Klęski żywiołowe

Czy tragedii na obozie można było zapobiec?

PAP, Dominik Kulaszewicz
Drużynowy starał się wyprowadzić dzieci z lasu, ale było za późno. Dwie uczestniczki obozu zginęły.

Związek Harcerstwa Rzeczpospolitej, organizator tragicznego obozu, w specjalnym komunikacie twierdzi, że „człowiek jest bezradny wobec potęgi i sił natury" i zapewnia, że nie było sposobu, by uniknąć nieszczęścia. – Taką burzę dało się przewidzieć i można było przed nią ostrzec – uważa Piotr Żurowski, rzecznik Stowarzyszenia Łowcy Burz.

W obozie w miejscowości Suszek nad jeziorem Śpierwnik w powiecie chojnickim obozowało 140 harcerzy i harcerek. Burza zaskoczyła ich w piątek ok. godz. 23. Zginęły dwie osoby, 37 zostało rannych.

– Obudził nas drużynowy. Zrobił zbiórkę przed namiotami, zobaczyliśmy, że drzewa walają się po ziemi, wszystkie są powywracane. Drużynowy kazał nam biec do miejsca, gdzie jest najmniej drzew – relacjonował w mediach jeden z uczestników.

– Uczestnicy obozu zostali przetransportowani do szkoły w Nowej Cerkwi koło Chojnic – informował w komunikacie ZHR.

Związek tłumaczy, że już kilka lat temu wydał instrukcje postępowania w sytuacjach kryzysowych. Jak mówi „Rzeczpospolitej" Grzegorz Bielawski, rzecznik prasowy Okręgu Łódzkiego ZHR, zgodnie z nią komendant obozu decyduje o ewakuacji, biorąc pod uwagę ostrzeżenia meteorologiczne. – On współpracuje ze służbami ratowniczymi i z przedstawicielami gminy. Wcześniej jest opracowywany plan ewakuacji i ustalane miejsce, a uczestnicy obozu dowiadują się o tym już pierwszego dnia pobytu. Poznają regulamin dotyczący pożar, wody i sytuacji kryzysowych – tłumaczy Grzegorz Bielawski.

Śledztwo, które w tej sprawie wszczęła prokuratura w Chojnicach, będzie prowadzone trzytorowo. Badana będzie kwestia nieumyślnego spowodowania śmierci dwóch dziewczynek w wieku 13 i 14 lat, sprawa „uszkodzenia ciała pod kątem osób rannych", a także kwestia „bezpośredniego narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia". Śledczy będą badać m.in. czy organizatorzy obozu odpowiednio zadbali o bezpieczeństwo uczestników.

W piątek wczesnym popołudniem IMiGW wydał ostrzeżenie drugiego stopnia o burzach dla województwa pomorskiego. Spodziewano się opadów deszczu od 25 do 50 mm. Wiatr miał wiać z prędkością 90–100 kilometrów na godzinę.

– W powiatach lęborskim i chojnickim wiatr był silniejszy, bo wiał z prędkością 110 kilometrów na godzinę, ale już 90 km na godzinę to duża prędkość – zauważa Anna Nemec, meteorolog z IMiGW.

„Łowca burz" Piotr Żurowski twierdzi, że bardzo silny wiatr i tę gwałtownie rozbudowaną burzę dało się przewidzieć. – Ta burza nadciągnęła od strony granicy polsko-czeskiej i w kolejnych regionach kraju nasilała się – opowiada Piotr Żurowski. Jego zdaniem problem w tym, że resortowy system ostrzegania nie zadziałał. – Komunikaty ukazują się zbyt rzadko – tłumaczy.

– Były ostrzeżenia lokalne, ale wraz z rozwojem burzy powinny pojawić się ostrzeżenia wyższego, trzeciego stopnia – twierdzi przedstawiciel Łowców Burz.

I dodaje, że on nie widział żadnych ostrzeżeń na paskach w telewizji, a z aplikacji mobilnej nie każdy mógł skorzystać, bo nie każdy ma smartfona. – Brakuje systemu, który na bieżąco wydawałby ostrzeżeniach na podstawie danych z radarów opadów i detektorów wyładowań atmosferycznych – dodaje Piotr Żurowski.

Innego zdania jest Marek Kujawa, wicedyrektor warszawskiego Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego. – Trudno w takiej chwili winić kogokolwiek za to, co się stało, nikt nie wie, co się może wydarzyć – twierdzi. – Warto jednak pamiętać, że systemy – szczególnie te oparte na sieci komórkowej – są zawodne, lepiej sprawdzają się np. radiotelefony. Niestety w przypadku, gdy takie nieszczęśliwe zdarzenie już zaistnieje, dojazd odpowiednich służb na miejsce jest również utrudniony – dodaje.

Po tragedii na Pomorzu na polecenie szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka trwają kontrole bezpieczeństwa miejsc obozowych w całej Polsce.

Źródło: Rzeczpospolita
UKRYJ KOMENTARZE KOMENTARZE RP.PL KOMENTARZE FACEBOOK

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL