Komentarze

Zmiana trenera w Legii: To się nie mogło udać

Fotorzepa, Andrzej Bogacz
Nie zmienia się koni podczas przeprawy przez rzekę, w dodatku sześć kilometrów przed celem podróży.

Ale jeśli konie padają już na brzegu, nie ma innych na zmianę, a trzeba ratować wóz, to nawet taka ryzykowna operacja jest uzasadniona.

Problem w tym, że konie trzeba umieć dobrać. Nie wystarczy wziąć je z renomowanej stadniny, po dobrych ojcach i matkach rozsianych po całej Europie, co zawsze dobrze wpływa na samopoczucie i może pomóc w interesach. Koń powinien być nie tylko ładny i mieć dobry rodowód. Musi mieć też talent, charakter i siłę. Jeśli tych cech nie posiada, pozostaje tylko ładnym koniem.

To jest właśnie przypadek Legii. Kiedy Dariusz Mioduski zaczął rządzić klubem samodzielnie, angażując w przedsięwzięcie prywatny kapitał, widział Legię w europejskiej elicie. Miał prawo marzyć. Zdążył poznać realia polskiego futbolu, przekonał się, że w tym środowisko należy mieć ograniczone zaufanie nawet do najbliższych. Znalazł się we władzach europejskich, poznał właścicieli wielkich klubów, być może pod wpływem któregoś ze swoich rozmówców podjął decyzję o zatrudnieniu trenerów z Chorwacji.

Chorwaci cieszą się w Europie opinią nie tylko dobrych piłkarzy i trenerów, ale też lobbystów. W środowisku futbolowym popularne jest powiedzenie: „dobrze mieć swojego Chorwata".

Bayern też wybrał Niko Kovaca na miejsce trenera Juppa Heynckesa. Dobrze wybrał czy źle – dowiemy się za kilka miesięcy. Tego nigdy się nie wie. Można mieć tylko nadzieję, że rachuby okażą się słuszne.

Nadzieje Dariusza Mioduskiego też wydawały się logiczne. Jozak miał opinię dobrego organizatora, twórcy akademii Dinama Zagrzeb, dyrektora technicznego chorwackiego związku piłkarskiego. Zapewne musiał też zrobić wrażenie na właścicielu Legii: przystojny człowiek futbolu w dobrze skrojonych garniturach, z nienagannym angielskim, Europejczyk, pasujący do mistrza Polski z ambicjami większymi niż krajowe.

Tyle że pod tym opakowaniem skrywało się niewiele. Aparycja i maniery przestały mieć znaczenie, kiedy zaczęły się kłopoty i trzeba było z nich wyjść. A w kłopoty trener i współpracujący z nim rodacy wpędzili się sami, dokonując zimą transferów zawodników, których nie potrafili ze sobą powiązać w zespół.

Nikt nie przejmował się faktem, że Jozak debiutuje w Legii jako trener drużyny seniorów. Nikt też nie weryfikował kompetencji jego bałkańskich współpracowników. Trener ich wskazał, klub zatrudnił.

To się nie mogło udać. Legia grała coraz gorzej, zagraniczni piłkarze, których na boisku trudno odróżnić, nie czuli ze stołecznym klubem żadnej więzi poza materialną. Legia Warszawa stała się Legią kosmopolityczną, a na Łazienkowskiej to nie przejdzie.

Najlepszym zawodnikiem pozostaje pochodzący z Pułtuska Arkadiusz Malarz, największym talentem jest Sebastian Szymański z Białej Podlaskiej, a największy hart ducha ma Michał Kucharczyk z twierdzy Modlin. Niepotrzebny im trener z Zagrzebia, a jeśli już, to prawdziwy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL