strony Mokotowska 39) został zaprojektowany na przełomie wieków przez młodego wówczas architekta Juliusza Dzierżanowskiego, późniejszego twórcę Hali Targowej Koszyki oraz wielu kamienic warszawskich – uznawanych przez znawców za dzieła wybitne. Kamienica przy Koszykowej to jego wczesne dzieło. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku Dzierżanowski został mianowany pierwszym głównym architektem Warszawy.

Jeszcze w latach siedemdziesiątych XIX wieku w okolicach tej części Koszykowej znajdowały się puste place i ogrody. Dopiero około 1900 roku wzdłuż ulicy między Mokotowską a Marszałkowską zaczęły powstawać wysokie kamienice mieszkalne. Inwestorami byli zwykle bogaci mieszczanie, rzadziej arystokracja. Z jednej strony liczyli oni na intratne zyski z wynajmu mieszkań, z drugiej pragnęli upiększać miasto. Wśród właścicieli hipotek domów w tej części Śródmieścia znajdowały się rodziny rzemieślników i kupców: Sykulscy, Endelmanowie, Łabęccy, Wojciechowscy. Budowa okazałej Biblioteki Publicznej w 1914 roku przypieczętowała prężny rozwój dzielnicy.

Kamienica stojąca ściana w ścianę z gmachem biblioteki na Koszykowej, szczęśliwe przetrwała dwie wojny światowe. Mimo że na tutejszym skrzyżowaniu w 1944 roku znajdowała się powstańcza barykada, w całej okolicy toczyły się ciężkie walki.

Pomnik w morzu ruin

Po wojnie zachowana w dobrym stanie czynszówka była najbardziej okazałym przykładem wielkomiejskiej zabudowy dawnej Warszawy. Wśród morza ruin ten warszawski ostaniec stał niby pomnik minionej epoki. Niestety, w toku prac remontowych po 1945 roku popełniono liczne błędy konserwatorskie: farbą olejną zamalowano ornamenty secesyjne, kilofem skuto czarno-białe kafelki.

Mimo częściowych zniszczeń eklektyczno-secesyjna kamienica zachowała swój oryginalny charakter i autentyczny urok. Na elewacjach budynku przetrwały bogate, ozdobne detale przedstawiające m.in. rozpostarte skrzydła nietoperza, głowy starców i wyobrażenia słońca z ludzką twarzą. Dobór właśnie takich elementów wystroju może świadczyć o poczuciu humoru architekta. Można potraktować je jako dekoracje żartobliwe. Wykształcony w Petersburgu Juliusz Dzierżanowski kontynuował nauki w Paryżu. Jego warszawski styl ma w sobie wiele cech akademizmu i monumentalizmu, jednocześnie artysta doskonale potrafił nadać swoim realizacjom przyjemną lekkość.

Na szczególną uwagę w kamienicy przy Koszykowej zasługuje nietypowo rozplanowana i ładnie udekorowana klatka schodowa. „Wysokiej klasy dekoracja klatki schodowej reprezentuje nurt secesji roślinnej: mięsisty fryz tworzy splątana nić o niespokojnym ukształtowaniu liści i pędów; zgeometryzowany, przetworzony motyw lilii powtarza się w kutej balustradzie. Sztukaterie i elementy zdobnicze można zaliczyć do jednych z najlepszych zachowanych detali secesyjnych w Warszawie" – ocenia Anna Szkurłat, autorka książki „Secesja w architekturze Warszawy". Według badaczki oblicze warszawskiej art nouveau było zróżnicowane: od dzieł wybitnych po słabe.

Pracownia trojga artystów

Kilka lat po oddaniu kamienicy do użytku mieszkanie na ostatnim piętrze kupił Konrad Krzyżanowski, sławny malarz, profesor warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Wprowadził się tutaj ze swoją żoną Michaliną w 1907 roku, niedługo po ślubie. Mieszkanie było przestronne, miało kilka pokoi oraz specjalnie zaprojektowaną pracownię z ogromnym oknem wychodzącym na podwórze (okno istnieje do dzisiaj). W mieszkaniu bywali wybitni przedstawiciele ówczesnych elit artystycznych i literackich. Częstymi gośćmi byli tutaj Xawery Dunikowski, Antoni Słonimski, Aleksander Kamiński, a także niechlubna postać polskiej historii – Eligiusz Niewiadomski, zabójca prezydenta Narutowicza.

Do pracowni wchodziło się od razu z klatki schodowej przez mały korytarzyk. Na wszystkich ścianach wisiały obrazy, głównie portrety i pejzaże. Gdzieniegdzie stały rzeźby. Historycy sztuki uważają, że Konrad Krzyżanowski, poszukując artystycznych inspiracji, portretował nierzadko swoje sąsiadki-staruszki, zamieszkujące niższe piętra domu przy Koszykowej 24. Niewykluczone, że niektóre portrety żony – dość liczne w jego twórczości – przedstawiają wnętrza ich wspólnego mieszkania. Niedaleko od domu i pracowni, przy ulicy Poznańskiej, Krzyżanowski prowadził dobrze prosperującą prywatną szkołę malarską. Wychował wielu znakomitych plastyków.

Po wczesnej śmierci malarza w 1922 roku, w wieku 50 lat, jego żona Michalina Krzyżanowska kontynuowała artystyczne tradycje małżeństwa. Odziedziczywszy pracownię, poświęciła się sztuce. Jej obrazy zaczęły być wystawiane w Zachęcie oraz pokazywane na międzynarodowych konkursach.

Po zawierusze wojennej w 1946 roku malarka wróciła do mieszkania przy Koszykowej. Tutaj kontynuowała oficjalną działalność artystyczną, zajmując się jednocześnie nielegalną działalnością antykomunistyczną. Została aresztowana w 1953 roku i skazana na karę więzienia. Kiedy na fali odwilży po śmierci Stalina udało jej się wyjść z więzienia, okazało się, że jej mieszkanie jest częściowo zajęte.

Wiosną 1957 roku do mieszkania Krzyżanowskiej przy Koszykowej 24 wprowadził się świeżo zwolniony z więzienia Henryk Józewski, przed wojną zaufany człowiek Piłsudskiego, dawny minister spraw wewnętrznych. Po wojnie stał się jednym z najbardziej poszukiwanych przez UB ludzi w Polsce. Korzystając z dogodnych warunków dawnej pracowni Krzyżanowskiego, Józewski postanowił wrócić do malarskich zamiłowań. Pracownią na Koszykowej Michalina Krzyżanowska i Henryk Józewski dzielili się zgodnie, rozstawiając sztalugi po dwóch stronach mieszkania. Atelier malarskie przetrwało do 1981 roku. Niezwykła pracownia malarska działała tutaj niemal 75 lat.

Przywracanie blasku

Pierwszą dużą metamorfozę dawna kamienica Apolinarego Szymborskiego przeszła w 2016 roku dzięki dotacji przyznanej wspólnocie mieszkaniowej przez warszawski urząd miasta. Wspólnota otrzymała wówczas 360 tys. zł na przeprowadzenie prac mających na celu przywróceniu dawnego blasku elewacji od strony ulicy Mokotowskiej. Rok później, w 2017 roku, urząd miasta – kontynuując dzieło renowacji zabytkowej kamienicy – przyznał kolejną dotację na remont elewacji od strony Koszykowej. Dotacja stanowiła 80 proc. całkowitego kosztu remontu i wyniosła 500 tys zł. W sumie na przywrócenie zewnętrznego blasku kamienicy z 1902 roku miasto przeznaczyło 860 tys. zł.

Pieczołowita rekonstrukcja historycznych detali prowadzona pod okiem konserwatora zabytków przyniosła znakomite rezultaty. Jedyny zarzut, jaki można mieć do rewitalizacji budynku pod adresem Koszykowa 24, to wytykany przez krytyków fakt, że w przypadku tej, jak i wielu zabytkowych kamienic – odnawianych z publicznych pieniędzy – wysiłki skoncentrowane są na odnawianiu wyłącznie zewnętrznego wyglądu budynków. Tymczasem wnętrza mieszkań, wspólne przestrzenie na poddaszu oraz w podziemiach, elewacje budynku od strony podwórza, nieraz także klatki schodowe – pozostają w takim stanie, w jakim były przed remontem.

Historia zapisana w murach

Od 21 do 22 maja w Gdyni już po raz drugi odbywał się zorganizowany przez „Rzeczpospolitą" Real Estate Impactor. W tym roku tematem głównym konferencji była tożsamość miast. Bez niej trudno zabiegać dziś m.in. o przychylność inwestorów, którzy są niezbędni do rozwoju metropolii XXI w. Pielęgnowanie tożsamości nierozerwalnie łączy się z dbaniem o autentyczność i historię. Ta zapisana jest chociażby w tysiącach pięknych kamienic rozsianych w najróżniejszych miejscach Polski. Stąd nasz cykl o kamienicach z duszą.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL