Historia

Odnaleziono groby Polaków zabitych na granicy Czechosłowacji i Austrii

Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)
Odnaleziono groby sześciu z trzynastu zidentyfikowanych polskich ofiar porażenia prądem podczas przekraczania granicy Czechosłowacji z Austrią .

Na początku lat 50. komendant Czechosłowackiej Straży Granicznej Ludvik Hlavaczka wpadł na pomysł śmiercionośnego uszczelnienia południowej granicy państw komunistycznych. Na jego rozkaz między dwoma barierami zasieków umieszczone zostały sowieckie miny przeciwpiechotne, zainstalowane zostały też blokady elektryczne pod napięciem 3–6 tys. woltów. O zagrożeniu minami czy prądem nie informowały znaki ostrzegawcze, dlatego uciekinierzy o nim nie wiedzieli.

Z badań IPN wynika, że między wrześniem 1952 r. a sierpniem 1965 r. (do tego czasu działała zapora elektryczna) na granicy czechosłowacko-austriackiej zginęło 30 Polaków. W sumie zaś poniosło tam śmierć co najmniej 428 osób, m.in. w okolicach czeskiego Mikulova, a także miejscowości Znojmo.

Wśród polskich ofiar czechosłowacko-austriackiej granicy był m.in. Józef Korniluk, uczestnik wojny polsko-sowieckiej, aresztowany przez NKWD po 17 września 1939 r. i wywieziony do łagru. Wyszedł on z bolszewickiej Rosji wraz z armią generała Andersa. Po wojnie wrócił do Polski, aby odnaleźć bliskich. Nie odnalazł żony i dzieci, dlatego zdecydował się na ucieczkę na Zachód. We wrześniu 1952 r. został porażony prądem w chwili, gdy przeczołgiwał się pod zaporą z drutu kolczastego.

W taki sam sposób latem 1953 r. zmarł Tadeusz Golec, osiemnastolatek pochodzący z Kóz koło Bielska-Białej. Marzył o tym, aby iść do seminarium, ale nie w Polsce. Na granicy zginął też Tadeusz Bernat, który pierwszy raz próbował uciekać w 1954 r., ale wtedy dostał się do strefy sowieckiej w Austrii. Złapany, został odesłany do kraju. W 1962 r. ponowił próbę. Zginął na drutach w pobliżu miasta Znojmo.

Według historyków czeskiego Urzędu Dokumentacji i Badania Zbrodni Komunizmu ciała ofiar granicy były przekazywane do kremacji albo chowane w ziemi na terenie innym niż ostatnie miejsce zamieszkania. Pogrzeb miał się odbyć w tajemnicy, a mogiła nie mogła być oznaczona nazwiskiem.

Pion śledczy IPN w Krakowie od kilku miesięcy prowadzi śledztwo dotyczące osób, które zostały śmiertelnie porażone prądem przy przekraczaniu granicy czechosłowacko-austriackiej. Pisaliśmy o tym w "Rzeczpospolitej". Postępowanie dotyczy zbrodni komunistycznej, stanowiącej jednocześnie zbrodnię przeciwko ludzkości, popełnionej na obywatelach polskich w latach 1948–1989. Sprawcami zabójstw byli funkcjonariusze różnych służb komunistycznej Czechosłowacji.

Przy wyjaśnianiu tej zbrodni nasi śledczy współpracują z Platformą Europejskiej Pamięci i Sumienia, która powołana została w 2011 r., a IPN jest jednym z 21 członków założycieli. Cele Platformy to współpraca na rzecz rozpowszechniania wiedzy dotyczącej systemów totalitarnych i upamiętnianie ofiar zbrodniczych reżimów. Jeden z jej projektów dotyczy powołania międzynarodowego trybunału, który zająłby się rozliczeniem zbrodni komunistycznych.

To właśnie przedstawiciele Platformy poinformowali o odnalezieniu grobów zabitych na granicy Polaków. IPN przypomina, że za śmierć Polaków przy przekraczaniu granicy odpowiada głównie były szef MSW, późniejszy członek Biura Politycznego oraz były premier komunistycznej Czechosłowacji Lubomír Štrougal.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL