Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Handel

Lidia Kalita: ludzie pragnš tego, czego nie ma

Andrzej Kalita
Fotorzepa/Robert
O modzie w Polsce, konkurencji, biznesie, planach i pienišdzach rozmawiamy ze znanš polskš projektantkš mody Lidiš Kalitš i jej mężem Andrzejem Kalitš, prezesem giełdowej firmy Lidia Kalita Designer Shops.

Jak to się stało, że zawodowo jest pani w tym, a nie innym miejscu?

Lidia Kalita: Skończyłam Wydział Projektowania w łódzkiej ASP i od tego czasu konsekwentnie robišc to co kocham doszłam do tego miejsca, w którym dzisiaj jestem. W 15 lat wraz z siostrš stworzyłam imperium modowe jakim stało się Simple Creative Products, a teraz spełniam się jako projektant i pod własnym nazwiskiem rozwijam nowš markę. Zaczynajšc swojš przygodę jako projektant nie miałam żadnych planów, czy oczekiwań w jaki sposób Simple się rozwinie. Napędzała mnie chęć tworzenia mody, kreowania trendów i coraz większe grono stałych, wiernych klientek.

Andrzej Kalita: Tym różniło się Simple od firmy, którš dziœ rodzinnie prowadzimy. LK Designer Shops ma od poczštku bardzo konkretny biznes plan.

Lepiej się Państwu pracowało wtedy?

AK: Zupełnie inaczej. To był inny rynek. Nie było wtedy centrów handlowych, sieci sklepów, które oferowałyby pełnš gamę produktów pasujšcych do siebie jak klocki lego. Dopiero rodziła się œwiadomoœć, czym sš kolekcje modowe.

LK: Lata „90" to było prawdziwe modowe Eldorado dla projektanta. Każdy fajny projekt znajdował odbiorców w cišgu kilku godzin. Kobiety były tak głodne trendów, chciały się edukować jak ubierać się modnie i stosownie do okolicznoœci. Cieszę się, że miałam swój żywy udział w tej edukacji. Dzisiaj klientki znajš rodzaje tkanin, podszewek, potrafiš docenić jakoœć skóry użytej na torby i paski. Orientujš się w rozmiarach – nawet to nie było tak oczywiste w latach 90tych. Przede wszystkim wszystkie Panie chciały się upodobnić do swoich zagranicznych koleżanek z korporacji poczytujšc to za szczyt gustu i elegancji. Zero indywidualizmu i pełna unifikacja.

Proszę mnie poprawić, ale dziœ mamy chyba do czynienia z odwrotnym trendem?

LK: Właœnie miałam to powiedzieć.

AK: Tak i my wypełniamy tę niszę i mierzymy się z tym nowym zapotrzebowaniem. Nasza firma, to firma projektancka odpowiadajšca na bardziej indywidualne i oryginalne zapotrzebowanie klientek. Dlatego nie możemy być w każdym mieœcie, raczej w tych dużych, gdzie kobiety sš bardziej zorientowane modowo. Nasz aktualny plan zakłada otwarcie 24 sklepów. Dziœ jest już ich 12. Jesteœmy więc na półmetku.

LK: Moda opowiada nowe historie co sezon. Karmi się nieustajšcš zmianš. To co jest modne w jednym sezonie, zostanie zapomniane w następnym. Moda żyje szybko i szybko umiera. Ludzie zaœ pragnš tego, czego nie ma. Tak jak kiedyœ, gdy nie było w Polsce firm sieciowych, wszyscy marzyliœmy o sklepach wielkopowierzchniowych , gdzie „kšpać się" można było w nieskończonym morzu ubrań. Kiedy pojawiły się centra handlowe: ZARA, H&M... skończyło się pragnienie rzeczy podstawowych, ogólnodostępnych. Zaczęło się szukanie projektów, które sš niepowtarzalne.

Czy ta konkurencja ze strony młodych ludzi, małych firm butikowych jest dziœ duża?

LK: Obserwujemy z ciekawoœciš i życzliwoœciš to co robiš, bo sami kiedyœ zaczynaliœmy... Ale nie czujemy oddechu konkurencji na plecach.

Kiedy dokładnie powstał koncept Lidia Kalita Designer Shops?

LK: Po tym jak rozstałam się z Simple zrodził się pomysł na firmę sygnowanš moim nazwiskiem. Bardziej projektanckš, bo tworzę w tej chwili rzeczy dużo bardziej awangardowe, dużo więcej rzeczy wieczorowych niż w Simple. To kierunek, który mnie samš – bardzo przyjemnie – zaskoczył. Od projektanta klientki oczekujš rzeczy bardziej indywidualnych. To dla projektanta raj, bo może puœcić wodze fantazji.

Sšsiadujecie z Simple w tym samym podwórku. Nie przeszkadzacie sobie? A może współpracujecie?

LK: Zupełnie sobie nie przeszkadzamy. Mówimy sobie codziennie dzień dobry. Może z czasem będziemy współpracować. Rozmawialiœmy o tym, że być może będš dla nas produkować serię toreb. Na razie robiš to dla nas inne trzy firmy.

Nie żałuje pani sprzedaży Simple?

LK: Nie... to była mšdra i przemyœlana decyzja. Poza tym... mam taki charakter, że nigdy nie żałuję tego co już się zdarzyło. Patrzę wyłšcznie do przodu.

AK: Poza tym mamy tyle pracy, że nie ma czasu zastanawiać się nad przeszłoœciš. Prowadzenie takiej firmy jest bardzo czasochłonne i cišgle pojawiajš się nowe ciekawe projekty i możliwoœci.

LK: Myœlimy o wyjœciu z naszymi kolekcjami za granicę. Bliski jest mi sposób myœlenia o modzie na rynku brytyjskim. Ale za wczeœnie o tym mówić. Na razie nie możemy angażować się w stu procentach w ten projekt, bo przed nami duże wydarzenie marketingowe: własny pokaz mody na 1000 osób, który odbędzie się w paŸdzierniku, w nietypowym, skomplikowanym logistycznie miejscu. To pierwsza taka możliwoœć zaprezentowania się na dużym – 60 metrowym wybiegu w niezwykłej scenografii, która jedzie do nas aż z Moskwy! To duża odpowiedzialnoœć – mamy wielu sponsorów, którzy uwierzyli, że to może być wyjštkowa impreza – nie chcemy ich zawieœć.

To będzie pokaz kolekcji jesień-zima?

LK: Nie pracuję w takim trybie, ponieważ Internet zmienił rynek mody, powszechny stał się tryb zakupów „SEE NOW – BUY NOW". Kobiety sš głodne trendów, nie chcš czekać pół roku na sukienkę, która im się podoba. Ja też jestem takš osobš. Cišgle kocham tworzenie. Dlatego zaczęłam przygotowywać krótkie kolekcje kapsułowe, liczšce 20 – 30 elementów dla konkretnej grupy docelowej. Zwykle maja swojš nazwę: były więc „ADVENTURE", „RESORT" – kolekcja pachnšca latem. Miałam też ochotę na kolekcję biznesowš, której dawno nie robiłam – i tak powstał „OFFICE COD – 22".

Dużo państwo zainwestowali w LK Designer Shops?

AK: Nie chcielibyœmy podawać kwot. W tej chwili nasz biznes plan jest na szczęœcie bezpieczny, ponieważ udało nam się osišgnšć próg rentownoœci. Obroty firmy rosnš z roku na rok o 50 procent. Myœlę, że mało jest firm, które mogš pochwalić się takim przyrostem.

Udaje się to za sprawš rozbudowy sieci sklepów?

AK: Tak, oraz za sprawš coraz większej rozpoznawalnoœci marki. LK: I przede wszystkim za sprawš œwietnych kolekcji, które wymagajš mnóstwa pracy mojej i zespołu ludzi, którzy tak jak ja kochajš modę.

Ile osób pracuje dziœ dla firmy?

AK: Około 35. To się zmienia gdy pojawia się nowy sklep lub gdy pojawiajš się dodatkowe zlecenia, czy nowe zadania.

LK: Zawsze mówimy naszym pracownikom, że nie chcemy być korporacjš, jesteœmy firmš rodzinnš, a ja osobiœcie wierzę, że stwierdzenie „nie ma ludzi niezastšpionych" jest nieprawdziwe.

Jakie będš wyniki LK Designer Shops w tym roku i w kolejnych latach według państwa?

AK: Nie podajemy prognoz, ale naszš ideš jest aby firma była wielokrotnie więcej warta. Jeszcze ten rok będzie pod znakiem inwestycji, ale przyszły powinien być dla inwestorów bardzo atrakcyjny.

A dlaczego?

AK: Chyba nie mogę o tym mówić. Tę informację w pierwszej kolejnoœci dostanš akcjonariusze.

Podaliœcie państwo komunikaty, z których wynika, że sprzedaliœcie częœć akcji funduszowi private equity Piotr Żółkiewicza.

AK: Nawišzaliœmy współpracę z inwestorem, który – jak się okazuje – obserwował nas od pewnego czasu i powoli kupował akcje. Teraz postanowił zainwestować w większy pakiet akcji o wartoœci 700 tysięcy złotych.

Dla firmy to chyba niewiele oznacza, bo pienišdze trafiajš do państwa...?

AK: Nie... Cały kapitał uzyskany ze sprzedaży akcji został przekazany do spółki. W ten sposób łatwiej będzie realizować plany i stajemy się bardziej wiarygodni w oczach innych inwestorów. To ważne, ponieważ planujemy kolejnš emisję – ta wiarygodnoœć będzie bardzo istotna.

Emisja będzie miała miejsce jeszcze w tym roku?

AK: Najprawdopodobniej tak. Czekamy na wyniki trzeciego kwartału, aby pokazać je inwestorom.

Jakš częœć spółki jesteœcie państwo gotowi oddać inwestorom?

AK: Nie większoœć. Nie chcielibyœmy dopuœcić do sytuacji, w której nasz pakiet byłby na tyle mały, że groziłoby nam wrogie przejęcie. To spółka prywatna i nie chcemy jej oddać.

Ile pieniędzy firma potrzebuje na rozwój?

AK: Dziœ już nie tak dużo: około 2 mln złotych, aby płynnie realizować plany rozwoju.

Jaki będzie cel emisji?

AK: Między innymi spłata niektórych kredytów bankowych.

Na akcjach firmy projektanta można zarobić?

AK: Jesteœmy o tym przekonani. To zakłada nasz biznes plan.

Firma opublikuje oficjalne prognozy?

AK: Przy okazji emisji zapewne tak.

Czy dziœ klientami LK Designer Shops sš tylko osoby indywidualne?

LK: Tak, ale szukamy tez innych możliwoœci.

Gosia Baczyńska przygotowała kolekcje dla Rossmanna swojego czasu. Czy o takich projektach pani myœli?

LK: Na pewno będę pilnowała, aby były to rzeczy dużo wyższej jakoœci niż w przywołanym projekcie. To co podpisuję swoim nazwiskiem musi się charakteryzować odpowiedniš jakoœciš. Na pewno będziemy kontrolowali produkcję na każdym etapie. Jesteœmy firmš bardzo propolskš, dbamy o to, aby rzeczy były produkowane w kraju. Myœlę, że jako projektant od 20 lat w dużym stopniu przyczyniłam się do tego, że kobiety zaczęły postrzegać produkt polski jako produkt wysokiej jakoœci. Gdy zaczynałam wszystko co polskie kojarzyło się z bublem, brakoróbstwem i odrzutem z eksportu. Walczyłam z tym stereotypem przez wszystkie te lata, udowadniajšc, że w Polsce można produkować tak jak w Niemczech, czy Anglii, a czasem lepiej. Nie chcę tego zmieniać. Gdybyœmy współpracowali z jakšœ sieciš to warunkiem byłoby to, że większoœć produkcji będzie odbywała się w Polsce.

Dziękuję za rozmowę.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL