Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Historia

Zamach na Kennedy'ego: Zagadka Dallas

Getty Images
W 2013 r. agencja Associated Press przeprowadziła wœród Amerykanów sondaż w sprawie zamachu na Johna F. Kennedy'ego. Aż 59 proc. respondentów wyraziło przekonanie, że zamach nie był dziełem tylko jednego strzelca – 24-letniego Lee Harveya Oswalda – ale szeroko zakrojonym spiskiem, w który było zaangażowanych wiele osób.

Większoœć badanych uważała także, że zamach zmienił losy ludzkoœci. Dla Amerykanów John F. Kennedy jest bowiem niemal ikonicznym symbolem zdrowego, młodego, błyskotliwego i nieprzekupnego przywódcy, który w polityce kierował się jedynie szlachetnym pragnieniem ustanowienia œwiatowego pokoju.

Niestety, jest to obraz skrajnie wyidealizowany, a może wręcz fałszywy. Jedynie ludzie z najbliższego otoczenia 35. prezydenta USA wiedzieli, że ich szef był nie tylko obsesyjnym kobieciarzem uzależnionym od twardych narkotyków, ale też człowiekiem uwikłanym w mroczne i do tej pory niewyjaœnione interesy różnych organizacji przestępczych. Wbrew swojej męczeńskiej legendzie był bardzo słabym prezydentem. Za jego poważne błędy, zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej, przyszło zapłacić wysokš cenę następcom.

Był też człowiekiem bardzo chorowitym. Często skarżył się na silne bóle żołšdka, które prawdopodobnie były spowodowane zapaleniem jelit. Już w dzieciństwie dostawał silne leki przeciwbólowe. Na studiach doszły do tego mocne sterydy, ponieważ nabawił się wyjštkowo bolesnej kontuzji stawu krzyżowo-biodrowego. Po studiach pojawiły się także pierwsze przykre objawy choroby Addisona – dotkliwe bóle kończyn, złe nastroje, drażliwoœć i częste problemy gastryczne. W 1947 r. 30-letni John zdradził jednemu ze znajomych, że jest przekonany, iż nie pożyje dłużej niż dziesięć lat. Gwałtowna utrata masy ciała spowodowała, że lekarze zdecydowali się na terapię testosteronem. Być może to właœnie ta kuracja wywołała u młodego polityka dziki wręcz apetyt seksualny.

Ból kręgosłupa i krocza bywał tak dotkliwy, że kierowca prowadzšcy prezydencki samochód musiał zachowywać dużš ostrożnoœć w czasie jazdy po nierównoœciach. Wœród ochroniarzy prezydenta kršżyła złoœliwa opinia, że jest on wożony jak stara dama do koœcioła. Być może to wyjaœnia, dlaczego 22 listopada 1963 r. limuzyna wiozšca pierwszš parę Ameryki oraz gubernatora Teksasu Johna Connally'ego z małżonkš poruszała się po ulicach Dallas wyjštkowo wolno, naruszajšc tym samym podstawowe zasady bezpieczeństwa głowy państwa.

Złamano zresztš prawie wszystkie reguły bezpieczeństwa. Już kilka dni przed przylotem Johna F. Kennedy'ego do Teksasu wiadomo było, że prezydent przejedzie przez najważniejsze ulice Dallas trasš długoœci ok. 16 km z lotniska Dallas Love Field do hali wystawowej Dallas Trade Mart. Agenci Secret Service uważali, że ogłoszenie tej informacji jest zaproszeniem ekstremistów do dokonania zamachu. Ale zarówno szef sztabu Białego Domu Kenneth Patrick O'Donnell, jak i teksascy demokraci naciskali, żeby prezydent pokazał się jak największej liczbie mieszkańców Dallas. Polityczne kunktatorstwo przeważyło nad zdrowym rozsšdkiem. Cenš było życie prezydenta.

Raport komisji Warrena, w który nie wierzy ponad połowa Amerykanów, jest do dzisiaj obowišzujšcš wykładniš historii zamachu na Johna F. Kennedy'ego. Œledczy byli przekonani, że Lee Harvey Oswald w cišgu zaledwie szeœciu sekund oddał w kierunku prezydenta trzy strzały, z których dwa „na pewno" były celne. Komisja Warrena uznała więc, że nie istniał żaden spisek i że zarówno Oswald, jak i jego zabójca Jack Ruby działali na własnš rękę. Wielu badaczy, historyków i zwykłych pasjonatów przez ponad 50 lat kwestionowało wnioski komisji, tworzšc coraz bardziej rozbudowane teorie spiskowe. Ujawnione niedawno dokumenty CIA nie potwierdziły żadnej z nich.

A może nie dostrzegamy czegoœ bardzo oczywistego? Może rzeczywiœcie istniał drugi strzelec, choć wcale nie był spiskowcem? Brzmi niedorzecznie? Bynajmniej. W tym numerze „Rzeczy o Historii" przedstawiam hipotezę, która wywołała wielkš dyskusję w amerykańskich mediach. Nie jest pocišgajšca dla miłoœników teorii spiskowych, ale opiera się na bardzo racjonalnych przesłankach.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL