Komentarze

Haszczyński: Polska źle zniesie rozwód Zachodu z Zachodem

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Odkąd Polsce udało się wyrwać na Zachód, nie był on tak wewnętrznie skłócony jak teraz. Przez kilkanaście lat, gdy jesteśmy w rodzinie transatlantyckiej, nie była ona w takim stanie jak obecnie – sprawia wrażenie, jakby szykowała się do rozwodu. A rozwód najgorzej znoszą najmłodsi.

W tym wypadku członkowie NATO i UE z nowej, postkomunistycznej Europy. To Polska czy państwa bałtyckie mają największy problem z pękaniem więzów między USA a Europą Zachodnią.

Bo ojciec, Ameryka, zapewnia im bezpieczeństwo, stara Unia z Niemcami na czele – szansę gospodarczego rozwoju. Na razie – mimo że kanclerz Angela Merkel już rok temu uznała, że Europa nie może polegać na Ameryce i powinna wziąć sprawy w swoje ręce – kraje z naszego regionu nie musiały się opowiadać, kogo bardziej kochają – tatę czy mamę.

Staje się to jednak coraz trudniejsze. Konflikt w rodzinie jest już tak głęboki, że USA nie są w stanie wydać wspólnej, nawet ogólnikowej, deklaracji z innym krajami G7, a przecież są to sami sprawdzeni przez dekady sojusznicy od Wielkiej Brytanii i Francji po Kanadę i Japonię.

Prezydent Donald Trump poddaje partnerów (z całego szeroko pojętego Zachodu, tych z G7 i tych, którzy nie zaliczają się do tego elitarnego klubu) bolesnym próbom. Pierwsza uderza w wolny handel – to rozpoczęte przez niego starcie na cła. Druga może mieć jeszcze gorsze skutki. Amerykański prezydent wymusza bowiem na zachodnich partnerach jednoznaczne opowiedzenie się w niezwykle skomplikowanym konflikcie na Bliskim Wschodzie. Chce, by wszyscy zapisali się do sojuszu antyirańskiego z Arabią Saudyjską i Izraelem, które republikę ajatollahów traktują jako śmiertelnego wroga. Trump nie wyciągnął wniosków z błędów poprzedniego republikańskiego prezydenta George'a Busha w Iraku. I wydaje mu się, że można zmienić politykę, a może i ustrój w znacznie silniejszym Iranie. Pomysł Busha na obalenie dyktatora w Iraku skończył się jednak wzmocnieniem wrogów: dzihadystów i Iranu, który postrzegał on podobnie jak Trump.

Nie ma żadnych podstaw, by sądzić, że przywrócenie sankcji przeciwko Iranowi skończy się czymś dobrym dla regionu. Tym bardziej jeżeli beneficjentem zmian ma być Arabia Saudyjska. To z tego kraju wywodzi się nienawistna wobec Zachodu ideologia sunnickiego fundamentalizmu i stamtąd pochodziły środki na działalność wielu głoszących ją duchownych. Terroryzm islamski na Zachodzie miał w ostatnich latach bardziej pochodzenie saudyjskie niż irańskie. Czy mamy uwierzyć, że Arabia Saudyjska z dnia na dzień stanie się bastionem nowego umiarkowanego islamu, bo młody następca tronu to obiecał i na dodatek wspaniałomyślnie pozwolił kobietom prowadzić samochody?

Dla Polski tragedią byłoby postawienie nas przed alternatywą: albo Trump z Saudyjczykami, albo Merkel, która przed Putinem nas nie obroni. Trzeba przekonać Amerykanów i zachodnich Europejczyków, że na rozwodzie zyskają rodziny z zupełnie innych części świata.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL