Komentarze

Iran: Nieoczekiwany bunt przeciw ajatollahom

AFP
Nieoczekiwanie wybuchł bunt w Iranie. Może się kojarzyć z rewolucją arabską, która, siedem lat temu, też zaczęła się nieoczekiwanie i w grudniu.

Wszystko wskazuje na to, że podobna była przyczyna protestów – frustracja młodych ludzi, studentów, którzy nie widzą dla siebie szans na zdobycie pracy gwarantującej utrzymanie własnej rodziny. Nie odczuli oni żadnej poprawy życia, mimo że po zniesieniu ponad dwa lata temu sankcji do Iranu popłynęły miliardy. Z otwarcia korzystają jednak tylko ludzie reżimu.

Szybciej niż w czasie buntu w Tunezji przełomie 2010 i 2011 roku pojawiły się hasła polityczne. Łącznie z obaleniem republiki islamskiej, a nawet przywróceniem władzy szachów.

Iran jest jednak innym krajem niż Tunezja, Egipt czy Libia, gdzie obalono dyktatorów. Nie tylko dlatego, że nie dominują tam sunnici (lecz szyci), a Arabowie stanowią niewielką mniejszość.

Elity Iranu, także opozycja wobec konserwatystów skupionych wokół najwyższego przywódcy ajataloha Alego Chameneiego, wyrosły na rewolucji islamskiej, na buncie przeciw powiązanemu z Zachodem szachowi. Część z liderów opozycji (od lat trzymanych w areszcie domowym) to szyiccy duchowni.

Czy w tej chwili rodzą się jacyś nowi przywódcy opozycji? – nie wiadomo. Obalenie ustroju, który podtrzymują miliony oddanych żołnierzy - strażników rewolucji, wydaje się niemożliwe, na pewno pochłonęłoby wielką liczbę ofiar. To stawia w trudnej sytuacji Zachód, może poza Donaldem Trumpem, który i tak chciałby zerwać wszelkie kontakty z islamską republiką. Innym pozostają naciski na reżim, by protestów nie utopił we krwi i wsłuchał się w żądania buntowników. Może prezydent Rouhani, który miał być reformatorem, sprawdzi się wreszcie w tej roli. Może jest szansa, by część postulatów demonstrantów została spełniona.

Nic jednak nie wskazuje na to, że może powstać nowy zapatrzony w ideału Zachodu Iran, który pogodzi się z wrogami na Bliskim Wschodzie oraz całkowicie zrezygnuje ze wspierania szyickich braci w Syrii, Iraku, Libanie czy Jemenie. Spór wśród muzułmanów ma mocne podstawy. A ambicje mocarstwowe mają nie tylko ajatollahowie, także wielu irańskich opozycjonistów.

Główny wróg, Arabia Saudyjska, dopuszczając kobiety do kierowania samochodami i zapowiadając otwarcie kin poprawił sobie wizerunek na Zachodzie. Ale antyzachodnia fundamentalistyczna ideologia, która powstała w królestwie, nie zginęła i szybko nie zginie. Zamachów terrorystycznych w Europie czy Ameryce dokonują skrajni sunnici, a nie szyici. Przypominam sobie w ostatnich latach tylko jeden atak przeprowadzony przez szyitę Irańczyka – w Monachium, w 2016 roku. Jak stwierdziła niemiecka policja, nie był on motywowany religijnie - sprawca, który zastrzelił dziewięć osób, był niezrównoważony psychicznie.

Nierozsądne byłoby zerwanie wszelkich kontaktów z Iranem i postawienie w regionie na Arabię Saudyjską i jej sojuszników. Nie teraz. Co nie znaczy, że nie należy kibicować buntownikom, którzy chcą więcej wolności i lepszego życia.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL