Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Komentarze

Smoleńsk: Ta historia nie skończy się nigdy

PAP/EPA/SERGEI CHIRIKOV
Po siedmiu latach od katastrofy w Smoleńsku wcišż na nowo rozbijamy tupolewa w smoleńskim lesie. I nic nie wskazuje na to, abyœmy za kolejnych siedem lat mieli zachowywać się inaczej.

Antoni Macierewicz w przededniu rocznicy katastrofy przekonuje, że smoleńskie tropy wcišż sš mylone, bo w biurku byłej pracownicy KPRM znaleziono dysk ze zdjęciami zwišzanymi z katastrofš smoleńskš. Dopytywany, czy na owym dysku jest coœ istotnego dla wyjaœnienia sprawy, szef MON odpowiada, że każde nowe œwiadectwo ws. katastrofy jest cenne. A więc: tak. I nie jest waże co w istocie jest na owym dysku, o którym owa urzędniczka zapewne zapomniała (bo gdyby zacierała œlady, to raczej nie zostawiłaby go w szufladzie biurka). Liczy się, że ten dysk w szufladzie był. Chińskie powiedzenie mówi: "Obok klasztoru męskiego stoi klasztor żeński. Nie ma w tym nic złego. Ale może być".  I to jest clou całej sprawy.

Znaków zapytania wokół wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku będzie zawsze więcej niż odpowiedzi. Strona polska nigdy nie przesłucha kontrolerów ze Smoleńska, którym prokuratura właœnie postawiła zarzuty umyœlnego spowodowania katastrofy. Zawsze będzie więc można gdybać, czy spontanicznie postanowili rozbić samolot z polskim prezydentem na pokładzie, czy też wykonywali drobiazgowo zaplanowanš na Kremlu operację. Na tym œwiecie nigdy nie spytamy też œ.p. mjr. Arkadiusza Protasiuka, dlaczego uparcie leciał ku nieznanemu, skoro zgodnie ze wszystkimi procedurami powinien był zameldować, że lšdowanie jest niemożliwe – i skierować Tu-154M na inne lotnisko. A nie mogšc zadać pytań głównym bohaterom dramatu, możemy tylko snuć hipotezy.  Te zaœ – co widać na przykładzie katastrofy samolotu z premierem Władysławem Sikorskim na Gibraltarze w 1943 roku – można snuć przez dziesięciolecia.

Z hipotezami jest zaœ tak, że można je doœć swobodnie dopasowywać do faktów. Ów dysk ze zdjęciami o którym mówi Macierewicz, może być więc dowodem zarówno na mataczenie ws. katastrofy (a skoro mataczenie – to musi być i mroczna tajemnica. Czyli: zamach), jak i na bałagan panujšcy w polskich instytucjach (a to z kolei potwierdza tezę o katastrofie jako efekcie doœć swobodnego podchodzenia do przepisów i procedur). „Kto chce znak wszędzie może dojrzeć” – celnie zauważył w jednej z piosenek Kazik.

W efekcie napięcie wokół Smoleńska można podtrzymywać dowolnie długo – i wiele wskazuje na to, że tak właœnie będzie się działo. Obie strony politycznego sporu czerpiš bowiem z tego polityczne korzyœci. PiS, za sprawš aktywnoœci Antoniego Macierewicza, dzięki wštpliwoœciom wokół Smoleńska delegitymizuje bowiem opozycję jako tych, którzy chcš ukryć prawdę o losie prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pozostałych 95 pasażerów Tu-154M. Z kolei PO czy Nowoczesna, wobec własnego elektoratu, w ten sam sposób delegitymizujš PiS, jako siłę, która wpycha nas w groŸny konflikt z Rosjš mimo braku twardych dowodów na to, że to Kreml stoi za wydarzeniami z 10 kwietnia. Jedni i drudzy muszš wiedzieć, że przekonujš jedynie przekonanych – ale wiedzš też, że to gra pewnymi kartami: przekonani to bezcenne głosy, które przekładajš się na mandaty w parlamencie.

Taki komentarz należałoby skończyć jakšœ konstruktywnš pointš: wskazaniem drogi, którš należałoby pójœć, aby przecišć ten gordyjski węzeł. Sęk w tym, że takiego rozwišzania nie ma. Prawda podobno broni się sama, ale w tym przypadku na drodze do prawdy stojš owi kontrolerzy, których nigdy już nie przesłuchamy; wrak, którego odzyskanie jest tak samo nierealne za rzšdów PiS, jak za rzšdów PO-PSL  i czas, który minšł od czasu katastrofy, w czasie którego zbudowano tyle hipotez, że do stanu pierwotnego wrócić już nie sposób. W efekcie mamy dwie prawdy – i każda, w oczach jej głosicieli, się broni.

I dlatego za rok znów rozbijemy tupolewa w smoleńskim lesie.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL