Huragan Irma pustoszy Karaiby i zagraża USA

aktualizacja: 07.09.2017, 20:05

Huragan, który spustoszył Karaiby, wkrótce uderzy w południowe wybrzeże USA.

REDAKCJA POLECA

Każdego roku katastrofalne huragany nawiedzają Karaiby i dewastują wschodnie i południowe wybrzeże Stanów Zjednoczonych. W tym roku jednak huraganowy sezon zaczął się jak w filmie Hitchcocka prawdziwym kataklizmem, który poprzedza kolejne nadciągające katastrofy.

Irma jest pierwszym w historii obserwacji meteorologicznych huraganem, który przez ponad dobę utrzymał szybkość wiatru powyżej 290 km na godzinę. Stąd też meteorolodzy przyznali mu piąty, najwyższy stopień w skali Saffira-Simpsona. Ta kategoria oznacza, że można się spodziewać ogromnych strat na obszarach zaatakowanych przez ten żywioł – zerwanych dachów, zniszczeń zarówno budynków mieszkalnych, jak i przemysłowych. Niestety, w przypadku lekkich konstrukcji większości amerykańskich domów, zbudowanych na drewnianym szkielecie obudowanym płytami kartonowo-gipsowymi, grozi to ich całkowitą dewastacją.

Piąta kategoria w skali Saffira-Simpsona oznacza także powodzie na wielkich obszarach i konieczność ewakuacji ludności z tych miejsc. Skala została opracowana w 1969 przez dwóch amerykańskich inżynierów: Herberta Saffira oraz Boba Simpsona.

Strefa cyklonów

Jamajka, Haiti i Dominikana leżą w obrębie oddziaływania klimatu podrównikowego pośredniego. Przez cały rok utrzymuje się tam bardzo podobna pogoda. Średnie temperatury latem wynoszą ok. 27 stopni Celsjusza, zimą są zaś zaledwie o trzy stopnie niższe. Przez cały rok powietrze jest bardzo wilgotne i gorące. Średnia roczna suma opadów na Jamajce i Haiti wynosi 2500 mm, jednak na obszarach górskich opady są znacznie większe i częstsze.

Od czerwca do listopada region nawiedzają niszczycielskie huragany, zwane także cyklonami tropikalnymi, wiejące z prędkością powyżej 33 m/s. I to właśnie ta wilgotność powietrza jest głównym winowajcą tworzenia się wirowego układu wiatrów powstającego w obszarze niżów barycznych. Ta cyrkulacja charakteryzuje się przemieszczaniem po liniach specjalnych od zewnątrz do środka. Ciekawostką jest, że na półkuli południowej, zgodnie z efektem Coriolisa, te gigantyczne wiry powietrza mają kierunek zgodny z ruchem wskazówek zegara. Na półkuli północnej kierunek zmienia się na przeciwny. Jedną z cech charakterystycznych tych cyklonów jest ich epicentrum, nazywane okiem cyklonu. Na tym obszarze wiatr staje się słaby lub wręcz całkowicie cichnie. Obserwatorzy, którzy znajdą się w oku cyklonu, widzą dookoła siebie gwałtowne burze i deszcze, mimo że dookoła panuje cisza, co daje niezwykle dramatyczny efekt. Oko cyklonu ma zazwyczaj od 20 do 50 km średnicy. Kiedy przechodzi dalej, zrywa się gwałtowny wiatr, a obserwator znajduje się w najgroźniejszej części cyklonu. Dzieje się tak dlatego, że obszar z intensywnymi ulewami i burzami układa się koncentrycznie wokół oka. W miarę przesuwania się do jego zewnętrznej części siła wiatru i deszczu słabnie.

Zabójcza dziesiątka

Wśród dziesięciu największych huraganów, które zaatakowały basen Morza Karaibskiego i południowe wybrzeże USA, bez wątpienia jednym z najsilniejszych był huragan Andrew, który uderzył w Bahamy i Florydę pod koniec sierpnia 1992 r. Do 2005 r. był uznawany za największy tego typu kataklizm w basenie Morza Karaibskiego. Narodził się na południowo-środkowym Atlantyku, między wybrzeżem Afryki i Ameryki Południowej. Podobnie jak obecny huragan Irma, Andrew został zakwalifikowany do piątej kategorii w skali Saffira-Simpsona. Wiał z prędkością 270 km na godzinę, niszcząc 63,5 tysiąca domów i 124 tys. innych budynków użyteczności publicznej. Huragan Andrew zabił 65 osób i spowodował straty rzędu 26,5 mld dolarów.

W sierpniu 2005 r. zdeklasował go huragan Katrina, który zdewastował amerykańskie wybrzeże Zatoki Meksykańskiej. Mimo że w chwili, kiedy dotarł do USA, został zakwalifikowany do kategorii trzeciej w skali Saffira-Simpsona, wyrządził największe straty materialne w amerykańskiej historii tego typu kataklizmów. Katrina zabiła 1245 osób, najwięcej od czasu huraganu Okeechobee (zwanego także San Felipe Segundo), który w 1928 r. spustoszył Puerto Rico i Florydę, zabijając 2500 osób.

Dlaczego huragany mają imiona?

Światowa Organizacja Meteorologiczna przyjęła zasadę, że większości huraganów są nadawane popularne imiona, które zaczynają się na wszystkie litery alfabetu, oprócz Q, X, Y i Z. W mediach rozpowszechniła się opinia, że większości huraganów, które przyniosły największe zniszczenia, nadano imiona żeńska. Nie jest to do końca prawda. Wśród dziesięciu najgorszych tego typu żywiołów pięć miało imiona męskie: Andrew (1992 r.), Mitch (1998 r.), Ivan (2004 r.), Dean (2007 r.) i Felix (2007 r.). Pozostałe pięć to wspomniana Katrina (2005 r.), Isabel (2003 r.), Emily (2005 r.), Rita (2005 r.) oraz Wilma (2005 r.).

Teraz nadciągająca ku Ameryce Irma, która już zdążyła zrównać Karaiby z ziemią, może okazać się największym huraganem w dotychczasowej historii. Co gorsza, towarzyszą jej dwa inne potężne cyklony tropikalne: Katia i Jose. Pierwszy z nich skierował się ku wschodnim wybrzeżom Meksyku na wysokości Półwyspu Jukatan, a drugi znajduje się jeszcze nad środkowym Atlantykiem. Oba otrzymały pierwszy stopień w skali Saffira-Simpsona.

POLECAMY

KOMENTARZE