Komentarze

Artur Bartkiewicz: Gdzie stoi polska chata?

AFP
„Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna” – przekonywał w „Weselu” dziennikarz. Stanisław Wyspiański wielkim dramaturgiem był – ale czy na pewno wynika z tego, że to akurat hasło powinno być jednym z filarów polskiej polityki?

Szef MSWiA Mariusz Błaszczak kolejny już raz po zamachu terrorystycznym w Europie mówi o „przynoszącej tragiczne żniwo polityce multi-kulti”. Wiceszef PE Ryszard Czarnecki ogłasza potrzebę wprowadzenia opcji zero – czyli nie przyjmowania żadnych imigrantów z krajów muzułmańskich. A w internecie co i rusz można przeczytać tryumfalne: to nie nasz problem, my jesteśmy ponad to, bo nasze granice są zamknięte dla uchodźców z Bliskiego Wschodu. W tle jest jeszcze Beata Szydło nawołująca Europę do przebudzenia się.

Problem polega jednak na tym, że to nie relokowani przez UE uchodźcy dokonują zamachów w Wielkiej Brytanii, która zresztą z UE już się wypisała, a Theresa May, jeszcze jako szefowa MSW, miała do przyjmowania uchodźców stosunek podobny jak polski rząd – uznawała ich za imigrantów ekonomicznych i była zdecydowanie przeciwna goszczeniu ich na Wyspach. Poza tym warto pamiętać, że nawet przed Brexitem Londyn nigdy w pełni nie otworzył swoich granic. A jednak Wielka Brytania została zaatakowana w ostatnich miesiącach już trzy razy – podczas gdy w Grecji czy we Włoszech, gdzie są uchodźcy, którzy mają być relokowani, nie doszło w tym czasie do żadnego zamachu.

Zamachów na Wyspach, ale również np. we Francji, znacznie częściej dokonują nie uchodźcy z ostatnich kilku lat, tylko imigranci w drugim, czy trzecim pokoleniu – posiadający już obywatelstwa brytyjskie, belgijskie, francuskie. I nie, nie przyjęto ich w ramach realizowania idei multi-kulti, którą tak lubi przywoływać szef MSWiA, ale przede wszystkim ze względów ekonomicznych. Kraje Zachodu potrzebowały bowiem, i wciąż potrzebują, rąk do pracy, której syci i zamożni Europejczycy podejmować się już nie chcą. Polska również też zaczyna tego doświadczać – przy czym w naszym kraju braki na rynku pracy zapełniają w ostatnim czasie przede wszystkim pracownicy z Ukrainy.

Cóż więc politykom Zachodu po radach o opcji zero w przyjmowaniu imigrantów, skoro zamachowcy są dziećmi czy nawet wnukami tych, którzy przybyli w czasach, kiedy nie istniała jeszcze ani Al-Kaida, ani Państwo Islamskie, a terroryzm był udziałem niemal wyłącznie Europejczyków – od Czerwonych Brygad po IRA i ETA? Mają ich teraz wysiedlać? Odbierać obywatelstwa? Zamykać profilaktycznie w więzieniach? Jak Mariusz Błaszczak czy Ryszard Czarnecki wyobrażają sobie taką operację? 

Terroryści, którzy zaatakowali w nocy z 3 na 4 czerwca w Londynie zostali zastrzeleni w ciągu ośmiu minut od pojawienia się pierwszych sygnałów o zamachu. I to jest jedyna droga, którą możemy iść. Strzelać do terrorystów. Zlikwidować ostatecznie ich polityczny ośrodek, jakim jest samozwańczy kalifat wciąż istniejący na terenie Syrii. A potem bezwzględnie ścigać i strzelać do tych, którzy będą chcieli kontynuować dżihad.

Na początku XXI wieku świat drżał przed Osamą bin Ladenem i jego terrorystami. Ale dziś nie ma już bin Ladena, a Al-Kaida już nie przeraża. To samo trzeba zrobić z Abu Bakrem al-Baghdadim i jego bandytami. „Żołnierzy kalifatu” nie będzie, gdy nie będzie ich komu rekrutować. Dlatego oczekiwałbym, że rząd, zamiast kpić z multi-kulti, będzie naciskał na bardziej zdecydowaną walkę ze źródłem tego zła. Nawet gdyby wymagało to wysłania polskich żołnierzy na Bliski Wschód.

Możemy oczywiście wzruszyć ramionami. Przywołać mądrość ludową o naszej chacie z kraja i cieszyć się z tego, że Polska nie jest wystarczająco zamożna, by przyciągać imigrantów z Bliskiego Wschodu. Ale nasza chata stoi w Europie. I jeśli nie zdołamy wspólnie ugasić pożaru, który wybuchł na Zachodzie, prędzej czy później od tego ognia zajmie się również nasza strzecha.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL