Komentarze

Stefan Szczepłek: Liga daje i odbiera

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Hat-trick Igora Angulo, votum nieufności wobec systemu VAR, Cracovia na dnie.

Sytuacja z przedostatniej minuty meczu Śląska z Cracovią we Wrocławiu jest najbardziej komentowanym wydarzeniem ósmej kolejki rozgrywek. Na linii pola karnego zderzyli się: obrońca Cracovii Sylwester Lusiusz i pomocnik Śląska Michał Chrapek. Właściwie nawet trudno powiedzieć, że się zderzyli. W walce o piłkę doświadczony 25-letni Chrapek się przewrócił, a debiutujący w ekstraklasie 17-letni Lusiusz stanął zdziwiony, że sędzia przerwał grę.

Sędzią był Szymon Marciniak, najlepszy w Polsce i należący do czołówki europejskiej. Miał wątpliwości, więc postanowił skorzystać z systemu VAR. Pod tym względem też jest przygotowany najlepiej w Polsce, bo jako sędzia grupy Elite, podczas szkoleń UEFA zapoznał się z nim jako pierwszy.

Na podstawie zapisu filmowego Marciniak uznał, że Lusiusz dopuścił się faulu i Śląskowi należy się rzut karny. Robert Pich go wykorzystał, wrocławianie odnieśli drugie zwycięstwo w sezonie. Nie wiem czy analizując sytuację na filmie sędzia korzystał z zapisu innych kamer niż te, które pokazują mecz w Canal+. Bo gdyby opierać się na tym, co widzieliśmy w powtórkach Lusiusz Chrapka nawet nie dotknął. Szymon Marciniak na pewno więcej wie, więcej widział, ma większe doświadczenie, co jednak nie chroni go przed błędnymi decyzjami. Ta sytuacja sprawiła, że system VAR, który miał stanowić lekarstwo na niezamierzone błędy arbitrów przestanie być sądem najwyższym. Maszyna zapisuje, ale interpretacja wciąż należy do człowieka.

Na pomeczowej konferencji Michał Probierz trzymał fason, ale napomknął, że dostał dwadzieścia sms-ów z informacją, że karnego nie było. Wcale się nie dziwię. A ile sms-ów dostał przed tygodniem, kiedy inny sędzia, w ostatnich pięciu minutach przyznał dwa karne „z kapelusza" Cracovii, pozbawiając pewnego zwycięstwa Górnika Zabrze?

- Nie ma się co rozczulać. Piłka nożna uczy pokory. - powiedział Probierz na konferencji.

Przykro, że często zamiast o ładnej grze musimy wspominać o rozmaitych błędach (nie tylko sędziowskich) i zachowaniach piłkarzy, które dewaluują nazwę „ekstraklasa". Pierwszą bramkę dla Śląska zdobył Arkadiusz Piech. Ma prawie 32 lata, do pierwszej jedenastki Legii się nie przebił, ostatnie dwa sezony spędził na Cyprze, ale Jan Urban dobrze wiedział, że w dzisiejszej ekstraklasie taki napastnik mu się przyda. I Piech, mający 171 cm wzrostu strzelił bramkę głową, dając sobie radę ze znacznie wyższymi i o kilka lat młodszymi stoperami Cracovii, patrzącymi jak „dziadek" to robi.

Piech musiał być zdziwiony, że poziom ekstraklasy jest niższy niż był wtedy, kiedy on grał. Dla Hiszpanów ekstraklasa jest rajem. O trenerze Kiko Ramirezie w Hiszpanii słyszeli tylko kibice prowincjonalnych klubów w Tarragonie, L'Hospitalet de Lllobregat i Castellon. W Krakowie idzie mu z Wisłą jak wytrawnemu szkoleniowcowi. Najlepszy napastnik Wisły Carlitos grał w III lidze hiszpańskiej. W meczu z Lechią „wkręcił w ziemię" obrońcę Mateusza Lewandowskiego i zdobył gola dla Białej Gwiazdy. Już piątego w sezonie.

O jeszcze większym szczęściu może mówić Hiszpan Igor Angulo. Ma już 33 lata, przed rokiem polscy kibice - pasjonaci Internetu sprawdzili, że jest taki napastnik, mający dobrą średnią zdobytych goli w stosunku do liczby występów. Na tej podstawie Angulo trafił do Zabrza z greckiego klubu Platania Chanion, o którym historia europejskiego futbolu milczy. Angulo najpierw zdobył z Górnikiem awans do ekstraklasy i tytuł króla strzelców, a teraz prowadzi w klasyfikacji najskuteczniejszych o klasę wyżej. W piątek uzyskał swój pierwszy hat-trick: wbił trzy gole Wiśle Płock. Ma już na koncie dziewięć bramek w siedmiu meczach. Imponujący wynik. Cztery pierwsze miejsca w tej klasyfikacji zajmują cudzoziemcy, nieznani na arenie międzynarodowej. Najskuteczniejsi Polacy: Krzysztof Piątek z Cracovii i Jakub Świerczok z Zagłębia zdobyli po cztery bramki. Za nimi trzej kolejni zagraniczni gracze: Cillian Sheridan (Jagiellonia), Michał Papadopulos (Piast) i Aleksandyr Kolew.

Nie mogę sobie przypomnieć jaki zawodnik z zagranicy, po grze w klubie ekstraklasy zrobił karierę w dobrym zespole europejskim.

Niespodzianką kolejki było zwycięstwo Piasta w Białymstoku. Jagiellonia nie grała źle, ale dość pechowo. Piast ma pecha od początku sezonu, bo gra lepiej niż wskazuje jego pozycja w tabeli. Nieprzypadkowo nisko jest Lechia. Remis na stadionie Wisły to jej sukces. Lechiści od dawna sprawiają wrażenie jakby wychodzili na boisko bez planu. Jest tam wielu dobrych zawodników, ale nie ma drużyny. Podobno trener Piotr Nowak preferuje amerykańskie podejście: grajcie tak, żeby wam to sprawiało przyjemność, czyli „fun". W Polsce to się nie sprawdza.

Arka dobrze zaczęła sezon, ale teraz idzie jej coraz gorzej. Przed tygodniem uległa 0:3 Pogoni, teraz takim samym wynikiem przegrała w Poznaniu. Mateusz Szwoch, który po powrocie z Legii miał być wzmocnieniem jeszcze nie może sobie miejsca znaleźć. Do czasu meczu Legia - Zagłębie Lech zajmował pierwsze miejsce w tabeli. Sandecja odniosła pierwsze zwycięstwo na „swoim" boisku. W Nowym Sączu nie ma stadionu na miarę ekstraklasy, więc gościny użycza Nieciecza.

Sandecja przegrywała z Pogonią 0:1, ale walczyła do końca, a dwie efektowne bramki Bułgara Aleksandyra Kolewa zadecydowały o zwycięstwie. Radosław Mroczkowski potwierdza opinię, że jest jednym z najlepszych polskich trenerów, a nie każdy o tym wie, bo Mroczkowski nie lubi pchać się na afisz.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL