Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Komentarze

Chrabota: Antygwiazdowski. Polemika w sprawie euro

Bloomberg
Milton Friedman dawał euro dziesięć lat – pisze z przekšsem wybitny felietonista „Rzeczpospolitej" Robert Gwiazdowski. I po dziesięciu latach weszło ono w kryzys. Obroniono je – tak samo jak wprowadzono – decyzjš politycznš.

Trzy zdania i trzy kontrowersje, które można obrócić w argumenty za albo nawet przeciw – by zacytować pewnego klasyka. Bo – po pierwsze – fakt, że euro przetrwało, bardziej obcišża konto Friedmana, niż potwierdza jego intuicję. Po co więc powoływać się na klasyka, który nie miał racji. Równie bez sensu można by się powoływać na innych fantastów, jak Marks, Engels, Lenin czy Marcuse. Wszystko ich z Friedmanem dzieli, ale łšczy to, że ich wizja przyszłoœci się nie sprawdziła.

Po drugie, skšd teza, że po dziesięciu latach od wprowadzenia euro weszło w kryzys? Przypomnę, że wspólna waluta w rozliczeniach bezgotówkowych pojawiła się w 1999 r. Dziesięć lat póŸniej rzeczywiœcie mieliœmy kryzys, ale spowodowany przez załamanie systemu banków inwestycyjnych w USA, a nie w Europie, więc jeœli jakakolwiek waluta była w stadium kryzysu, to raczej dolar, nie euro. Stary Kontynent rzeczywiœcie solidnie oberwał, ale trudno w tym kontekœcie mówić o kryzysie euro. Chyba że chodzi Gwiazdowskiemu nie o lata 2008–2009, ale o rok 2012, dziesięć lat po pojawieniu się euro w transakcjach gotówkowych. Ale tu znowu błšd, kryzys w strefie euro, a nie strefy euro, w 2012 r. właœnie się kończył, a najbardziej poszkodowane (dzięki licznym błędom lokalnych rzšdów) były Grecja, Irlandia i Portugalia.

Strefa euro jako taka udzieliła im pomocy i w znacznym stopniu zneutralizowała ryzyko bankructw inkryminowanych państw. Jak więc można pisać w tym kontekœcie o kryzysie waluty? To tajemnica Roberta Gwiazdowskiego. I kwestia trzecia. Ratunek dla euro przychodzšcy ze strony polityki. A skšd miał przyjœć? Od Pana Boga? Z kosmosu? Kryształowej kuli? Wiadomo, że kwestia ujednolicania waluty wynika i zawsze wynikała z polityki. Wymyœlili jš Fenicjanie, wyganiajšc precz wymieniaczy paciorków. Rozwinęli Rzymianie, wprowadzajšc w swoim imperium oparte na parytecie bršzu, srebra i złota asy, denary, sesterce i aureusy (komu to się nie podobało, szedł w niewolniki lub lšdował na krzyżu). A potem zawsze już było tak samo. Władza narzucała pienišdz, i to zwykle z praktycznych względów ujednolicony. Dlaczego? Bo tak było łatwiej prowadzić wymianę i liczyć podatki. Z euro jest całkiem podobnie. Po co to wszystko wypisuję? By wykazać, że te same argumenty (zwłaszcza na pewnym poziomie ogólnoœci) można stosować na obronę całkiem przeciwnych tez. Jeœli więc Gwiazdowski przypomina argumentację krytykujšcego euro Stiglitza (od kiedy to dla niego autorytet?), że „unia walutowa ma sens na obszarach o podobnym potencjale gospodarczym i podobnym przebiegu cykli koniunkturalnych", to – a contrario – spytam, czy ta teza broni się wobec polskiej gospodarki splecionej w niemal miłosnym uœcisku z niemieckš i europejskš jak nigdy wczeœniej? Czyż cykle i potencjał nie sš w tym przypadku bliższe niż między np. Etiopiš i Kostarykš? W istocie, w tym ostatnim przypadku unia walutowa byłaby nonsensem. Ale między Warszawš i Berlinem? Trudno o bliższy zwišzek. I nawet mój wybitny przyjaciel Robert Gwiazdowski tego nie zmieni.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL